Boks: Munoz przegrał, ale przy okazji po raz drugi odkrył Amerykę!

    Nie chcemy, abyście zarzucili nam, że dublujemy tematy i piszemy o czymś wielokrotnie, choć tym razem na upartego moglibyście tak powiedzieć. Zapowiadaliśmy przed weekendem pojedynek Macieja Sulęckiego z Michi Munozem, wczoraj napisaliśmy artykuł podsumowujący ten pojedynek. Pialiśmy z zachwytu nad Striczem, który ma wszystko, by kiedyś chodzić dumnie po Ochocie z pasem mistrza świata. Dopiero dziś jednak zwróciliśmy uwagę na wywiad, którego po walce udzielił Michi Munoz portalowi www.ringpolska.pl. Nasz meksykański przyjaciel w kilkuminutowej rozmowie odkrył po raz drugi Amerykę, wstrzymał ziemię i odkrył nowy pierwiastek.

    Z resztą – zobaczcie sami.

    Nie, nie czepiamy się samego wywiadu, bo już milion razy spotkaliśmy sie z sytuacją, że po walce pięściarze lub generalnie sportowcy opowiadają dyrdymały. Wiadomo – każda porażka uczy, ktoś musi przegrać by ktoś mógł wygrać, na pewno wyciągniemy z tego wnioski, nie wszystko zagrało jak należy lub w ogóle wyszliśmy nieskoncentrowani. Zwróćcie jednak uwagę na tytuł tego wywiadu, co rzecz jasna padło z ust przesympatycznego Matadora. Dowiadujemy się, że atutem Sulęckiego w sobotę były… bokserskie umiejętności.

    Nasz meksykański Kolumb rozjaśnił tą wypowiedzą umysł wszystkim bokserskim mędrcom świata i przywrócił wiarę w logiczne pojmowanie sportu. Sulęcki okazał się być lepszym pięściarzem, miał lepsze umiejętnosci bokserskie i wygrał pojedynek. Dzięki Michi, sami byśmy na to nie wpadli.

    Munoz zapomniał jeszcze dodać, że atutem Sulęckiego jest to, że ma dwie nogi, dobrze rozgrzał się przed walką i założył rękawice bokserskie. Patrząc na jego smykałkę do rzucania odważnymi tezami, co niektórzy mogliby się zdziwić, jak wszechstronnie uzdolniony jest nasz gość z Ameryki Północnej.

    Panie Michi, fajnie, że wpadłeś i ogólnie dobrze, że pomogłeś Sulęckiemu zrobić krok do przodu, ale takimi wypowiedziami w niektórych oczach tylko się ośmieszyłeś. Trudno jest mówić po takim oklepie cokolwiek sensownego, ale rzucenie zwykłego “był dużo lepszy ode mnie” nam by wystarczyło. Jak już wspomnieliśmy na wstępie – przyzwyczailiśmy się do banałów na pomeczowych konferencjach i w mix-zonie po walce. Na pewno nikt do środy nie rozpamiętywałby, że ten Munoz to jakiś dziwny typ, bo nic ciekawego nie powiedział po trwajacej niespełna trzy rundy walce.

    Teraz będziemy bardziej niż na same sportowe emocje czekali na wypowiedzi po ich zakończeniu. Może dowiemy się, że gimnastyczka artystyczna wygrała, bo była dobrze rozciągnięta, pianista zwyciężył w Konkursie Chopinowskim, bo ma słuch, a Kamil Stoch zdominował kolejne zawody, bo nie ma lęku wysokości.

    Żaden z ciebie tam pięściarz panie Munoz, ale jedno ci musimy oddać. Od dziś na świat będziemy patrzeć zupełnie inaczej. Wszystko to oczywiście twoja zasługa.

    Dziękujemy.

    Komentarze