Bolesny debiut Polaka w elicie. Z taką grą to będzie krótka i przykra przygoda!

Gdyby tak miał wyglądać cały sezon na boiskach Bundesligi w wykonaniu skromnego beniaminka z Berlina, to Rafał Gikiewicz może być w najbliższych miesiącach jednym z najbardziej zapracowanych Polaków za naszą zachodnią granicą. Union Berlin na historyczne powitanie z najwyższą ligą niemiecką zebrał srogie lanie od RB Lipsk, przegrywając u siebie 0:4.

Symboliczne sceny rozegrały się już w pierwszym kwadransie spotkania. Trybuny klimatycznego obiektu w Berlinie zostały wręcz zalane przez kibiców odzianych w czerwone koszulki Unionu. Ci jednak – zamiast spektakularnego powitania ekipy w elicie – zaplanowali 15 minut protestu. Chcieli dać symboliczny wyraz sprzeciwu przeciw „kultowi pieniądza” i modelowi budowania klubu reprezentowanemu przez rywali, pompowanych przez potężny koncern Red Bulla.

Nie da się ukryć, że Union Berlin i RB Lipsk to dwa różne światy. Dwie zupełnie inaczej opowiadane historie, dwie drogi i na dziś – zupełnie inne możliwości budowania zespołu. I pod względem sportowym ich zderzenie okazało się dla tych pierwszych niezwykle bolesne. Mogli sobie wymarzyć na tę inaugurację sezonu znacznie bardziej dogodnego rywala – z drugiej strony, jeśli chcą myśleć o utrzymaniu w elicie, będą musieli stawić czoła podobnym wyzwaniom jeszcze wielokrotnie.

„Musimy się tej ligi nauczyć. Każdy punkt będzie na wagę złota” – mówił Rafał Gikiewicz na łamach Przeglądu Sportowego.

Nie sposób się z nim dzisiaj nie zgodzić. Union wyglądał na zespół stremowany Bundesligą, przepraszający za swoją obecność w elicie. Pisząc obrazowo: czekający aż ktoś go zagoni do kąta. I tak też się stało – przyjął od Lipska srogie lanie 0:4.

Gikiewicz, który przed każdym sezonem, metodycznie podchodzi do swoich planów, potrafi celnie zdiagnozować sytuację, ale też wyznaczyć ambitne cele, tym razem założył sobie plan na osiem czystych kont zachowanych w całych rozgrywkach. – W piłce nie ma nadludzi – przekonywał na łamach „PS”. – Wszystko będzie dla nas nowe i ze wszystkim musimy sobie poradzić. Będzie to kosztowało parę głupich punktów, ale im szybciej zaczniemy je zdobywać, tym mniejsze ryzyko, że obudzimy się z ręką w nocniku.

W niedzielę owe punkty okazały się całkowicie poza zasięgiem. Podopieczni Juliana Nagelsmanna, dla którego to również był debiut na ławce Lipska, napoczęli gospodarzy zaraz po tym jak zakończył się symboliczny, 15-minutowy protest fanów Unionu. Przed przerwą aż trzykrotnie weszli w defensywę rywali, jak w masło. Oglądanie powtórek aż boli. Gikiewicz nie popełnił oczywistych błędów, w całym spotkaniu wybronił nawet kilka sytuacji, choć drugie trafienie dla Lipska powszechnie oceniono jako to, przy którym golkiper z Polski mógł zachować się lepiej i zatrzymać strzał Sabitzera z linii szesnastki.

Piłkarze z Berlina nie wyglądali na zespół, któremu zakręciło się w głowie od fetowania awansu na boiska Bundesligi, nie sprawiali ani przez chwilę wrażenia jakby potrzebowali zimnego prysznica – ale nie prosząc o to, dostali go. Za tydzień jadą do Augsburga, kolejny domowy rywal to już Borussia Dortmund. Nie ma czasu na rozpamiętywanie ligowego debiutu, bo jeszcze raz wracając do słów Gikiewicza: może to kosztować za dużo punktów i trzeba będzie się obudzić z ręką w nocniku.

Bonus do 1500PLN na start
Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.