Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Bogusław Kaczmarek: Przyjmujemy odrzuty piłkarskich, kubańskich pomarańczy

Bogusław Kaczmarek od lat związany jest z polskim środowiskiem piłki nożnej. Dawniej jako trener, dziś jako baczny obserwator wszelkiego rodzaju mechanizmów, absurdów i patologii funkcjonujących w krajowym futbolu. Z byłym szkoleniowcem rozmawialiśmy o rozpoczętym niedawno sezonie Ekstraklasy. Nie zabrakło celnych uwag i mnóstwa dygresji – zapraszamy.   Bez zbędnych wstępów – trenerze, które kluby w

Bogusław Kaczmarek od lat związany jest z polskim środowiskiem piłki nożnej. Dawniej jako trener, dziś jako baczny obserwator wszelkiego rodzaju mechanizmów, absurdów i patologii funkcjonujących w krajowym futbolu. Z byłym szkoleniowcem rozmawialiśmy o rozpoczętym niedawno sezonie Ekstraklasy. Nie zabrakło celnych uwag i mnóstwa dygresji – zapraszamy.

 

Bez zbędnych wstępów – trenerze, które kluby w tym sezonie powalczą o tytuł mistrza Polski?

Bogusław Kaczmarek: Jeśli w naszym kraju ktoś chce robić piłkę na wysokim poziomie ligowym, spełnione muszą zostać trzy warunki. Pierwszy to oczywiście solidny, stabilny, transparentny budżet na dobrym poziomie, w którym klub musi się obracać zgodnie z rachunkiem ekonomicznym. Drugi to miasto i kibice, którzy są nieodzownym czynnikiem, elementem tego, co tworzy produkt pod nazwą Ekstraklasa. Trzeci element, niezwykle istotny, to czynnik ludzki, czyli sztab szkoleniowy i potencjał czysto piłkarski. Te czynniki są uniwersalne, ponadczasowe i od zawsze funkcjonują w naszej Ekstraklasie. Uważam, że one najlepiej funkcjonują w trzech klubach i nie zmieniła tego nawet ta krótka przerwa w rozgrywkach.

Ta liga powinna nazywać się 3 razy L czyli Legia, Lech i Lechia. Jeśli chodzi o całą resztę, to do walki mogą się włączyć na pewno Jagiellonia i być może Wisła Kraków, którą pan Cupiał właśnie sprzedał niemieckiemu podmiotowi za 40 milionów i złotówkę.

Kto w takim razie, jak to mówi Franciszek Smuda, „powalczy o spadek” i jak poradzą sobie beniaminkowie?

BK: Jestem pewny, że podobnych błędów jak w poprzednim sezonie nie popełni już Arka, w której moim zdaniem nieprawidłowy był dobór ludzi. Posiadali piłkarskie wartości, ale zupełnie nie potrafili ich sprzedać. Teraz jest nowe rozdanie, inny trener i widać, że szkoleniowiec ma to coś, co powinien mieć każdy wódz, czyli, jak powiadał Napoleon czy Aleksander Macedoński – szczęście. A to szczęście poparte jest trafionymi decyzjami personalnymi. Siłą każdego projektu jest umiejętne gromadzenie zasobów ludzkich i umiejętne nimi zarządzanie. W przypadku Arki, która zebrała w zeszłym sezonie dużo doświadczeń, ten potencjał jest aktualnie powiększony o kilkadziesiąt procent.

Co do Sandecji… Moim zdaniem znowu mamy absurd. Trzeba skończyć z sytuacjami, kiedy drużyna po awansie nie ma stadionu. Igrzyska są dla ludzi. No bo komu potrzebna jest na przykład drużyna Górnika Łęczna, skoro gra na stadionie w Lublinie, a na mecz przychodzi 1500 osób?  Ja nie mam nic do Sandecji, ale to jest wszystko odwrócone do góry nogami. Cenię Mroczkowskiego, bo to jest chłopak, który zrobił ten awans i gratuluję jemu i wszystkim, którzy się do tego przyczynili. Ale to nie jest normalna sytuacja…

Jaki scenariusz przewiduje trener dla Śląska Wrocław? Tam nastąpiły ogromne zmiany w składzie, mamy nowego inwestora.

BK: Moim zdaniem to co się dzieje w Śląsku to jeden wielki kabaret. Podczas gdy trenerem był tam Jan Urban, w prasie można było wyczytać, że Michał Probierz zostanie współwłaścicielem, udziałowcem, managerem, trenerem i nie wiadomo kim jeszcze. Dla mnie jest to demagogia od początku do końca. Czy to jest normalne? W każdym razie trener Urban uratował Śląska przed spadkiem, rzutem na taśmę, a w tej chwili trwa tam generalna wymiana kadr. Zostali doświadczeni piłkarze jak Celeban czy Pawelec. Do tego dochodzi plejada nowych zawodników, między innymi Robak, który w Lechu pogniewał się na Bjelicę. Śląsk tą zbieraniną wychodzi na Arkę i przegrywa z kretesem, bo sami zawodnicy, nawet klasy Piecha czy Picha to nie wszystko, oni jeszcze muszą tworzyć drużynę, rozumieć się na boisku. To co tam się dzieje przypomina mi taki niedokończony film, który cały czas się kręci. Zastanawiam się jak długo prezydent miasta, radni i podatnicy będą pompować pieniądze w klub, który na tą chwilę nie ma żadnej strategii działania. Sprzedano klub panu Ślakowi, który nie jest anonimowym gościem, z tego co pamiętam budował żużel, sponsorował nawet Tomasza Golloba.

Powinno się zażądać gwarancji bankowych i zrobić wstępny audyt możliwości finansowych podmiotu, który chce kupić klub. Myślałem, że Amber Gold może zdążyć się najwyżej raz na sto lat… Nie można przecież robić z klubu i z miasta pośmiewiska. Czy można się dziwić, że na Śląsk przychodzi tylko 5 tysięcy ludzi, kiedy stadion jest na ponad 40 tysięcy? A dlaczego? Nikt nie chce przychodzić na coś, co nie jest trwałe, nie ma przyszłości i funkcjonuje w takim piłkarskim kalejdoskopie.

Czy trener chce komentować to, co stało się w Wiśle Płock z pańskim synem?

BK: Nie chcę komentować. Mój syn zakończył to z wielką klasą. Wiem, że przez ludzi, z którymi był tam związany przez 5 lat został pożegnany z wszelkimi honorami. Począwszy od prezydenta miasta na ludziach pracujących w klubie skończywszy. Marcin odszedł z klubu z godnością, twarzą i podniesionym czołem. Wpisał się na stałe w historię tego miasta i może być traktowany jak ikona piłkarska tego klubu.