Boks: Telenowela z Arturem Szpilką w roli głównej trwa

Wydawało się, że po walce o mistrzostwo świata z Deontayem Wilderem Artur Szpilka nie powinien narzekać na brak ofert. Tymczasem na ring powróci najwcześniej w czerwcu, czyli półtorej roku po ostatnim pojedynku. Wczoraj wypłynęła informacja, że jego rywalem ma być Dominic Breazeale.

Obaj pięściarze mieli się spotkać między linami już 25 lutego w Birmingham w stanie Alabama. Podobno jednak jest taka praktyka w USA, że nie może walczyć ze sobą dwóch zawodników po porażkach. Podobno. Ostatecznie miejsce „Szpili” zajął Izu Ugonoh, który przegrał, ale pokazał się z dobrej strony.

To co dzieje się teraz z karierą pochodzącego z Wieliczki pięściarza, mogłoby posłużyć na scenariusz niejednej brazylijskiej telenoweli. W skrócie: Artur Szpilka w poniedziałek ogłasza, że jest załamany, traci motywację i myśli o przerwie od boksu: „Siedzę tu kolejny miesiąc, ciężko trenuję i jestem w formie. W pewnym momencie jestem szczęśliwy, że boksuję, a za chwilę czuję się przygaszony. Trudno mi się zmotywować do czegokolwiek. Nie przyjechałem do USA na wakacje. Jak to nie wyjdzie, to na chwilę zawieszam rękawice na kołku. Jestem tym zmęczony. Muszę odpocząć” – wyznał rozgoryczony pięściarz.

Wczoraj za pośrednictwem swojego profilu na facebooku wyznał, że dostał informację, że ma pewną walkę w czerwcu lub lipcu, ale nie chce zdradzać szczegółów. Kilka godzin później, jego promotor Andrzej Wasilewski ogłosił na twitterze, że rywalem naszego ciężkiego będzie Breazeale, a pojedynek odbędzie się w czerwcu.

Wtedy samego zainteresowanego o komentarz poprosiła redakcja ringpolska.pl. Szpilka przyznał, że jest zdziwiony tym, że Andrzej Wasilewski ogłasza publicznie walkę, na którą kontrakty nie zostały podpisane. Jak to dosadnie ujął pięściarz: „Nie ma kontraktów podpisanych – nie ma walki.”

I na koniec coś od nas. Przykro się patrzy jak marnowany jest potencjał Szpilki. Zawodnik przeprowadził się do USA, ciężko trenuje i czeka na walki. Niestety, propozycji kolejnych pojedynków nie ma od dłuższego czasu. Jest w najlepszym momencie swojej przygody z boksem. Nie da się ukryć, że jego kariera od czasu pojedynku z Wilderem jest prowadzona bezmyślnie.

Co chwilę w mediach słyszymy o kolejnych terminach i rywalach, ale nic z tych doniesień nie okazuje się być prawdziwe. Każdy w miarę ogarnięty człowiek powinien zdawać sobie sprawę, że jeżeli promotorzy ogłaszają coś w mediach, a nie mają tego „dogranego” na piśmie, to oznacza, że chcą z siebie zrzucić presję dziennikarzy i kibiców, a do kolejnych pojedynków „Szpili” jest jeszcze daleko. Oby tym razem się udało.

Komentarze