Chińskie Imperium futbolowe kontratakuje!

Podczas tego okienka transferowego głośno zrobiło się o lidze chińskiej. W przeszłości słyszałem o niej tylko w momentach jak Krzysztof Mączyński albo Miroslav Radović zdecydowali się tam pojechać dla kasy. Co zresztą wywoływało u mnie spore wzburzenie. Jednak teraz, kiedy patrzę na listę takich nazwisk jak: Gervinho, Ramires, Jackson Martinez czy Alex Teixeira, to zastanawiam się czy to chwilowy bum, czy też światowe sportowe stacje telewizyjne niedługo będą pokazywać rozgrywki ligi chińskiej na równi z hiszpańską czy angielską.

Ktoś się może zastanawiać dlaczego bardzo dobrze zarabiający piłkarz, grający w silnym europejskim klubie wybiera się na futbolowe peryferia? Odpowiedź jest prosta: dla kasy! Chińczycy tym się różnią od amerykańskiej ligi MLS, że płacą zawodnikowi największy kontrakt w jego karierze. Piłkarz dostaje więcej niż poprzednio. W MLS kasa była niezła, ale nie najwyższa w życiu danego gracza. Drugą bardzo ważną różnicą jest to, że Azjaci sprowadzają zawodników „do grania”, a nie znanych piłkarskich „emerytów”.

Każdym biznesem rządzi pieniądz. Piłka nożna to jeden z najbardziej opłacalnych sportów na świecie. Chińskie „futbolowe eldorado” zaczynają już dostrzegać w Europie. Luis Figo otworzył tam swoje szkółki piłkarskie, a najlepsze kluby jeżdżą tam na mecze pokazowe. To działa też w drugą stronę. Chińczycy kochają piłkę nożną. W każdy weekend w publicznej telewizji można zobaczyć dwa wybrane mecze angielskiej Premier League. Mówi się, że chcą oni zorganizować Mundial w 2030 roku. Dlatego teraz rozpoczęli propagowanie futbolu tak mocno, jak tylko potrafią. Pytanie, gdzie jest granica ich możliwości?

Chiny mają plan, aby nie tylko spopularyzować piłkę nożną, ale żeby ich reprezentacja grała na światowym poziomie. Pracy mają sporo, ale zaczynają intensywnie inwestować w proces szkolenia. Posłużę się przykładem. Chiński gigant oświetleniowy, firma Ledman Optoelectronic od przyszłego sezonu będzie sponsorem portugalskiej drugiej ligi. W pierwszej wersji umowy (która ostatecznie nie przeszła) był zapis, że każdy klub musi zatrudnić jednego chińskiego zawodnika oraz asystenta trenera. Ostatecznie stanęło na liczbie 10 piłkarzy oraz 3 trenerów.

A do napisania tego tekstu, tak naprawdę skłoniła mnie informacja o tym, że Nemanja Nikolić jest na celowniku jednego z chińskich klubów. Czy jest możliwe, żeby Legia oddała najlepszego strzelca ligi w tym momencie rozgrywek? Wydaje się, że tak. Wszystko tak naprawdę będzie zależne od tego, na ile chińczykom będzie on potrzebny, bo to, że ich na to stać, to nie mam już najmniejszej wątpliwości. Mam jednak nadzieję, że do tego nie dojdzie. Przynajmniej w tym momencie tego sezonu.

Foto: sofascore.com

Komentarze