Biegi narciarskie: Justyna Kowalczyk znowu w formie!

Ona powróciła! Dominatorka najtrudniejszych i najbardziej morderczych tras biegów narciarskich. Przykro nam drogie konkurentki, ale wygląda na to, że Justyna Kowalczyk jest już w takiej formie, która spokojnie powinna pozwolić jej na rywalizację z najlepszymi rywalkami.

Polka wygrała w pięknym stylu trwające dwa dni zawodów w  Pucharze FIS w Muonio. Co prawda, Puchar FIS to zawody niższej rangi, ale mocnych rywalek na trasie nie brakowało. I najważniejsze jest to, że wyraźnie one odstawały poziomem od utytułowanej biegaczki.

Justyna Kowalczyk zdobyła już tyle w biegach narciarskich, że naprawdę nie wiemy, gdzie znajduje motywację do kolejnych treningów. Jednak jak się okazuje, ona to po prostu lubi: „Powiem w tajemnicy, że ja nie trenuję dla zwycięstw, ja po prostu uwielbiam to swoje życie, ten trening, ten kierat. To mi odpowiada. Ja po prostu lubię biegać na nartach. Staram się oczywiście osiągać jak najlepsze rezultaty, ale to nie jest najważniejsze”.

Po czym dodaje:

Życie sportowca wyczynowego to codzienna walka na treningach, w lesie, czego nikt nie widzi, a później jest wisienka na torcie i mam nadzieje, że ona będzie, po pokonaniu wszystkich granic, w Lahti.” To właśnie tam 22 lutego 2017 roku odbędą się mistrzostwa świata, czyli główny cel Polki w nadchodzącym sezonie.

kowalczyk-justyna-laczy-nas-pasja

Natomiast pierwsze zawody Pucharu Świata odbędą się 26 listopada w fińskim Kuusamo, czyli dokładnie za dwa tygodnie. Wydaje się, że w takiej formie jak obecnie powinna liczyć się w rywalizacji o jak najwyższe pozycje.

Justyna Kowalczyk jakiś czas temu odnalazła w sobie nową pasję, jaką jest górska wspinaczka. Biegaczka ma za sobą już kilka naprawdę pokaźnych szczytów. Mistrzyni olimpijska z Soczi z największym przerażeniem wspomina wspinaczkę na Zadniego Mnicha:

Tamtejszy zjazd jest najbardziej ekstremalny. Spuszczają cię 34 metry w przepaść. Masz świadomość, że od tej liny bardzo wiele zależy. Oczywiście one się nie rwą, ale jedna na milion… (śmiech). Lekki strach czuję też przy dużych trudnościach technicznych, kiedy kolejny krok wymaga czegoś nadludzkiego, kiedy trzeba się zawiesić na jednej ręce czy podciągnąć. Czuję, że mi się mięśnie trzęsą”.

Wygląda na to, że największy kryzys w sportowej karierze Justyna ma już za sobą. I chyba nikomu bardziej niż biegaczce z Kasiny Wielkiej należy się powrót na tron swojej ukochanej dyscypliny.

Komentarze