Boks: „Szpila” wraca na przełomie stycznia i lutego!

Kilka dni temu pisaliśmy, że 2016 rok jest fatalny dla polskiego pięściarstwa. Wygląda na to, że na przełomie stycznia i lutego będzie szansa na rehabilitację i poprawę nastrojów. Wiadomo już, że w tym okresie między liny w USA mają wyjść tacy zawodnicy jak: Andrzej Fonfara, Maciej Sulęcki czy Artur Szpilka.

Najwięcej medialnego szumu będzie pewnie związanego z walką popularnego „Szpili”. Wczoraj pięściarz pochodzący z Wieliczki opublikował za pomocą twittera wiadomość: „Mój powrót na ring koniec stycznia albo początek lutego. Jak kontrakty będą podpisane, będziecie zadowoleni”.

Wygląda więc na to, że Artur zgodnie z tym co zapowiadał, nie stoczy pojedynku na przetarcie. Jak wszyscy wiemy, stawia on sam sobie wysoko poprzeczkę, więc zapowiada się rywal z górnej półki. Wielu dziennikarzy spekuluje, że może chodzić o Amira Mansoura lub Jarrella Millera. Oczywiście musimy się jeszcze wstrzymać te kilka dni, aż parafowane zostaną kontrakty.

Ostatnio „Szpila” wyznał, że cały czas myśli o rewanżu z Deontayem Wilderem: „Od początku, zanim jeszcze okazało się, że będę walczył z Wilderem, miałem taki plan, żeby z nim boksować. Walczyłem i przegrałem, to jest boks. Ja dalej uważam, że to był przypadkowy cios. Ja też już byłem zmęczony. Oczywiście wygrał, jest mistrzem świata, ale ja będę do tego dążył, jeszcze dwie, trzy walki, jeśli on będzie dalej miał pas, to doprowadzę do rewanżu.”

wilder-szpilka-laczy-nas-pasja

Artur jest prawdziwym diamentem w rękach swoich promotorów. Żaden pięściarz od czasów Andrzeja Gołoty nie wzbudzał takich emocji. Jako dowód, niech posłuży oglądalność jego ostatniego pojedynku. Pomimo tego, że walka odbywała się między 4 a 5 rano czasu polskiego, to na Polsacie zanotowano, że pojedynek śledził prawie milion osób.

Joanna Jędrzejczyk, która jest niekwestionowaną mistrzynią MMA i walczy dla najlepszej federacji na świecie, to oglądalność jej pojedynków w porównaniu do tego, co generuje swoją osobą Szpilka w Polsce, jest póki co nieosiągalna.

Jeszcze nie tak dawno „Szpila” zaczął myśleć o zejściu do kategorii junior ciężkiej. Po czasie, jednak stwierdził, że przy obecnej diecie i treningach nie daje już rady zbijać kilogramów i mocne zbijanie wagi kosztowałoby go sporo zdrowia.

Pewnie w niższej kategorii Polak miałby łatwiej, ale i tak na pewno dostarczy nam sporo emocji i to bez względu na to, czy zdobędzie upragniony pas mistrza świata kategorii ciężkiej czy nie. Można za nim nie przepadać, ale to właśnie takie osoby jak Artur Szpilka trzymają ten boks zawodowy jeszcze przy życiu.

Komentarze