Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Bilans szczęścia musi wyjść na (jeden) zero

Z jednej strony – przewaga w kulturze gry, pomysłach na rozegranie akcji, sytuacjach podbramkowych, a w ostatnich dwudziestu minutach – także liczebna. Z drugiej, do ostatniego gwizdka sędziego obawa o utrzymanie korzystnego wyniku, który w końcu wymyka się z rąk, ale w ostatniej chwili swoją decyzją przez roztrzaskaniem ratuje go arbiter Gil. Wisła ostatecznie wygrywa

Z jednej strony – przewaga w kulturze gry, pomysłach na rozegranie akcji, sytuacjach podbramkowych, a w ostatnich dwudziestu minutach – także liczebna. Z drugiej, do ostatniego gwizdka sędziego obawa o utrzymanie korzystnego wyniku, który w końcu wymyka się z rąk, ale w ostatniej chwili swoją decyzją przez roztrzaskaniem ratuje go arbiter Gil. Wisła ostatecznie wygrywa z Pogonią 1:0.

Ostatnia w tabeli drużyna ze Szczecina przyjechała do Krakowa jako czerwona latarnia ligi i było wiadomo, że – niezależnie od wyniku – z taką łatką wróci do Szczecina. – Oczywiście żaden wynik nie wyniesie nas ponad strefę spadkową, ale każdy punkt zdobyty na stadionie Wisły byłby dobrym, nowym początkiem. Musimy wreszcie te punkty zdobywać – powiedział Łukasz Załuska, który nie tak dawno strzegł bramki gospodarzy przy Reymonta 22. – Nie przyjechaliśmy po punkt, tylko po punkty – dodał golkiper. Nowa miotła ze Szczecina pod wodzą Kosti Runjaicia przyjechała ofensywnie ustawiona. Szkoda, że tylko na papierze.

Spas Delew miał być ustawiony obok Adama Frączczaka, ale w wielu akcjach ten drugi, mocno uniwersalny piłkarz Pogoni był osamotniony. Pogoń nie stwarzała sobie praktycznie żadnych sytuacji podbramkowych, a jedynym zagrożeniem bramki Michała Buchalika były strzały z dystansu. Bordowo-granatowi walczyli, biegali (znacznie więcej przebytych kilometrów od gospodarzy, po samej pierwszej połowie 59km do 54km dla gości), częściej faulowali. Nie można odmówić im determinacji i woli walki, ale nijak się ona miała do efektów – chociażby w postaci jednej akcji, którą dałoby się zapamiętać jako dobrą.

Na takowe nie mogła narzekać Wisła, ale tu zawodziła mieszanka braku szczęścia, dokładności i celności. Aż trzykrotnie wiślacy obijali obramowanie bramki Załuski, a gdyby w pierwszej połowie trochę więcej mocy w przelobowaniu golkipera Portowców włożył znów genialny Carlitos, wynik spotkania zostałby otworzony znacznie szybciej.

Wisła konsekwentnie grała to, do czego przyzwyczaiła kibiców, choć napięcie wynikające z niekorzystnego dla myślących o europejskich pucharach gospodarzy dało się odczuć. Biała Gwiazda grała dokładniej (84% celnych podań), toteż częściej miała futbolówkę przy nodze (61% posiadania). Bramkę zdobyła jednak nie dlatego, że cierpliwie tkała koronkę, która swój koniec miała w siatce bramki Pogoni. Zdobyła ją tak, jak nikt się nie spodziewał. Pierwszy raz w tym sezonie z rzutu rożnego, tak jak pierwszy raz gola w ekstraklasie zdobył autor tego trafienia, Jakub Bartkowski.

To pierwszy polski gol w Wiśle od 8 września. Ostatnie siedem bramek dla Białej Gwiazdy to zasługa Hiszpanów, którzy w tym spotkaniu również prezentowali się wyśmienicie. Carlitosowi do hat-tricka zabrakło trzykrotnie kilku centymetrów, zaś coraz pewniej poczyna sobie ten, który piłkarskim CV bije chwalonego i bramkostrzelnego rodaka na głowę. Victor Perez, bo o nim mowa, zawładnął środkiem pola i choć Kamil Drygas starał się nadążyć za piłkarzem z Półwyspu Iberyjskiego, w tym wyścigu o tytuł centrum boiska przegrał.

