Boks: Siergiej, co ty wygadujesz za głupoty?

Siergieja Kowaliowa cenimy za jego umiejętności bokserskie. Naprawdę, Rosjanin robi na nas ogromne wrażenie i w swojej prywatnej hierarchii najlepszych pięściarzy bez podziału na kategorie wagowe umieścilibyśmy go wysoko, kto wie, być może w najlepszej piątce na świecie. Od jakiegoś czasu, a konkretnie od listopada 2016 roku, nie jest mistrzem świata w kategorii półciężkiej, gdyż przegrał z Andre Wardem. Za tydzień panowie znowu staną naprzeciwko siebie w ringu podczas rewanżu.

I wcale nie jesteśmy tacy pewni, że Kowaliow musi to przegrać. Pamiętamy doskonale pierwszy ich pojedynek. Oglądaliśmy bardzo wyrównany spektakl, w którym sędziowe wskazali nowego mistrza. My początkowo za kontrowersję uznaliśmy fakt, że dwóch z trzech arbitrów punktowych pochodziło z Ameryki, a sędzią ringowym był również obywatel USA. Dla mniej wtajemniczonych – Andre Ward jest Amerykaninem.

Ale generalnie przeszliśmy z tym werdyktem do porządku dziennego. Wygrał Ward, od dłuższego czasu mówiło się o rewanżu, na co my sami zacieraliśmy ręce. Dobra bitka przed jałowymi miesiącami wakacyjnymi? Jak najbardziej, jesteśm na tak!

Z tym że Kowaliow w ostatnim czasie zamiast skupić się na sparingach, trenowaniu, odpowiedniej diecie i zrobieniu wszystkiego, by pasy odzyskać, niepotrzebnie zbyt długo leżał na słońcu. Te wygrzało go do tego stopnia, że Siergiej w rozmowach z dziennikarzami zaczynał wygadywać kompletne głupoty. Zamiast boksować ostatnie rundy i szlifować technikę, ten mieli jęzorem gdzie się da i robi to na tyle nieumiejętnie, że w naszych oczach traci z każdym dniem.

Początkowo oberwało się Fonfarze, którego nazwał “kierowcą Ubera”, później postanowił zahaczyć Adonisa Stevensona, który to jest przeciętnym pięściarzem, a dziś przyczepił się… swojego złego przygotowania do listopadowego pojedynku. Dziś rzecz jasna jest w życiowej formie i góry przenosi na treningach, a jego sparingpartnerzy wypadają za liny po jego uderzeniach. Wtedy był wrakiem człowieka i sam jest z siebie dumny, że będąc jedną nogą nad grobem, a drugą na skórce od banana w ogóle przetrwał z Wardem 12 rund.

Nie mam żadnych obaw o swoją dyspozycję. Z pierwszej walki nie mogłem zrezygnować, więc wyszedłem do ringu i biłem się z Wardem z pustym bakiem. Byłem bez siły i energii już na miesiąc przed pojedynkiem.

Czytamy dalej:

Z perspektywy czuję się świetnie z tym, że boksowałem z najlepszym amerykańskim pięściarzem bez paliwa i ten pięściarz nie zmiótł mnie z ringu. Druga walka będzie zupełnie inna i dużo lepsza.

Rosyjski biedny żuczek ledwo dał radę i w ogóle to należy mu się medal za to, że potrafił przeciwstawić się takiemu pięściarzowi jak Ward. No Siergiej, nasz ty bohaterze.

Co prawda Kowaliow ma dopiero 34 lata, zaledwie 32 stoczone pojedynki, z czego 30 wygranych, ale nie umie przygotować się do walki i już na miesiąc przed czuje, że nic z tego nie będzie. Dodatkowo mając tego świadomość, że trenował zbyt ostro i przegra nic z tym nie robi, a po otrzymaniu ciosu w policzek jest na tyle honorowy, że nadstawia drugi.

Świetnie Siergiej, naprawdę wzruszyliśmy się. A teraz wracaj na sale i broń Boże nie rozmawiaj z dziennikarzami. Cioci na imieninach to możesz próbować wcisnąć taki kit – może w to uwierzy, kto wie. Ale mediów, tych branżowych, które przekazują to dalej, lepiej unikaj. Zdecydowanie lepiej radzisz sobie między linami.

Komentarze