Boks: Udany powrót Główki, Sulęcki superstar!

Za nami siódma odsłona Polsat Boxing Night. 8 spektakularnych walk, 16 pięściarzy, którzy chcieli udowodnić swoją dominację. Do niedzielnego śniadania wszyscy zasiąść w dobrym humorze nie mogą, choć patrząc racjonalnie, wygrywali ci, którzy byli upatrywani w roli faworytów. Z małymi wyjątkami.

Takim niewątpiwie nie był Robert Talarek, który mimo wszystko zdołał pokonać Norberta Dąbrowskiego. Wiedzieliśmy, żeby do Ergo Areny dotrzeć już na pierwszy pojedynek. Emocje były w nim od samego początku, a zdecydowanie na punkty zwyciężył pięściarz na co dzień pracujący w kopalni. Po walce nie krył swojego zadowolenia i wyraził nadzieję, że taki triumf pomoże mu w dalszej części jego sportowej kariery.

Chwilę później do ringu wszedł Łukasz Wierzbicki i Robert Tlatlik. Przed pierwszym gongiem nie do końca wiedzieliśmy, co pokaże Wierzbicki, który wcześniej miał tylko jeden pojedynek stoczony w Polsce i nie zachwycił w nim swoich kibiców. Tym razem było jednak inaczej i mieszkający przed wiele lat w Kanadzie pięściarz zwyciężył na kartach punktowych u każdego z arbitrów.

Kolejno do ringu wyszły kobiety. Ewa Brodnicka przygotowywała się pod Marison Reyes, ale Dominikanka miała problemy wizowe. Viviane Obenauf postawiła Polce duże wymagania i do ostatniego gongu nie było wiadomo, która pięściarka wygra. Ostatecznie dwóch sędziów było za Brodnicką, jedna z Obenauf.

Kolejny pojedynek polsko-polski, czyli konfrontacja Łukasza Janika z Adamem Balskim generowały wiele emocji tuż przed walką. Kibice boksercy w naszym kraju byli po prostu ciekawi, w jakiej formie jest Janik i czy Balski już dziś prezentuje poziom, dzięki któremu takich rywali jak były pretendent do mistrzowskiego tytułu, może pokonywać. Po jednym z ciosów w pas ochraniający Janik przyklęknął sądząc, że uderzenie było poniżej pasa. Powtórki jednak pokazały co innego – wszystko było zgodnie z przepisami. Lucky Look już się nie podniósł i sędzia przerwał walkę. Potem było dużo tłumaczeń Janika, który czuł się wielce pokrzywdzony, ale… żenująco to wyglądało.

Najlpeszy indywidualny występ podczas PBN VII zanotował Maciej Sulęcki. Striczu kompletnie zdominował Damiana Bonellego i wygrał przed czasem. Po samym pojedynku przyznał, że jego celem jest zdobycie mistrzostwa świata i zrobi wszystko, by po pas sięgnąć. Patrząc na ambicję i ciągły rozwój pochodzącego z Warszawy pięściarza, jesteśmy naprawdę w stanie uwierzyć, że Sulęcki mistrzem zostanie.

Starcie, w którym faworyt mógł nie wygrać, to konfrontacja Mateusza Masternaka z Ismaijlem Siłłachem. Panowie stoczyli pełne 10 rund i mimo tego, że na kartach punktowych jednogłośnie wygrał Master, to my do końca prawdę mówiąc mielismy wątpliwości, czy Mateusz w Ergo Arenie zwycięży. Tak się stało i przed Masternakiem otworzyły się nowe możliwości. Jakie? Czas pokaże.

Krzysztof Głowacki nie miał najmniejszych problemów z pokonaniem Hizniego Altunkayi. Pięściarz, który przyjechał do Polski ze znakomitym rekordem (29-0) zawiódł kibiców zgromadzonych w Ergo Arenie i wyraźnie przegrał. Nawet przez sekundę nie był wyzwaniem dla wracającego po dłuższej przerwie na zawodowy ring Głowackiego.

Tomasz Adamek był taki, jak zapowiadał – szybki i nieuchwytny dla swojego przeciwnika. Solomon Haumono przez całą walkę boksował na trzecim biegu i ani na sekundę nie był w stanie przyśpieszyć. Góral obijał swojego rywala i punktował rundę po rundzie, co podobało się kibicom. Czego zabrakło? Chyba tylko mocnego ciosu, który byłby w stanie posłać Haumono na deski.

Kto sprawił nam największy zawód? Hinzi Altunkaya.

Kto nas pozytywnie zaskoczył? Robert Talarek.

Kto spełnił pokładane w nim nadzieje? Adam Balski i Mateusz Masternak.

Czekamy na kolejną galę Polsat Boxing Night. Edycję siódmą uważamy za udaną.

 

Komentarze