91% – to statystyka celnych podań Victora Pereza, który coraz lepiej radzi sobie w Wiśle

Perez, który swego czasu strzelał bramki Barcelonie, grał w Realu i zaliczył w sumie 49 spotkań w La Liga w barwach Realu Valladolid i Levante. Na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Hiszpanii, jego zapleczu i krajowym pucharze Copa del Rey wystąpił niemal 200-krotnie. Meczem z Pogonią udowodnił to, co było jasne od samego (niezbyt dobrego, dodajmy) początku – to piłkarz, który ma potencjał, by zdecydowanie przerosnąć tę ligę. Kibiców Wisły cieszyć może z pewnością to, że coraz lepiej dogaduje się na murawie z Carlitosem, któremu dogrywał niekiedy piłki na nos. W ogóle rzadko kiedy się mylił, bo celność podań wykręcił na poziomie 91%. I to zagraniami do tyłu bądź do najbliżej ustawionego partnera z drużyny.

Można napisać, że poprawnie zagrała defensywa krakowskiego klubu gdyby nie to, że… tak naprawdę nie została sprawdzona. – Arsenić to środkowy obrońca, nie można oceniać go pryzmat słabszych występów na boku defensywy – przekonywał nas na meczu z Legią były trener m.in. Lecha, Cracovii, Polonii czy Ruchu, Jacek Zieliński. Faktycznie, Chorwat po raz kolejny na pozycji stopera wyglądał dużo pewniej, sprawiał lepsze wrażenie. Natomiast jak wypadł nie tylko wizualnie, ale też piłkarsko? Trudno ocenić. Szczecinianie nie byli najlepszym papierkiem lakmusowym.

Co ciekawe, od soboty solidną linię defensywy Białej Gwiazdy wzmocnić poważnie ma Marcin Wasilewski. Były reprezentant Polski i mistrz Anglii z Leicester stworzy parę obrońców z Arkadiuszem Głowackim, którą śmiało będzie można nazwać tamą na Wiśle.

Druga połowa zaczęła się sennie, ale w porę obudziło ją wejście Patryka Małeckiego. Ulubieniec kibiców przy Reymonta wrócił po kontuzji. Najpierw jego pojawienie się na placu gry wzbudziło salwę braw, a dosłownie kilka sekund później ręce fanów znów musiały złożyć się do oklasków. Pierwszy kontakt z piłką, dokładny co do centymetra i otwierający drogę do bramki przerzut, którego konsekwencją była czerwona kartka dla obrońcy Portowców. – Rozmawialiśmy po meczu w szatni o tej sytuacji. Moim zdaniem czerwień była niesłuszna, to była błędna decyzja sędziego, która utrudniła nam grę – uznał napastnik bordowo-granatowych, Adam Frączczak.

Grzechem byłoby niewykorzystanie takiej okazji, jak gra w przewadze z najsłabszą w tabeli drużyną, która na dodatek nie przeprowadziła bodajże ani jednej akcji w polu karnym Wisły. Blisko było jednak tego, by to prowadzenie zostało zaprzepaszczone w ostatniej minucie, gdy goście strzelili bramkę. Arbiter uznał jednak, że bramkarz gospodarzy był w tej sytuacji faulowany i gola nie uznał. Frączczak dopatrzył się błędu arbitra w sytuacji z czerwoną kartką, zaś stanowisko odnośnie nieuznanej bramki zajął nawet Kamil Grosicki.

Paweł Gil w porozumieniu z VAR podjął jednak decyzje, dzięki którym wynik końcowy to skromne, ale zasłużone zwycięstwo Wisły. – Byli drużyną lepszą, należało im się zwycięstwo – przyznał po meczu nowy szkoleniowiec Pogoni.  – Jestem zadowolony z gry, ale i z gola z rzutu rożnego – stwierdził natomiast Kiko Ramirez. Wisła wygrywa i awansuje na podium, a drużyny, których póki co ogląda plecy, mierzą się ze sobą w bezpośrednim pojedynku. Pogoń natomiast jest w dołki i nadal kopie, a jej sytuacja wygląda tak, jak nastroje jej piłkarzy po zakończonym spotkaniu w strefie mieszanej – smutne, złe i bezradne tak, że aż brakuje słów.