Bohater tygodnia – Roger Federer

Rozpoczynamy nowy cykl artykułów, w którym pisać będziemy o sportowcach, którzy w danym tygodniu swoją postawą wywarli na nas największe wrażenie. Czasem poważnie, czasami prześmiewczo, prezentować będziemy sylwetki bohaterów sportowych aren ostatnich dni. Na pierwszy ogień idzie Roger Federer – Szwajcar w minioną niedzielę po raz 8 wygrał turniej na wimbledońskiej trawie, sięgając po swój

Rozpoczynamy nowy cykl artykułów, w którym pisać będziemy o sportowcach, którzy w danym tygodniu swoją postawą wywarli na nas największe wrażenie. Czasem poważnie, czasami prześmiewczo, prezentować będziemy sylwetki bohaterów sportowych aren ostatnich dni. Na pierwszy ogień idzie Roger Federer – Szwajcar w minioną niedzielę po raz 8 wygrał turniej na wimbledońskiej trawie, sięgając po swój 19 wielkoszlemowy tytuł. Prawdziwy as!

Pisanie o Szwajcarze to jednocześnie najłatwiejsze i najtrudniejsze zadanie na świecie. Dlaczego? O Federerze napisano już absolutnie wszystko, więc niesłychanie łatwo otrzeć się w takiej sytuacji o banał. Ja jednak spróbuję. Jestem rówieśnikiem Rogera i jego karierę śledzę już od blisko 20 lat. Od kiedy pojawił się na międzynarodowej scenie, trzymałem za niego kciuki. Tak jest po dziś dzień.

Powszechnie uważa się, że w sporcie nie jest ważny styl, liczą się efekty. No chyba, że chodzi o jazdę figurową na lodzie. Federer potrafił jednak połączyć efektowność z efektywnością w niespotykany dotąd sposób. Elegancja, sposób poruszania się po korcie, refleks, fantastyczny, jednoręczny bekhend, czyli uderzenie, które stosuje coraz mniej zawodników. To wszystko sprawia, że oglądanie Rogera w akcji to czysta przyjemność. Dodatkowo Szwajcar to tytan pracy, chociaż pytany o swoje sukcesy odpowiada ze specyficznym dla siebie poczuciem humoru.

Kiedyś po wygranym spotkaniu podczas US Open wywiad ze Szwajcarem jeszcze na korcie przeprowadził inny legendarny tenisista, Amerykanin Jim Courier. Federer odpowiadając na pytanie o tajemnicę swoich sukcesów, odpowiedział tak:

Sam nie wiem jak to się dzieje. To chyba ten talent. Bo ja w zasadzie siedzę tylko na kanapie i nic nie robię. Myślałeś, że to zawodnicy twojej generacji, tacy jak Ivan Lendl, natchnęli mnie i innych do ciężkiej pracy na treningach? Nie w moim przypadku. Ja w sumie głównie zajmuję się moimi dziećmi. Potem przychodzi mecz z takim Andym Murrayem i on sobie myśli: Roger to taki miły gość, przykładny ojciec. Nie będę taki, oddam mu ten meczu. Mniej więcej tak się to odbywa – odpowiedział przewrotnie Szwajcar.

Od samego początku kariery widać było w grze Federera jakąś iskrę bożą, to coś dodatkowego, to coś ekstra, co pozwoliło mu stać się wielkim. Pierwszy turniej wygrany w wieku 20 lat, pierwszy tytuł na wimbledońskiej trawie na niedługo przez 22 urodzinami. Rok później triumfy w Australii i Stanach Zjednoczonych. Styl gry Szwajcara pozwalał mu wygrywać na tych wszystkich kortach, na których liczyła się szybkość, technika i ofensywny styl gry. Roger dominował wszędzie, z wyjątkiem ceglanej mączki i z roku na rok zwycięstwo na kortach Rollanda Garrosa stawało się coraz większą obsesją Federera. Tym bardziej, że Paryż był i wciąż jest królestwem Rafaela Nadala…

W tym miejscu należy zauważyć, że lata panowania Rogera na światowych kortach wcale nie przypadają na okres, w którym brakowało mu wybitnych rywali. Wprost przeciwnie.

W 2001 roku Federer po zaciętym, pięciosetowym meczu wyeliminował z turnieju wimbledońskiego samego Pete Samprasa, co z dzisiejszej perspektywy należy traktować jako symboliczną zmianę pokoleń. To właśnie rekord Amerykanina w ostatnią niedzielę poprawił Roger, sięgając po ósmy tytuł na kortach w Londynie. Sampras zgromadził ich na koncie „jedynie” siedem…

Szwajcar miał także okazje mierzyć się z Andre Agassim, z którym wygrywał ośmiokrotnie i trzy raz przegrał. Potem, będąc już na szczycie, Federer musiał odpierać ataki młodych, gniewnych.

