Boks: “Bez złudzeń” po gali w Wieliczce

Za nami bardzo ciekawa (jak na polskie realia) gala boksu zawodowego w Wieliczce. Zapowiadaliśmy ją na naszych łamach, jako bratobójcze boje, które dla niektórych zawodników mogą być przepustką do lepszych walk (a tym samym pieniędzy), a dla tych przegranych oznaczać będą niestety koniec marzeń o wielkich walkach.

Na samym początku trzeba podkreślić, że wszystkie 5 pojedynków karty głównej oglądało się bardzo dobrze. Nie było nudnych walk, widać było, że każdy pięściarz naprawdę dążył do wygranej, a nie jak to często bywa – chodziło tylko o wypłatę.

Do największych niespodzianek gali można zaliczyć z pewnością porażki dwójki zawodników trenera Fiodora Łapina. Chodzi o Krzysztofa Kopytka i Marka Matyję. Ten pierwszy był zdecydowanie gorszy praktycznie w każdej płaszczyźnie walki z Ukraińcem  Mykolą Vovkiem i zasłużenie przegrał na punkty. I powinien się cieszyć, że tylko na punkty, bo momentami naprawdę widać było, że Krzysiek ledwo już stoi na nogach.

Marek Matyja trafił na najlepszego Norberta Dąbrowskiego od dłuższego czasu. Walka była o tyle ryzykowna, że Matyja nie walczył od roku, a popularny „Noras” był po niedawnej walce z Pawłem Stępniem i było widać tą różnicę, jeśli chodzi o pewność poruszania się między linami. Marek był trochę zardzewiały, a Norbert naprawdę dobry. To drugi, po Ukraińcu Vovku największy wygrany gali. Dzięki tej wygranej z pewnością dostanie kolejne propozycje, a kto wie, może nawet dojdzie do trzeciego pojedynku z Matyją?

dabrowski-wygrywa-z-matyja-laczy-nas-pasja

fot. Piotr Duszczyk/boxingphotos.pl

Interesująco również było podczas rywalizacji Jordana Kulińskiego z Andrzejem Sołdrą. Wygrał ten pierwszy, pokazując, że ma naprawdę spory potencjał, ale musi bardzo wiele z elementów swojego pięściarskiego rzemiosła poprawić, jeśli chce wzbić się przynajmniej na średni, europejski poziom. Szkoda Andrzeja Sołdry. To prosty facet z charakterem i bardzo w porządku człowiek. Wielki szacunek dla niego, że sam opłacił sobie przygotowania. Mamy wrażenie, że gdyby ten pojedynek odbywał się na dłuższym dystansie, to właśnie ostatecznie Andrzej cieszyłby się z wygranej.

Nie było niespodzianki w rywalizacji Kamila Łaszczyka z Piotrem Gudelem. „Szczurek” wygrał jednogłośnie na punkty. W jego przypadku potrzeba walk z poważnymi rywalami, bo potencjał ma ogromny, a widać, jak jest on marnowany. Wiadomo już dlaczego.

Jak się okazuje, Kamil w poprzedniej grupie Global Boxing miał zagwarantowane większe pieniądze i został wykupiony do Knockout Promotions, które w kontrakcie musi mu zagwarantować takie same stawki. Promotorzy chcą je zmniejszyć, Kamil się nie zgadza. Dobrze byłoby, żeby obie strony spotkały się gdzieś w połowie, bo inaczej będziemy świadkami upadku kolejnego talentu, tak jak to było w przypadku Damiana Jonaka.

W walce wieczoru Krzysztof Zimnoch pokonał nie jednogłośnie na punkty Marcina Rekowskiego. Ich pojedynek oglądało się naprawdę dobrze. Trzeba jednak powiedzieć, że wniosek po nim jest jeden. Żaden z tych Panów niczego spektakularnego na światowych ringach już nie osiągnie. Promotorzy wierzą w Zimnocha, ale nie ma on szans w starciu ze światową czołówką. U Marcina Rekowskiego widać już niestety lata boksowania i pomimo wielkiego serca, jakie pokazał powinien pomyśleć o jakiejś mniej niebezpiecznej dla zdrowia pracy.

Komentarze