Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.
Wszyscy o Legii, więc ja też o Legii. Czasami jest dobra okazja ku temu, by się po kimś przejechać. Wyrazić swoje niezadowolenie bądź zażenowanie. 

Burdel jak na tureckim straganie. Są kluby źle zarządzane i kluby zarządzane bardzo źle. Kawałek dalej, tuż za nimi jest Legia Warszawa. Najbogatszy klub w naszym kraju, niedawny uczestnik elitarnej Ligi Mistrzów, który w kolejnych sezonach miał raz za razem łapać się do grona najlepszych zespołów w Europie. Tymczasem od fazy grupowej Champions League minęło 15 miesięcy, a w Legii jest ruina na każdym polu.

Człowiek uczy się na błędach. Już małe dziecko wie, że gorący kubek z herbatą łapie się za ucho. W innym wypadku można się poparzyć. Stojąc w korku na skrzyżowaniu i spiesząc się na ważne spotkanie każdy z nas nie raz próbował wybrać lepszą, szybszą drogę. Wiadomo, że zamiast być szybciej, było się później, a eksperyment nie wyszedł. Człowiek dokonując najprostszych w ciągu dnia wyborów myśli. Analizuje, przypomina sobie bliźniaczo podobne sytuacje z przeszłości, które już miały miejsce. Dziecko kolejnym razem poczeka, aż herbata ostygnie, a kierowca jadąc stałą i sprawdzoną trasą dotrze do celu góra pięć po. W międzyczasie pisze SMS-a, że stoi w korku, co przecież każdy zrozumie.

Dariusz Mioduski nie wyciąga wniosków. Albo się na tym w ogóle nie skupia, albo absolutnie nie przywiązuje uwagi do tego, co wyczynia z – było nie było – najlepszym polskim klubem. Latem 2016 roku do Legii przyszedł Besnik Hasi. Popracował chwilę, przegrał kilka spotkań, wywalono go z klubu, który był na samym dnie. Szatnia była podzielona, wielu zawodników z zagranicy sportowo prezentowało się znacznie poniżej oczekiwań kibiców. Zatrudniono Jacka Magierę, który nie wiedzieć jakimś cudem cały ten burdel poogarniał. Pozbierał klocki w jedno miejsce, zaczął budować zamek. Widać było wieżyczkę, widać było fragment fosy. Gdy zaczęły się pierwsze problemy, Magiera poleciał ze stanowiska bez zawahania. Nie trzeba nikomu przypominać, że kilka dni wcześniej Mioduski mówił, że JM jest trenerem na lata i jego pozycja w Legii nie jest zagrożona.

Romeo Jozak nigdy nie prowadził seniorskiej drużyny, nie znał polskich realiów, nie znał klimatu naszej ogórkowej ligi ani języka polskiego. W momencie kryzysowym człowiek z czapy miał przywrócić blask najlepszej polskiej drużynie. Nie wyszło? Oj, cóż za niespodzianka.

Teraz w jego miejsce przychodzi Dean Klafuric. Biorąc to wszystko na logikę, jemu może się udać. Wystarczy, że Lech i Jagiellonia nie wygrają swoich kolenych spotkań (co jest pewne jak karp na wigilijnym stole). Wojskowi wygrają cztery z sześciu meczów i mogą być mistrzem kraju, bo wątpię, że ktoś w tym samym czasie zdobędzie więcej punktów. W praktyce jednak, na dłuższą metę, biorąc pod uwagę nasze realia, ten ruch nie ma żadnego celu. W przeszłości opcja z trenerem z zagranicy za każdym razem kończyła się źle. Oczywiście, że Stanisław Czerczesow zdobył tytuł mistrza Polski i zdaniem wielu tamta drużyna grała na miarę oczekiwań. Wizją klubu jednak jest wprowadzenie polityki, dzięki której będziemy mówili o stabiliazacji na dłuższą metę. Tymczasem tej nie ma i w tym wypadku również nie będzie. Wszystko dzieje się na łapu capu.

Zimą do Legii przyszło wielu zagranicznych piłkarzy. Kiedy zawodnik z zagranicy jest klubowi potrzebny? Tylko wtedy, gdy prezentuje wyższy niż Polak poziom sportowy. Brzmi banalnie, ale jeżeli tak się nie dzieje (a w tym wypadku tak się nie dzieje), to jest on absolutnie niepotrzebny. Podczas najważniejszych dla klubu spotkań on nie oddycha tym samym powietrzem, co jego koledzy mieszkający od kilku lat w Warszawie. Nie czuje presji spotkania derbowego, nie wyczekuje przyjazdu Lecha, nie integruje się z mieszkańcami swojego miasta, nie żyje tym, czym żyją kibice, dziennikarze, sympatycy futbolu. Do tego jest droższy w utrzymaniu. Wnioskuję, że Legia pieniądze ma, dlatego z tak lekką ręką je wydaje. Gdyby jednak zamiast patrzeć na nazwiska, skupić się tylko i wyłącznie na sportowym wymiarze każdego z osobna, to wielu z piłkarzy Legii jest dziś po drugiej stronie rzeki. Nie przeszkadza to jednak nie dawać młodym szansy, tylko inwestować w zawodników, którzy i tak za chwilę wyfruną gdzie indziej odcinać kupony.

Ostatnio wyczytałem, że dział marketingowy Legii wykonuje kawał dobrej roboty, by wizerunkowo klub prezentował się jak najlepiej. Co zrobić, aby ta sytuacja wyglądała jeszcze lepiej, a przy okazji pomagało to na boisku? Stawiać na młodych. Zrobić porządki z tym, co przyszło do Legii w ostatnich latach. Jak to się mówi popularnie – przeprowadzić operację „szrot”. Wyrzucić tych wszystkich kopaczy z przerośniętym ego, którzy kiedyś coś grali, mają niepolskie korzenie, zarabiają kokosy i nie dają drużynie niczego w zamian. Zatrudnić polskiego trenera, który będzie miał Legię w sercu. Postawić na młodych zawodników, którzy w wolnych chwilach spacerują wokół Łazienkowskiej i którzy za Warszawę oddaliby życie. Którzy będąc niewiele słabszym od swoich starszych kolegów (niekoniecznie) będą oddawali za drużynę zdrowie podczas każdego treningu. Którzy będą chcieli rozmawiać z fanami, a ci będą się z nimi identyfikować. Którzy sami będą kibicować swojemu zespołowi i którzy o meczu z Lechem będą myśleli już kilka tygodni szybciej.

Tymczasem trenerem Legii będzie były selekcjoner reprezentacji Chorwacji kobiet, który przyjedzie – kto wie – być może po raz pierwszy w życiu do Polski i na sześć kolejek przed końcem sezonu będzie musiał ratować sezon. Dostanie do dyspozycji piłkarzy, których nie chce, a których ściągnął jego poprzednik. Zanim swoją wizję zacznie przekazywać podopiecznym, to oni odejdą z klubu. Zanim pozostali zaczną rozumieć jego kierunek spojrzenia na futbol, Mioduski powie mu, że może pakować walizkę i wracać do Chorwacji zajmować się żeńską drużyną.

16 kwietnia 2018, godzina 18 | Wisła Płock – Wisła Kraków

Zwycięstwo Wisły Płock: 2,08

Remis: 3,35

Zwycięstwo Wisły Kraków: 3,45