Boks: Ostatni bój Sosnowskiego?

Polski boks weteranami stoi. Najbliższa edycja gali Polsat Boxing Night 7 jest oparta na Tomaszu Adamku. Wczoraj promotor i organizator imprez pięściarskich – Tomasz Babiloński ogłosił, że 9 września na gali organizowanej na Stadionie MOSiR w Radomiu na ring powróci Albert Sosnowski. Jego rywalem będzie niepokonany, ale niedoświadczony Łukasz Różański.

Chyba nie ma sensu już się zastanawiać, czy powrót popularnego „Dragona” ma sens. Jesteśmy już zdania, że każdy powinien robić to, na co ma się ochotę. Nie nasze zdrowie i plany na przyszłość. Rywal jest jak najbardziej w zasięgu byłego mistrza Europy, który w swojej ostatniej walce z Andrzejem Wawrzykiem zaprezentował się z niezłej strony.

Marzy mi się zakończenie kariery zwycięstwem. Chcę zawalczyć w Polsce, by podziękować kibicom, promotorom, telewizji. Z drugiej strony, chodzi mi po głowie walka za granicą. Zobaczymy. Z pewnością ten rok jest ostatni, w którym będę zawodowo boksował. Po przygotowaniach do walki z Andrzejem Wawrzykiem wiem już, że ciężej je znoszę, a nie oszukujmy się, z każdym rokiem będzie gorzej” – powiedział pięściarz redakcji polskatimes.pl.

Wiadomo, że Albert najlepsze lata w boksie zawodowym ma już za sobą. Cieszymy się bardzo, że on też o tym wie. Jedyne co jest dziwne, że już raz żegnał się z ringiem  18 marca w Żyrardowie, gdzie pokonał przed czasem Węgra Andrasa Csomora. Potem jednak przyszła dobra oferta na Polsat Boxing Night 6, gdzie jak już wspomnieliśmy „Dragon” pokazał się z dobrej strony. Teraz pojedynek w Radomiu ma być tym ostatnim. Czy tak będzie?

Jeszcze niedawno pisano o możliwości organizacji walki Sosnowski – Najman. Albert jednak rozwiewa wątpliwości dotyczące tego pojedynku: „Odpada. To w ogóle nie miałoby wartości sportowej. Rozstrzelałbym go. Zresztą jego nazwisko w moim rekordzie byłoby ujmą. Moja kariera była na tyle fajna, że szkoda mi ją psuć jego osobą. Poza tym on nie zasłużył na walkę ze mną pod żadnym względem. Wolę dać szansę komuś innemu. Niech się bawi w menedżerkę i mieszane sztuki walki” – opowiedział redakcji polskatimes.pl.

I bardzo dobrze! Na zakończenie „Dragon” stoczy sportowy pojedynek, z mało rozpoznawalnym rywalem. Nakłada tym samym na siebie presję, bo porażka z Różańskim chwały mu nie przyniesie. Dla jego przeciwnika, to z kolei walka życia. Jak pokona byłego mistrza Europy, to ludzie zaczną kojarzyć jego nazwisko. A to zaowocuje kolejnymi propozycjami na kartach walk.

Cieszymy się, że Albert Sosnowski w taki sposób zdecydował się pożegnać z publicznością. Mało jest w Polsce znanych pięściarzy, a nazwisko Sosnowski jest gwarancją większego zainteresowania całą galą.

Komentarze