Bokserzy w MMA, czyli nie chcę, ale muszę

I to jest właśnie problem. Dziwnym trafem do MMA nie pcha się nikt z pasem WBC, ani chociaż z szansami na walkę o pas EBU. Pchają się tylko bokserzy naznaczeni porażką, przymuszeni przez podstawowe życiowe potrzeby

Po czym rozpoznać polskiego boksera? Po tym, że chce walczyć w MMA” – ten średnich lotów żart, wymyślony przeze mnie parę minut temu, jest lekko-gorzkim podsumowaniem pewnego zjawiska, które od niedawna obserwujemy na bokserskim poletku. Tylko w ostatnich tygodniach nazwiska kilku popularnych polskich pięściarzy padały w kontekście możliwych przenosin do MMA. Jeden już powiedział „tak”, inny nawet sam zapytał, czy można. Pozostali zdają się czekać, aż z ich bokserskimi karierami będzie jeszcze gorzej.

Na pierwszy ogień ma pójść Krzysztof Zimnoch. Publiczność już orzekła: fatalny pomysł. Jeszcze Zimnoch nie zdążył postawić pierwszego kroku w oktagonie, a już w oczach fanów przegrał dwie walki przez gilotynę, jedną przez duszenie trójkątne i generalnie obłożony infamią może wracać do boksu. Jeden z dziennikarzy popularnego portalu „Weszło” podpiął nawet polskiego boksera pod falę celebrytów, która zalewa rodzime MMA, przy okazji zarzucając mu brak osiągnięć w boksie. No cóż, póki co Zimnoch wygrał kilka razy mistrzostwo Polski, reprezentował nasz kraj na poważnych turniejach, a na MŚ pokonał Deontaya Wildera, natomiast autor tekstu nie osiągnął wystarczająco odwagi, by podpisać się pod tekstem…

Robienie z niego nieudacznika, to jednak gruba przesada. Sportowo Zimnoch nie osiągnął mniej od większości gwiazd w KSW – oni wygrywają w Polsce, on też wygrywa; oni nie biją się z najlepszymi, on też nie bije. Fakty na dziś są takie, że Zimnoch startuje z o wiele wyższego pułapu, niż w tym roku startował powoli akceptowany przez kibiców Szymon Kołecki czy osiem lat temu Mariusz Pudzianowski.

Wyróżnia go jedno – potrafi się bić. Wie jak zadać cios, wie jak go uniknąć, wie jak uderzenie przyjąć, aby mniej bolało. Poza tym umie rozkładać siły, przetrwać na ringu gorszy okres. To jest wiedza bezcenna. Ci dwaj musieli wszystkiego uczyć się od zera, dopiero otwierali książkę, której fragmenty Zimnoch zna na pamięć. Z samą siłą wyniesioną z poprzedniej pracy, mogli co najwyżej krzywdę zrobić samym sobie. A jednak dziś dają sobie radę w MMA. Pudzianowski to nawet doskonale daje radę.

Pudzian pomimo zerowego doświadczenia w sportach walki, odnalazł się w MMA.
Foto Rafal Oleksiewicz / PressFocus

Podstawowe pytanie brzmi: czy Zimnochowi się będzie chciało chcieć? Czy będzie się później chciało Arturowi Szpilce i czy będzie się chciało Krzyśkowi Włodarczykowi? Tutaj mam spore obiekcje. Gdyby Zimnoch taką decyzję podjął po rewanżu z Mike’m Mollo, można byłoby to traktować w kategoriach olśnienia, jakiegoś nagłego wybuchu uczuć, ale podjął ją akurat w momencie, gdy jako bokser stracił na znaczeniu.

Trzeci garnitur amerykańskiej wagi ciężkiej pokazał mu miejsce w szeregu. Przed planowaną weryfikacją w boksie przeszedł weryfikację nieplanowaną i jego kariera znalazła się w martwym punkcie. Okazał się przeciętnym pięściarzem, w którego nie warto inwestować, któremu nie warto płacić pensji i któremu nie warto już dawać walk wieczoru. Jego stosunek do MMA najlepiej oddaje kultowe zdanie: nie chcę, ale muszę.

I to jest właśnie problem. Dziwnym trafem do MMA nie pcha się nikt z pasem WBC, ani chociaż z szansami na walkę o pas EBU. Pchają się tylko bokserzy naznaczeni porażką, przymuszeni przez podstawowe życiowe potrzeby. Kiedyś byli to leciwi Ray Mercer (notabene w 9 sekund odprawił byłą gwiazdę UFC Tima Sylvię) oraz James Toney, ale też Rafał Jackiewicz, dziś Zimnoch, a za chwilę pewnie Szpilka czy Włodarczyk.

Na ringu nie doszło do walki Szpilki z Zimnochem. Czy dojdzie do niej kiedyś w formule MMA?
Foto Rafał Oleksiewicz / PRESSFOCUS

Martin Lewandowski usilnie namawia „Szpilę” na MMA, ale pewnie zdaje on sobie sprawę, że aby ten pomysł zmaterializować – Szpilka musi dalej przegrywać, musi się zniechęcić boksem, musi ostatecznie wybierać z dwojga złego (brak perspektyw w swojej dyscyplinie kontra duże pieniądze w nieswojej). Siłą rzeczy – Lewandowski życząc mu MMA, musi życzyć mu jednocześnie źle w boksie. Wcześniej grany był temat Mariusza Wacha i ten też dał jasno do zrozumienia, że póki chcą go na ringu, to do MMA mu niespieszno. Zimnoch mówi wprost: „Będę walczył w boksie i MMA jednocześnie”. Czyli MMA na pół gwizdka, jak czas pozwoli, jak po treningu bokserskim zostanie chwila, by trochę się poprzewracać w parterze z kolegą. I o to fani MMA mogą mieć rzeczywiście pretensje, bo chłopak sprawia wrażenie, jakby ich ukochany sport traktował w kategorii flirtu, najwyżej – jednorazowej, niezobowiązującej przygody.

Pytanie brzmi: ilu znanych bokserów byłoby gotowych rzeczywiście się dla MMA poświęcić. Zaakceptować naturalną drogę rozwoju. Przechodzić z punktu A do punktu B, a czasem cofać się z punktu K do punktu J, byle tylko na koniec znaleźć się w punkcie Z. Ilu zgodziłoby się przyjąć najpierw kilka słabo płatnych walk, ze słabymi rywalami, a potem stale podnosić poprzeczkę – również finansową. Ilu nie przeraziłaby wizja porażki z anonimowym gościem, w imię długofalowego celu? Obawiam się, że niewielu. No dobra, myślę, że nikogo.

Bokserzy zdają się traktować MMA jako w miarę bezbolesną alternatywę dla braku pomysłu na życie. Jak idzie w boksie, to fajnie, boksujemy. Jak nie idzie, zawsze można się zaczepić w MMA. Powtórzę się: Bokser w MMA nie jest problemem. Problemem jest bokser traktujący MMA jako przedłużenie wygodnego życia.

Pięściarzy nie należy skreślać już na początku, bo skoro porozbijany zawodnik kick-boxingu może być mistrzem KSW, to solidnego boksera też stać przynajmniej na regularne wygrywanie w klatce. Ważne jest jego podejście. Na razie nie widać nikogo ze świata bokerskiego, kto by rzeczywiście chciał pobawić się w MMA, a nie wyłącznie musiał.

Marcin Piechota

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem