Boks: Głowacki poznał rywala!

    Od wczoraj wiadomo już oficjalnie, że Vikapita Meroro będzie przeciwnikiem Krzysztofa Głowackiego w pierwszej walce po porażce z Oleksanderm Usykiem. Polak powróci między liny 22 kwietnia w Legionowie. Pięściarz z Wałcza jest zdecydowanym faworytem tej rywalizacji.

    Trudno sobie wyobrazić, aby legitymujący się rekordem (28-6) 35 – letni pięściarz z Namibii mógł zagrozić byłemu mistrzowi świata. Czarnoskóry zawodnik ma na swoim koncie tytuł mistrza Afryki organizacji WBO. Zdecydowaną większość ze swoich walk stoczył na „czarnym lądzie”.

    Kilka razy miał okazję mierzyć się z dobrymi przeciwnikami poza Afryką, ale za każdym razem przegrywał. Tak było, gdy w 2012 roku przegrał na punkty z Juergenem Brahmerem, jak również kiedy to w maju 2015 roku został znokautowany przez Dmitrya Kudryashova.

    Krzysztof Głowacki jest już zdrowy. To jest najważniejsza dla wszystkich informacja. Pięściarz po operacji kontuzjowanego łokcia długo dochodził do zdrowia i istniało spore ryzyko, że może nie zdążyć się wykurować na galę w Legionowie. Na szczęście wszystko zostało zaleczone.

    Oto co powiedział sam zainteresowany portalowi ringpolska.pl: „Myślałem, że nie będę gotowy, bo podczas robienia techniki przyjąłem na łokieć cios Diablo i lekarz mówił, że będzie potrzebna dłuższa przerwa. Po tygodniu jednak ból puścił i teraz jest OK. Wszystko jest już bardzo dobrze, robię teraz technikę, zaraz zaczynamy sparingi. Cieszę się, że w końcu mogę wrócić na ring, bo długo już w nim nie byłem, a latka lecą. Głód walki jest duży!”

    Wiele wskazuje na to, że walka 22 kwietnia jest tylko na „rozgrzewkę”. Jeśli Polak zwycięży to wielce prawdopodobne jest to, że zawalczy o mistrzostwo świata z Muratem Gassijewem:

    Chcemy, żeby Głowacki się odbudował. To całkiem realne, że po wygranej w kwietniu otrzyma ofertę walki z Muratem Gassijewem o mistrzostwo IBF. Krzysiek pokazał się w USA ze znakomitej strony, bijąc Hucka i Cunninghama, zrobił wrażenie na ekspertach. Wyrobił sobie nazwisko, dlatego byłby dla Rosjanina wartościowym rywalem. A Gassijew, który dopiero pracuje na rozpoznawalność w USA, może teraz wybrać rywala w tzw. dobrowolnej obronie tytułu” – tłumaczył promotor Tomasz Babiloński w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”.

    Wierzymy, że „Główka” zwycięsko powróci między liny, a potem zdobędzie po raz kolejny pas mistrza świata. Kto jak kto, ale Głowacki musi wrócić na tron!

    Komentarze