Boks: Rywal stchórzył przed „Diablo”

    20 maja dowiemy się, jaka sportowa przyszłość czeka jeszcze Krzysztofa „Diablo” Włodarczyka. Tego dnia na gali w Poznaniu polski były mistrz świata stoczy walkę eliminacyjną do tytułu mistrza świata IBF wagi junior ciężkiej z Noelem Gevorem. Wczoraj Panowie mieli po raz pierwszy spojrzeć sobie prosto w oczy. Nie udało się. Przeciwnik Polaka w ostatniej chwili zrezygnował z przylotu zasłaniając się zwolnieniem lekarskim.

    Jak mówił promotor Włodarczyka – Andrzej Wasilewski, nikt o całe zamieszanie nie obwinia grupy Sauerland. Całą odpowiedzialnością za niestawienie się na konferencji prasowej w stolicy Wielkopolski obarczany jest Noel Gevor. Ciekawy jest tylko rzeczywisty powód braku pojawienia się go w Polsce w dniu wczorajszym.

    Akcja z odwołaniem przyjazdu nie ma nic wspólnego z promującą Gevora grupą Sauerland. – Mam z nimi kontakt. Wszyscy zajmują się walką Kubrata Pulewa. Do końca twierdzili, że Gevor jest w drodze. Zostaliśmy oszukani, jednak nie przez grupę Sauerland, bo to renomowana marka na rynku bokserskim, a przez samego pięściarza” – skomentował Wasilewski.

    Warto przypomnieć, że zwycięzca walki zostanie oficjalnym pretendentem do tytułu mistrza świata federacji IBF, którego posiadaczem jest obecnie Murat Gasijew. Wydaje się, że jest to ostatnia szansa dla „Diablo” Włodarczyka do powrotu na tron kategorii junior ciężkiej.

    Odbieram to jako lekceważenie mnie i promocji walki. Gevor trochę mnie tym wkurzył, ale zostanie ukarany w trakcie walki, gdzie pokażę mu, kto jest lepszym pięściarzem” – powiedział Krzysztof Włodarczyk, cytowany przez serwis ringpolska.pl.

    Niepocieszony z całej sytuacji był też trener Fiodor Łapin: „Krzysiek się trochę wkurzył, ale nie ma się co dziwić. Konferencję zorganizowano dla kibiców, też musieliśmy tutaj dojechać, ale wykonaliśmy swoją pracę, bo rozumiemy, że takie wydarzenie potrzebuje odpowiedniej promocji. Zresztą takie są zapisy kontraktu. Cóż, wracamy do Warszawy i w piątek będziemy normalnie trenowali. Szkoda tylko tego jednego straconego dnia.” – powiedział redakcji „Przeglądu Sportowego”.

    My mamy nadzieję, że do tego pojedynku po prostu dojdzie. Jeśli „Diablo” ma już nigdy nie osiągnąć wielkich sukcesów między linami, to niech chociaż zadecyduje o tym forma sportowa, a nie brudne gierki. Do gali pozostały już tylko 3 tygodnie, przygotowania wchodzą w decydującą fazę i nie wolno ulegać presji. Trzymamy kciuki Krzychu!

    Komentarze