Na dziś dzień minimalnie ujemny bilans ma z Serbem Nowakiem Djokoviciem (22 zwycięstwa, 23 porażki) i wciąż nie daje sobie wejść na głowę Andyemu Murrayowi ( 14 – 11 na korzyść Rogera). Jednocześnie Szwajcar całkowicie złamał kariery takich co najmniej przyzwoitych grajków, jak na przykład Andy Roddick (21-3), Nikolay Davidienko (19-2) czy jego rodak Stanislas Wawrinka (20-3). Każdy z nich podkreśla, że gdyby urodził się w innych czasach, osiągnąłby znacznie więcej… Jedynym, który znalazł patent na Szwajcara jest Rafael Nadal, a ich rywalizacji warto poświęcić dodatkowy akapit.

Historia tenisa zna epickie, zacięte i wieloletnie batalie między danymi zawodnikami. Przez dekady na światowych kortach kibiców elektryzowała rywalizacja Johna McEnroe i Jimmiego Connorsa (20-14), McEnroe i Ivana Lendla (15-21) , Borisa Beckera i Stefana Edberga (25-10) czy Andre Agassiego z Pete Samprasem (20-14). W nurt ten wspaniale wpisują się pojedynki Federera z Nadalem. Co ciekawe, zdecydowaną większość z nich wygrał właśnie Hiszpan. Panowie dotychczas mierzyli się 37 razy. Rafa zwyciężał 23 razy, Roger 14. Wydaje się, że zawodnicy, którzy wielokrotnie stawali naprzeciwko siebie, walcząc o dominację w światowym tenisie i ogromne pieniądze, mogą nie darzyć się specjalną sympatią, a nawet szacunkiem. Nic bardziej mylnego. Wszelkie dywagacja na ten temat ucina ten filmik.

Tak więc poza kortem duża klasa, a na korcie – dominacja Hiszpana. Szczególnie na ceglanej mączce, gdzie Rafa wygrał aż 13 z 15 spotkań. Obaj tenisiści mają identyczne warunki fizyczne (185 cm wzrostu, 85 kg wagi), ale bardziej atletyczny Nadal, ze swojego niesłychanego, leworęcznym forhendowego topspina, zagrywanego w jednoręczny bekhend Rogera zrobił zabójczą broń. Gdy Hiszpan seryjnie wygrywał turniej na kortach Rollanda Garrosa (na dzień dzisiejszy ma na koncie aż 10 zwycięstw), wydawało się, że dla Federera sięgnięcie po tą wielkoszlemową lewę będzie nieosiągalne. Tak było aż do 2009 roku. Nic dziwnego, że po ostatecznym triumfie Szwajcar rozpłakał się jak dziecko.

Już wtedy wydawało się, że Roger jest tenisistą spełnionym, który zdobył wszystko, któremu może zabraknąć motywacji do dalszych zwycięstw. Tenisiście urodziła się jedna para bliźniąt, potem…kolejna. Pojawiły się pierwsze kontuzje, które dotychczas go omijały, w dodatku doszła kwestia zmiany sprzętu. W 2013 roku Szwajcar zdecydował się na grę nową rakietą. Główka większa o około 51 cm2 miała doprowadzić go do kolejnych zaszczytów, ale początki były słabe. Wieszczono koniec pewne ery w tenisie…

Roger przetrwał jednak także i to, a w bieżącym roku otwiera coraz to nowe rozdziały w historii męskiego tenisa. W wieku prawie 36 lat ponownie osiągnął życiową formę, rok rozpoczął od triumfu w Australii, a kilkadziesiąt godzin temu po raz ósmy wygrał Wimbledon, przy okazji stając się najstarszym zwycięzcą tego najbardziej prestiżowego turnieju na świecie. W dodatku uczynił to, nie tracąc w całej imprezie nawet seta. Jego finałowy rywal, Marin Cilić, był dla niego w tej potyczce jedynie tłem, podobnie jak tenisiści, z którymi mierzył się w poprzednich sześciu rundach.

To był jego 19 wielkoszlemowy triumf!

 

Jakie będą dalsze losy Szwajcara? Każdy zdobyty tytuł, każdy wygrany turniej tylko dołoży kolejną cegiełkę do sportowego pomnika, który Roger wybudował sobie za życia. Od lat uważany jest za jednego z najgenialniejszych sportowców w historii, stawianym w jednym rzędzie z Michaelem Jordanem i całą resztą. Sam tenisista podkreśla jednak, że wciąż ma w sobie ten niesłychany głód wygrywania, po prostu kocha grać. Nie dla tytułów, nie dla pieniędzy. Tych już ma wystarczająco. Ale wciąż czerpie niesłychaną przyjemność z takich zagrań. Tego typu kompilacji jego zagrać znajdziemy w internecie tysiące.

 

Czy Federer zdoła jeszcze wygrać wielkoszlemowy tytuł ? Czy za niecałe 2 miesiące w Nowym Jorku powalczy o 6 zwycięstwo podczas US Open. Czy po finale, który zostanie rozegrany 10 września po raz kolejny zostanie bohaterem tygodnia? Ja już w tej chwili trzymam kciuki. Dla mnie Roger to nie tylko bohater tygodnia, ale i najlepszy sportowiec pierwszych dwóch dekad XXI wieku.