Boks: Kontrowersyjny werdykt, Ward wciąż mistrzem świata!

    O ile mówiliśmy o pierwszym kontrowersyjnym werdykcie w walce Andre Warda z Siergiejem Kowaliowem, o tyle teraz niesmak jest chyba jeszcze większy. Stawką pojedynku po raz kolejny były pasy mistrzowskie federacji WBA, WBO i IBF w kategorii półciężkiej, ale optyka walki była już zdecydowanie inna. To Ward był czempionem i to on przed pierwszym gongiem był stawiany w roli faworyta do zwycięstwa.

    Zwłaszcza, że pamiętamy, co działo się podczas pierwszego pojedynku. Ward walczyl u siebie, a sędzią ringowym i trójka sędziów punktowych byli z USA. Wtedy na punkty wygrał Amerykanin, mimo że pojedynek był bardzo wyrównany. Obóz Kowaliowa protestował, bo ich zdaniem arbitrzy byli zbyt stronniczy, a werdykt został “wydrukowany”.

    I dziś nad ranem po raz kolejny byliśmy świadkami wyrównanego pojedynku. Cios, za cios, runda po rundzie obserwowaliśmy starcie dwóch gości, którzy są na zbliżonym poziomie. Kowaliow bił mocniej, ale rzadko trafiał celnie. Ward był bardziej ruchliwy, ale jego uderzenia nie robiły większego wrażenia na byłym czempionie z Rosji. Gdyby takim tempem toczył się pojedynek, to pewnie na końcu ze zwycięstwa cieszyłby się Ward, choć po siedmiu rundach nie wszyscy sędziowie byli zdania, że to Amerykanin jest lepszy. Zresztą, zobaczcie:

    Byliśmy świadkami walki na styku. Walki, w której dwóch sędziów po siedmiu rundach wyżej oceniało Warda, jeden Kowaliowa. Potem, w ósmej odsłonie, mocnym ciosem na podbródek trafił Ward, czym wyraźnie zachwiał pretendenta. Rosjanin odczuł te uderzenie, ale na deski nie padł. Trochę klinczował, trochę chował się za gardą, generalnie robił wszystko, żeby trudny moment dla siebie przetrwać. Otrzymał kilka ciosów na korpus, został zapchnięty do lin i tam zgiął się wpół, przez co sędzia mógł i naszym zdaniem powinien, rozpocząć liczenie. Tymczasem Tony Weeks… przerwał walkę. Uznał, że Kowaliow nie jest w stanie dalej walczyć.

    Naszym zdaniem:

    • Kowaliow powinien zostać liczony po raz pierwszy
    • Ward trafił mocno raz, pozostałe ciosy, których było dużo, nie były mocne
    • Sędzia zwyczajnie się pospieszył, spokojnie mógł kontynuować walkę

    My jednak nie jesteśmy sędziami, a osobami, które walkę oglądały w telewizji. Niesmak jednak pozostał, bo spodziewaliśmy się krwawej wojny przed 12 rund i do momentu przerwania pojedynku wszystko wskazywało, że tak właśnie będzie. Tymczasem średnio zrozumiała dla nas decyzja powoduje, że po pojedynku mówi się głównie o kontrowersjach.

    Kiedyś o szybkie przerwanie pojedynków przez sędziów zapytaliśmy Marcina Rekowskiego. Oto jego zdanie na ten temat:

    – My siedzimy sobie teraz i dyskutujemy na tematy, na które sędziowie muszą reagować impulsywnie. Fakt – są trochę zachowawczy. Z drugiej strony – lepiej, żeby nie przerwali walki i żeby któryś z zawodników zmarł w ringu? Lub, żeby był kaleką do końca życia? Boks zna takie przypadki, w których wszyscy na trybunach świetnie się bawili, pięściarze dawali super show, sędzia szedł va banque, a potem była tragedia.

    Z jednej strony – racja, zdrowie jest najważniejsze. Z drugiej – czy to nie lekka przesada?

    Jedno jest pewne – Wardowi dwukrotnie się upiekło. Może nie udało, bo to niewłaściwe słowo. Na pewno miał trochę szczęścia, które w sporcie jest niezbędne.

    Komentarze