Boks: Czy Andrzej Fonfara podbije bokserski świat?

    Odnosimy wrażenie, że mało kto w Polsce zarejestrował, jak wielka szansa stoi przed Andrzejem Fonfarą. Polski Książe, jak zwykło się mówić na boksera pochodzącego z Warszawy, już 3 czerwca powalczy o mistrzostwo świata w kategorii półciężkiej. Jego przeciwnikiem będzie Andonis Stevenson, czyli stary dobry “znajomy” Fonfary. Obaj pięściarze mierzyli się ze sobą już w przeszłości. W 2014 roku jednogłośnie na punkty wygrał Stevenson.

    Od tamtego pojedynku miną zaraz trzy lata, a Fonfara w wielu swoich wypowiedziach mówił, że jeszcze przyjdzie moment, w którym dojdzie do ich ponownego starcia. Wielki niedosyt Polakowi towarzyszy głównie przez to, że nie wykorzystał swojej szansy w momencie, gdy miał rywala na deskach. Stevenson, który w swojej karierze zaznał tylko jedną porażkę (2010 rok) musiał się nieźle nagimnastykować, by odnieść 24. zawodowe zwycięstwo.

    Po tamtym pojedynku Fonfara, mimo porażki, zebrał dobre recenzje. Wielu bokserskich ekspertów uważało, że 27-letni wtedy Polak ma ogromne szanse na to, by w przyszłości nawet zdominować wagę półciężką. Swoją wartość Fonfara udowodnił w kolejnych walkach z Doudou Ngumbu, Julio Cesarem Cheavezem JR i Nathanem Cleverlym. Sensacyjna porażka przed czasem już w pierwszej rundzie z Joe Smithem JR postawiła duży znak zapytania nad przyszłością Polskiego Księcia. Ci sami eksperci, którzy jeszcze dwa lata wcześniej wróżyli mu wielką karierę, zgodnie twierdzili, że czas Fonfary już minął. Że pewnego poziomu w zawodowym boksie nie jest w stanie przeskoczyć.

    Potem przyszedł pojedynek z Chadem Dowsonem, czyli pierwszym pogromcą Tomasza Adamka. Polak ten pojedynek przegrywał na punkty, momentami nie był w stanie stłamsić mocnego Amerykanina, który wydawał się być doskonale przygotowany do ringowej wojny. Zwycięstwo Fonfarze mógł zapewnić tylko nokaut i tak też się stało. Dawson padł na deski w 10. rundzie.

    Mimo zwycięstwa, które otworzyło Fonfarze drogę do walki ze Stevenson, należy zwrócić uwagę na to, co nie wszystko zagrało w tamtym pojedynku. Polaka stać na więcej. Tak przynajmniej uważa Leon Margules:

    “Patrząc na ich pierwszą, trzy lata temu, zrobienie rewanżu miało sens. Na konferencji prasowej w Montrealu miałem wrażenie, że Stevenson się zestarzał, a Andrzej jest w swoim prime. Musi oczywiście zawalczyć lepiej niż z Chadem Dawsonem  w Barclays Center. Nie byłem z tamtej walki zadowolony, on na pewno też nie. Fonfara wygrał determinacją, charakterem, który ma i będzie miał. Mamy wszyscy nadzieję, że gorsza od oczekiwanej forma w Nowym Jorku była wynikiem dopiero zgrywania się z trenerem Virgilem Hunterem. Że owoce tej współpracy zobaczymy  trzeciego czerwca w Kanadzie.”

    Nam najbardziej zaimponowało to, że były pretendent do tytułu mistrzowskiego nie wstydził się zrobić kilku kroków w tył, by teraz móc ponownie walczyć o pas. Wiecie jak to jest. Ktoś liznął trochę dużego sportu, to później ma wielkie oczekiwania i nie przystaje na byle jakie warunki. Pojedynku Fonfary z Dawsonem nie można było zobaczyć w telewizji. Ba, to była jedna z pierwszych walk podczas tamtej gali. Na widowni nie było jeszcze nawet połowy widzów, którzy tego wieczora wybierali się do hali, a do tego pojedynku Fonfara musiał dołożyć z własnej kieszeni. Polak wiedział, że to wszystko jest niezbędne, jeśli chce być jeszcze na szczycie. Na tę chwilę musimy przyznać, że Fonfara ściśle trzyma się planu, który sobie ułożył w głowie.

    “Jak pokazuje moja kariera, zawsze sprężam się na lepszych. Jak Legia. Przegrana – nawet nie chcę o tym mówić – to prawie zaczynanie od początku. Wygrana, to od razu wskakuję tam, gdzie byłem przed nokautem ze Smithem Jr. Nie ma tej pierwszej opcji. Zniszczę Stevensona. To obietnica dla kibiców.”

    A my nie mamy nic przeciwko, żeby tak właśnie się stało i Fonfara zdobył w końcu upragniony pas mistrza świata. O ile staramy się nie używać słów “należy się” i “zasługuje”, o tyle w przypadku Polskiego Księcia stwierdzamy, że jemy serio się pas należy i serio na niego zasługuje.

    Wierzymy, że tak też się stanie.

    Komentarze