Boks: Mariusz Wach zawalczy o mistrzostwo świata?

    Z piekła do nieba. Tak można określić obecną sytuację Mariusza Wacha. Jeszcze niedawno wszyscy wróżyli mu zakończenie kariery, a tymczasem popularny „Wiking” jest obecnie najwyżej sklasyfikowanym polskim „ciężkim”. Dzisiaj wszyscy go chwalą i zastanawiają się z kim stoczy najbliższy pojedynek?

    Ekspert pięściarski – Janusz Pindera powiedział niedawno w polsatowskim magazynie „Puncher”, że Mariusz może stoczyć kilka fajnych  walk, ale raczej nie będą to starcia o mistrzostwo świata. A tymczasem Polak przyznał, że już zdążył prowadzić rozmowy o możliwej walce z Deontayem Wilderem.

    Byłem na łączach z DiBellą w sprawie pojedynku z Wilderem. Rozmawialiśmy praktycznie osobiście, w obecności tłumacza i zobaczymy, co wydarzy się w nieodległym czasie. Od walki z Teperem minął zbyt krótki okres, by już definitywnie wyjaśniła się moja przyszłość.” – powiedział w rozmowie z portalem interia.pl.

    W życiu, a szczególnie w sporcie często jest tak, że jednego dnia nikt nam nie daje szans, a potem jedno zdarzenie (w tym przypadku walka) może zmienić obraz postrzegania danej osoby. Dokładnie o tym samym pisaliśmy wczoraj, jeśli chodzi o osobę Michała Kucharczyka. Zwykle wyszydzany przez trybuny piłkarz Legii Warszawa, po zdobyciu dwóch goli przeciwko Lechii Gdańsk nagle stał się znowu „dobrym” piłkarzem.

    Mariusz Wach zwrócił uwagę wielu osób w swoim ostatnim pojedynku zdecydowanie lepszą sylwetką niż w ostatnim czasie. Oto, jak to komentuje w rozmowie z portalem interia.pl: „Na pewno jest nad czym pracować, ale razem z moim sztabem jesteśmy zdania, że mięśnie nie walczą. To tylko jeden z elementów całej układanki. Nigdy nie byłem i nie będę gladiatorem, wyglądającym jak Anthony Joshua, Deontay Wilder lub David Haye. Mam inną “konstrukcję” ciała, dlatego jest mi bardzo daleko do ich sylwetek i nawet nie łudzę się, że do tego dojdę. Niemniej dostrzegam inne elementy, które wymagają poprawy i krok po kroku stale będę robił progres. Jak na powrót po prawie rocznej przerwie, spisałem się naprawdę nieźle. Czuję, że dałem z siebie naprawdę dużo i zdecydowanie wygrałem na terenie swojego przeciwnika.” – dodał podczas jednego z wywiadów.

    Jaki z tego morał? Zawsze warto walczyć i wierzyć we własne umiejętności. Nie ma co się oglądać na innych ludzi i słuchać ich narzekań. Trzeba cały czas sumiennie pracować i pokonywać przeciwności losu. Gratulacje Mariusz!

    Komentarze