Boks: 4 lata temu Adamek po raz drugi pokonał Cunninghama.

Często mamy przekonanie, że ktoś jest wobec nas niesprawiedliwy. Pamiętacie jeszcze Howarda Webba? To ten sędzia, który podczas meczu w 2008 roku podyktował przeciwko Polakom rzut karny w doliczonym czasie spotkania z Austrią. Potem był wrogiem wszystkich Polaków, w internecie powstała niekończąca się liczba memów z jego udziałem.

Dokładnie cztery lata temu, 22 grudnia 2012 roku Tomasz Adamek po raz drugi w karierze zawalczył ze Stevem Cunninghamem. Pierwszą konfrontację wszyscy doskonale pamiętają. Góral trzykrotnie posłał Amerykanina na deski i zabrał mu pas mistrza świata w kategorii junior ciężkiej. Rewanżowy pojedynek wyglądał jednak zgoła inaczej.

Pięściarze walczyli wtedy o pas IBF North America, który był w posiadaniu Adamka. Nie miało to tak naprawdę większego znaczenia tak, choć i jeden i drugi pięściarz miał cztery lata temu wielkie ambicje. Góral marzył o wspinaczce na szczyt, po tym jak jego braki boleśnie obnażył Witalij Kliczko. Cunningham w wadze ciężkiej dopiero raczkował, ale chciał bez kompleksów zaznaczyć w niej swoją obecność pokonując Adamka.

Dec 22, 2012; New York, NY, USA; Tomasz Adamek (White/Blue trunks) and Steve Cunningham (Black/Gold trunks) during their 12 round IBF North American Heavyweight title bout at the Sands Casino Resort Bethlehem.

Wielu polskich kibiców zastanawiało się – po co Adamkowi taki rywal jak Cunningham? Pojawiły się nawet opinie, że Góral, który przez całą karierę był bardzo ambitny i wzorowo prowadził swoją karierę, nagle zaczął walczyć dla pieniędzy. Mało który z dziennikarzy w walce przeciwko Cunninghamowi widział sens. Góral zawsze chciał wspinać się wyżej i wyżej. Tym czasem walka z USS nie wydawała się być krokiem do przodu.

Gdy już do walki doszło, a Góral szumnie zapowiadał, że pokona Amerykanina przez czasem, wszyscy czekali. Kiedy? Kiedy Adamek zada ten jeden, decydujący cios? I tak mijały rundy, jedna za drugą. Czas leciał, Adamek słabł i dalej czekał. W nieskończoność polował na kombinację ciosów, która trzy lata wcześniej spowodowała, że USS padał na deski. Kombinację, która była znakiem rozpoznawczym wojownika z Gilowic. Niestety – nie doczekaliśmy się jej.

Gdy upłynęło 12 rund, a Gary Rosato trzymał ręce obu pięściarzy na środku ringu, polscy kibice zamarli ze strachu. Steve był wyraźnie przekonany o swoim zwycięstwie, tego samego natomiast nie można było powiedzieć o Adamku. Jedno wskazanie na remis, drugie na Amerykanina, trzecie na Polaka. Mamy remis! Cunningham był wyraźnie niepocieszony. Chwilę później Michael Buffer podszedł do sędziów punktowych i jeszcze raz przeczytał werdykt – dwa do jednego dla Adamka. Pas nie zmienia właściciela. Polak po razu drugi lepszy od Cunninghama.

Na trybunach – niedowierzanie. Przed polskimi telewizorami – radość i wielka ulga. Przed amerykańskimi telewizorami – wściekłość i węszenie spisku. Adamek choć wolny i wyjątkowo bezbronny wygrał ten pojedynek. Choć kontrowersji i spekulacji na temat werdyktu było bardzo wiele jeszcze na kilka tygodni od zakończenia pojedynku.

Dziś mijają dokładnie cztery lata od tamtego pojedynku. Walki słabej w wykonaniu Tomka Adamka, ale walki zwycięskiej. Stare przysłowie mówi, że zwycięzców się nie sądzi. My tym bardziej nie zamierzamy tego robić. Tym przypadkiem chcemy jednak zauważyć, że nie zawsze cały świat jest przeciwko nam. Czasami szczęście, które jest w sporcie przecież tak bardzo potrzebne, potrafi uśmiechnąć się również w naszym kierunku. Wtedy się uśmiechnęło.

Komentarze