Brak hejterów, brak konfliktów – to może być nasz sportowy bohater

Adam Kownacki od kilku dni jest ulubieńcem polskich kibiców i nie ma się czemu dziwić - popularny "Baby Face" w imponującym stylu pokonał w niedzielę rano byłego mistrza świata wagi ciężkiej Charlesa Martina i zrobił gigantyczny krok w kierunku tego, żeby w niedalekiej przyszłości samemu stanąć na szczycie najbardziej prestiżowej kategorii w szermierce na pięści. Dlaczego najwyżej sklasyfikowany w światowych rankingach Polak jest aż tak lubiany w kraju nad Wisłą?

Środowisko bokserskie w Polsce jest bardzo podzielone – nie wszyscy mogą pisać o tych pięściarzach, o których chcieliby pisać, nie za każdym razem wystawienie laurek tym, którzy na nie zasługują, jest zgodne z poleceniami przełożonych. Czasami dziennikarz, który tydzień w tydzień zarywa noce na oglądaniu boksu, chciałby napisać kilka słów o tym, co dzieje się na krajowym podwórku, ale niestety – nie te czasy.

Każda osoba interesująca się boksem wie, o czym mowa i kto z kim trzyma.

Tymczasem Kownacki pięściarsko dorastał z daleka od polskiego piekiełka, stąd też hejterów nie miał sobie kiedy narobić. Wszystkie wiodące stacje telewizyjne w naszym kraju, które na co dzień mówią o boksie, dumnie grzmiały o naszym pięściarzu, każdy portal rozpisywał się o tej fantastycznej, 10. rundzie w jego wykonaniu, która być może na długo zostanie przez Polaków zapamiętana. „Baby Face”, który nad Wisłą nie stoczył ani jednego pojedynku, interesuje zatem wszystkich, a nie tylko tych, którzy mogą o nim pisać i mogą się nim chwalić.

Kownacki ma do siebie nieprawdopodobny dystans. Po walce, która – umówmy się – jest jego największym sukcesem w dotychczasowej karierze, poszedł udzielić wywiadów dziennikarzom. Wśród przepytujących go przedstawicieli mediów był pan, który zadawał niewygodne i niestosowne pytania. Myślę, że niejeden sportowiec by się zagotował. Niejeden piłkarz by się obraził jak niegdyś Michał Kucharczyk czy Damian Dąbrowski po porażkach Legii. Jak na to wszystko zareagował Kownacki? Uśmiechał się, odpowiadał na pytania, na samym końcu stwierdził, że jest nad czym pracować, bo ma spory brzuch, który na pewno nie pomaga mu w boksie. Dystans, poczucie humoru, chęć polemiki. Mam wrażenie, że takich ludzi lubi się słuchać i łatwiej się z nimi identyfikować.

Kownacki miał kiedyś na pieńku z Marianem Kmitą, szefem Polsatu Sport. Polski pięściarz usłyszał, że musi popracować nad sylwetką, bo daleko mu do zawodników takich, jak choćby Izu Ugonoh. Co zrobił „Baby Face”? Kilka miesięcy później zjawił się w Częstochowie na polsatowskiej gali, z uśmiechem odpowiadał na pytania dziennikarzy, nie miał z tym żadnych problemów. Jak zachowałby się kto inny? Trudno powiedzieć, ale takim zachowaniem Kownackiemu na pewno nie przybyło hejterów.

Kownacki mieszka od kilkunastu lat w Stanach Zjednoczonych. Dzięki temu posiada amerykańską licencję bokserską, na Boxrec’u jest kwalifikowany jako Amerykanin, a nie jako Polak. Co powiedział „Baby face”, gdy jeden z dziennikarzy zapytał go o to, jaki kraj ma w sercu i z jakim narodem się utożsamia?

Ja z krwi i kości jestem Polakiem. Tak los się potoczył, że mieszkam w Stanach. Rodzice chcieli coś zrobić dla dzieci, dla mnie i moich braci. Był to wyjazd do Stanów. Jestem Polakiem z krwi i kości i jedyne co możesz zarzucić, to na BoxRecu jest amerykańska flaga, ale to wszystko przez licencję.

Koniec, kropka. Kownacki uderzył w tematykę, która się nam podoba. Po prostu.

Kownacki pokonał Artura Szpilkę, który od rozpoczęcia swojej zawodowej kariery robi wokół swojej osoby bardzo dużo zamieszania. „Szpila” był bardzo pewny siebie, atakował Kownackiego, który na jego zaczepki był bardzo ostrożny. Pewny siebie, przekonywujący, ale nie wulgarny i agresywny, miał szacunek wobec swojego rywala. Koniec końców Szpilka mocny był tylko w gębie, łomżanin swoje pokazał między linami. Znowu – dużo osób w naszym kraju to właśnie tę skromniejszą postawę ceni sobie bardziej.

Kownacki mieszka od wielu lat w Nowym Jorku, Brooklyn nazywa swoim miejscem na ziemi. W wywiadach Polak opowiadał, jak jednoczył się z Polonią, która również mieszka zza wielką wodą. Kownacki pracował z nimi „na dachach”, spotykał się z nimi, integrował, był jednym z tych ludzi, których życiowe losy potoczyły się w ten sposób, że na chleb zarabiają na obczyźnie. „Baby face” dziś, gdy wiedzie mu się w sporcie znakomicie, w dalszym ciągu ma kontakt ze swoimi kibicami. Nie jest kimś ponad nimi, jest w dalszym ciągu jednym z tych ludzi, którzy jeszcze niedawno razem z nim przychodzili rano do pracy. Efekt? Na walkę z Martinem Polak sprzedał ponad 1000 biletów dla swoich fanów.

Adamowi Kownackiemu fanów przybywa z każdym dniem

Do tego wydaje mi się, że Kownacki jest normalnym, skromnym i ułożonym oraz dobrym chłopakiem. Gościem, który zdaje sobie sprawę z tego, w jakim miejscu obecnie się znajduje i wie, jak wiele pracy musi jeszcze wykonać, by zrobić krok wprzód. Twardo stąpa po ziemi, nie traci kontaktu z bazą i cały czas jest tym samym człowiekiem, który jeszcze niedawno ciężko zasuwał, by mieć za co żyć. Kownacki nie szuka konfliktów, nie szuka wrogów, nie obraża się na nikogo i nie stara się wokół siebie robić sztucznego zamieszania, co nie jest w tej branży regułą. Zaczepki Szpilki? Przekonamy się w ringu. Prztyczki na temat jego postury? Zgadza się, nie wyglądam najlepiej. Głupie pytania dziennikarza po spektakularnym zwycięstwie nad byłym mistrzem świata? Popełniałem błędy, będe starał się je wyeliminować w kolejnym pojedynku.

Kownacki jest na fali – nie chodzi tylko o aspekt sportowy. Mam wrażenie, że z każdym tygodniem, każdym wywiadem czy pojedynkiem przybywa mu fanów w zawrotnym tempie. To wszystko dzięki… normalności. Normalności, która w dzisiejszych czasach coraz rzadziej występuje.

„LV BET ZAKŁADY BUKMACHERSKIE POSIADA ZEZWOLENIE URZĄDZANIA ZAKŁADÓW WZAJEMNYCH WYDANE PRZEZ MINISTRA FINANSÓW. UDZIAŁ W NIELEGALNYCH GRACH HAZARDOWYCH MOŻE STANOWIĆ NARUSZENIE PRZEPISÓW. HAZARD ZWIĄZANY JEST Z RYZYKIEM.”