Boks: Panie Grant, Panu już dziękujemy!

Stało się coś, co musiało się stać. Nie było innej możliwości. Rozumiemy – na amatorstwie, podczas małego turnieju lub w ogóle podczas piątej walki w ciągu kilku dni. Chwila braku koncentracji, jeden cios i bach – faworyt na deskach. Ale wczoraj w Legionowie to nie miało prawa się wydarzyć. Krzysztof Zimnoch nie miał prawa przegrać, a co za tym idzie, Michael Grant nie miał szans na zwycięstwo. Ludzie jednak pojechali pod Warszawę, kupili bilety, czekali na emocje i… nie doczekali się ich.

Michaela Granta nie musimy przedstawiać. Facet widział kawał wielkiego boksu, był bohaterem nie jednej ringowej wojny, swego czasu uchodził za jednego z najlepszych pięściarzy w kategorii ciężkiej na świecie. Z tym że to było dawno, bardzo dawno temu. Patrząc na jego wczorajszy występ nie mamy pewności, czy aby na pewno to był ten sam Grant. Choćby ze schyłku kariery.

Zawsze zastanawiamy się w takich sytuacjach co emerytowany już pięściarz (Grant ma 45 lat) pokaże na tle młodszego, bardziej ambitnego i zdeterminowanego od siebie pięściarza walczącego przed własną publicznością. Bo gdyby mierzyli się mając tyle lat, co ma dzisiaj Zimnoch, to umówmy się – walka wyglądałaby zupełnie inaczej. Polak nie zdążyłby oddać jeddnego celnego ciosu, a już zbieranoby go z ziemi. Taki mamy przynajmniej zakodowany obraz w głowie Granta – pięściarza, który wchodził do ringu i mocno bił. Przewracał swoich rywali jak pachołki.

Tymczasem Zimnoch w bardzo efektownym stylu pokonał Granta, który – umówmy się – boksem nie zajmuje się od bardzo dawna. Widać po nim, że jest już “zardzewiały”, a do ringu wychodzi (no właśnie, po co?). Andrzej Kostyra opowiadał podczas transmisji, że rozmawiał z amerykańskim pięściarzem i ten ma swoje biznesy w USA, jest majętnym człowiekiem. Będąc bardzo daleko od swojej formy choćby przeciętnej, mając 45 lat, będąc bogatym człowiekiem, Grant leci przez pół świata do Legionowa, żeby przez cztery minuty powalczyć z Zimnochem. Coś nam tu nie gra.

Chyba że w polskim boksie są tak wielkie pieniądze, że Grantowi zastrzyk tak potężnej gotówki bardzo się przyda. Nie mamy pojęcia o kwotach, jakie są zapisane w kontraktach, ale gdyby – przykładowo – było to 50 tysięcy złotych. Część odchodzi na promotora i resztę sztabu, do tego dochodzą loty, odżywki, suplementacja. Gdy odejmiemy pieniądze przeznaczone na sparingpartnerów (o ile tacy byli), to zostaje niewiele. Gdy Grant zabierze te swoje lichutkie honorarium do Stanów, wymieni w kantorze na dolary, to zbyt wiele mu nie zostanie. W sam raz na weekend spędzony pod namiotem nad jeziorem. Faktycznie – warto było walczyć.

Celowo koloryzujemy, by pokazać skalę absurdu. Ten pojedynek w ogóle nie miał sensu. Ani trochę. Ani dla Zimnocha, ani dla Granta. Krzysiek do swojego bokserskiego CV może wpisać kolejne zwycięstwo i nazwisko, które sporo w boksie “waży”. Wartość sportowa tego pojedynku była zerowa, a pokonanie emerytowanego pięściarza nic nie wnosi. No poza pieniędzmi, które pewnie w tym przypadku były zdecydowanie wyższe niż podczas walki z solidnym bokserem z drugiej ligi.

McCall, Mollo, Grant – nazwiska, które swego czasu w boksie sporo znaczyły. Ich wszystkich Zimnoch pokonał. Średnia wieku ostatnich dziewięciu pięściarzy, z którymi się mierzył, to ponad 38 lat. Nazwiska dobrze brzmiące, znane, budzące swego czasu respekt i uznanie w szermierce na pięści. Żadnego z tych chłopaków już jednak nie ma w boksie od dłuższego czasu. Więc nawet 100 zwycięstw z rzędu nie odpowie nam na jedno, bardzo proste pytanie: Ile ty potrafisz w ringu, Krzysztofie?

Po walce Zimnoch powiedział, że w 2018 będzie chciał powalczyć o mistrzostwo świata. Okej, jesteśmy na tak, kibicujemy. Najpierw jednak zmierz się z dwoma, trzema rywalami, którzy regularnie trenują i na trening nie idą pomiędzy łowieniem ryb, a pracą na budowie. Dopóki tak się nie stanie, to my tego ambitnego projektu nie poprzemy.

Ale, niemniej, wielkie gratulacje za wczoraj! A Grantowi już dziękujemy!

Komentarze