Boks: Tyson Fury – błazen, który został mistrzem świata?

    Marketing i promocja są w sporcie zawodowym niezwykle istotne. Bez nich, tak naprawdę nie można osiągnąć sukcesu i dojść do wielkich pieniędzy. Jednak czasami niektórzy zawodnicy przesadzają i mamy do czynienia z klasycznym „przerostem formy nad treścią”. Jednym z takich przykładów jest pięściarz – Tyson Fury.

    Po tym, jak 28 listopada 2015 roku Brytyjczyk sensacyjnie pokonał na punkty Władimira Kliczko, odbierając mu tym samym pasy aż czterech federacji:  IBF, WBO, WBA i IBO, jego kariera uległa załamaniu. Od tego momentu nie pojawił się w ringu. Odebrano mu wszystkie pasy, a on sam pogrążył się w uzależnieniu od alkoholu i narkotyków. Do tego niesamowicie przybrał na wadze, która w szczytowym momencie pokazywała aż 159 kilogramów!

    Fury co chwile przypomina o sobie w mediach informując, że pokonałby każdego pięściarza na świecie z łatwością. Oto, co mówi o potencjalnej rywalizacji z Anthonym Joshuą: „Wcześniej powtarzałem, że walka z Kliczką będzie dla mnie najłatwiejszą w karierze. Teraz zmieniam bramkę, moją najłatwiejszą walką będzie ta z AJ-em. Ja od zawsze wiedziałem, kim jest Joshua – wielkim facetem liczącym na mocny cios. I tyle. Nie ma pracy nóg ani kondycji. Będę krążył wokół niego po ringu” – cytuje wypowiedź Furego ringpolska.pl.

    „Olbrzym z Wilmslow” walczy z depresją i ma problemy z dopingiem. W 2015 roku wykryto u niego nandrolon. Jakby tego było mało, to  Fury kilka miesięcy temu wygonił ze swojego domu przedstawicieli komisji antydopingowej. Brytyjska komisja do walki z dopingiem (UKAD) musi wydać pozytywną opinię, żeby Tyson mógł odzyskać licencję. Bez tego nie wróci na ring.

    Jaki jest prawdziwy obraz Tysona Furego? To obecnie otyła osoba z depresją, która nie ma licencji bokserskiej. Być może pięściarz dalej ma problemy z alkoholem i narkotykami. To, że w mediach mówi, że już sobie poradził z nałogami nic nie znaczy. On mówi to, co mu ślina na język przyniesie.

    Tak. Marketing jest ważny. Tak. Obejrzelibyśmy kolejne walki Tysona. Chodzi nam jednak o to, że facet, który być może nigdy do zawodowego sportu już nie wróci, cały czas w środkach masowego przekazu przedstawia siebie jako mistrz. Każdy kto choć odrobinę zna się na sporcie, wie, że to jest błazen. Potrzebny, ale jednak błazen.

    Pomimo tego, że był mistrzem świata wagi ciężkiej, to trudno stawiać go obok braci Kliczko, Joshuy albo nawet Deontaya Wildera. Jeśli wróci i pokona kogoś ze ścisłej czołówki, to odszczekamy te słowa, ale na dzisiaj to jest błazen, który przypadkowo został mistrzem świata.

    Komentarze