Boks: Uff, w końcu. Szpilka zmierzy się z Kownackim!

Słyszeliście ten huk? Tak, to kamień, który spadł nam przed chwilą z serca. Wszystko za sprawą informacji, która nad ranem polskiego czasu ukazała się na portalu www.ringpolska.pl. Artur Szpilka wraca na ring. Tak, to nie żarty. 15 lipca podczas Premier Boxing Champions na Long Island w Nowym Jorku dojdzie do jego pojedynku z Adamem Kownackim.

Początkowo mówiło się o jesieni 2016 roku, by plany przełożyć na przełom 2016 i 2017 roku. Później w grę wchodził 25 luty, ale znowu nic z tego nei wyszło. Kwietniowy termin zastąpiono czerwcowym, by koniec końców stanęło na 15 lipca. Wtedy to, już oficjalnie, między linami pojawi się Artur Szpilka.

Cieszymy się. Najzwyczajniej w świecie nad ranem uśmiechnęliśmy się od ucha do ucha, bo wychodzimy z założenia, że nie ma nic gorszego dla młodego zawodnika niż przerwa od czynnego sportu. Szpilka młody już nie jest, bo kilka tygodni temu skończył 28 lat, ale umówmy się – jego kariera dopiero rozkwita. W tym wieku bokser powinien toczyć walkę za walką, notować zwycięstwo za zwycięstwem. Tymczasem my obserwowaliśmy rozbrat naszego prospekta z ringiem przez ostatnie półtora roku.

Nie będziemy ukrywać, że początkowo w kontekście Szpilki mieliśmy nieco bardziej ambitne plany. Sam zawodnik celował w Breazeale, Mansour’a czy White’a i w tym tonie podążaliśmy również i my. Chcieliśmy po prostu, by Polak stracony leczeniem kontuzji czas jak najszybciej nadrobił. Zamiast rozmieniania się na drobne w walkach z przysłowiowymi kelnerami, Szpilka miał od razu wskoczyć na poziom, który będzie predysponował go do walk z najlepszymi na świecie.

Czy cieszy nas walka z Adamem Kownackim? I tak, i nie. Z jednej strony dobrze, że dojdzie do pojedynku braterskiego, bo to zawsze dodaje konfrontacji animuszu. Pojawiają się emocje, których w walce z Brytyjczykiem czy Amerykaninem na pewno by nie było. Z drugiej strony – jeden z pięściarzy ten pojedynek przegra. W przypadku Szpilki, bardzo skomplikuje to jego ambitne plany o podboju królewskiej dywizji. Na wypadek porażki Kownackiego, jego notowania za oceanem wyraźnie spadną.

Sam Szpilka kilka chwil po ogłoszeniu pojedynku zapowiedział, że cieszy się z powrotu między liny, ale zdaje sobie sprawę, że pierwotnie jego plany były nieco inne. – Liczyłem na kogoś mocniejszego, aczkolwiek doceniam Adama, wiem, że będzie to dla niego szansa, zrobi, co może, ale ma pecha, bo staje do zawodnika, który tego boksu już troszkę łyknął, a dodatkowo dla mnie to jest walka o być albo nie być. Jeśli nie daj Boże przegram, to mogę zapomnieć o wielkim boksie. Jeśli on przegra, to dalej będzie w tej grze.

Rozumiemy, że obaj pięściarze na co dzień przebywają w USA i to tam kontynuują swoje kariery, ale ubolewamy nad tym, że do tej walki nie dojdzie w Polsce. Rozumiemy – większe pieniądze i cała otoczka w Ameryce jest nieporównywalna względem tego, co dzieje się u nas. Biorąc pod uwagę jednak, że coś w ostatnim czasie w polskim boksie drgnęło, taki pojedynek mógłby pomóc w jeszcze większej popularyzacji tej dyscypliny w naszym kraju.

Kto jest faworytem w tej walce? Na papierze Artur Szpilka, choć musimy przyznać się bez bicia – nie bardzo znamy Adama Kownackiego. Widzieliśmy kilka jego walk w USA, zaczerpnęliśmy opinii ekspertów, ze słów samego pięściarza wnioskujemy, że jest bardzo ambitnym pięściarzem, który wie, o co chodzi w tym sporcie. Gdy jednak wyjdzie naprzeciwko Szpilki… poczekamy, zobaczymy.

Tak jak już napisaliśmy – dobrze, że do tej walki dojdzie, ale poczekajmy na pierwszy gong. Kontuzja jednego, uraz drugiego, problemy z telewizją, gaże za pojedynek – to wszystko może w ostatniej chwili stanąć na drodze. Choć tu nie ukrywamy – przyjmujemy na siłę czarny scenariusz. Jesteśmy po prostu niedowiarkami po tym, co obserujemy w ostatnim czasie w światowym boksie. Nic nie jest na tyle pewne, dopóki faktycznie się nie wydarzy.

Komentarze