Biało-czerwona orkiestra znowu zagrała jak z nut!

    Polscy siatkarze zostali mistrzami świata do lat 21, więc od wczorajszego wieczora w internecie każdy zwraca uwagę na sukces podopiecznych Sebastiana Pawlika. Zwycięstwo 3:0 w spotkaniu finałowym po tak jednostronnym boju musi robić wrażenie niezważywszy na to, czy ktoś siatkówce sympatyzuje, czy też nie.

    Zawsze w takich sytuacjach zastanawiam się, co by się działo, gdyby to nasi piłkarze odnieśli podobny sukces. Niedawno mieliśmy Euro U-21, którego z resztą byliśmy gospodarzami. Mecz ze Słowacją, który otwierał turniej, budził ogromne zainteresowanie wśród kibiców, a o wypowiedzi Krystiana Bielika tuż po nim mówili wszyscy niezależnie od tego, czy sympatyzują kopanej w naszym kraju, czy też nie. Późniejsze boje ze Szwecją czy Anglią znajdowały się na czołówkach największych portali sportowych w naszym kraju, a niedzielny kibic, który piłkę ogląda od czasu do czasu, miał już dużo szybciej plan, by o 20:45 włączyć telewizor i kibicować drużynie Dorny.

    Skłamałbym mówiąc, że tak ogromne zainteresowanie wzbudzili nasi siatkarze podczas turnieju w Czechach. Fakt, każdy przed decydującymi starciami wiedział, że jesteśmy jednym z kandydatów do medalu i idziemy jak burza nie przegrywając meczu o stawkę od dawien dawna. Gdyby jednak przejść do konkretów i zapytać Kowalskiego, czy na rozegraniu w naszej ekipie grał podczas turnieju Łukasz Kozub, czy może jednak Jakub Kochanowski, to pewnie rozbrzmiałaby dłuższa cisza.

    Ja jednak obojętnie wobec sukcesu naszej kadry nie przejdę, bo mamy obecnie najlepszą drużynę na świecie. Młodą, bo młodą, ale ekipę, która ma ambicje, by za kilka lat rozdawać karty również w seniorskiej siatkówce.

    Sebastian Pawlik, czyli gość z głową na karku

    Sebastian Pawlik jest ojcem sukcesów naszych siatkarzy i nie mówię tu teraz tylko o złocie, które nasi reprezentanci zdobyli podczas turnieju w Czechach. Pawlik z kadrą pracuje już od dawna, a złoto zdobyte podczas światowego czempionatu nie jest pierwszym osiągnięciem tej grupy. Wcześniej nasza kadra zdobyła między innymi mistrzostwo Europy, wygrała Olimpijski Festiwal Młodzieży Europy oraz zdobyła mistrzostwo świata kadetów. Wczorajszy sukces jest zdecydowanie najważniejszy, ale trzeba sobie powiedzieć jasno – ta ekipa nie pojawiła się nagle. Każdy z tych chłopaków ma na swoim koncie już sporo medali, które śmiało może sobie wpisać do siatkarskiego portfolio.

    Młodzi-gniewni

    O ile w pewnych kręgach panuje przekonanie, że siatkarze nie są najbardziej charakternymi gośćmi, o tyle kadra Pawlika łamie wszelkie stereotypy. Na temat zadziorności swoich podopiecznych wypowiedział się nawet nasz trener: – Nasi chłopcy w swojej kategorii wiekowej wygrali dużo w Europie i na świecie. Czasami odnoszę wrażenie, że po nas oczekuje się, że grzecznie wyjdziemy na boisko i oddamy komuś punkty. Od razu mówię – ta drużyna jest taka, że tego robić nie będzie. Mnie to cieszy. Takich sytuacji nie powinno być, że pod siatką są jakieś iskry. My nie jesteśmy sprawcami tych prowokacji. One biorą się stąd, że mimo tego, że chłopcy są młodsi, nie pozostają dłużni przeciwnikom. Nie odchodzą od siatki z podkulonym ogonem. Jeśli ktoś im coś powie pod siatką, to potrafią się odezwać. Bardziej doświadczeni zawodnicy się tego nie spodziewają. I mnie coś takiego cieszy. Nasi nie dają sobie w kaszę dmuchać, co przy bardzo wyrównanym poziomie rywalizacji może mieć decydujące znaczenie – psychologiczna wojenka jest zazwyczaj po naszej stronie.

    Lider, a w zasadzie liderzy

    Kolektyw to coś tak banalnego, że aż wypada mi o tym mówić w kontekście sportu drużynowego. Ale gdy przypomnę sobie mecze naszej seniorskiej reprezentacji, to dochodzę do wniosku, że podczas tegorocznej edycji Ligi Światowej zabrakło nam właśnie zespołowości. Gdy Bartosz Kurek miał dzień i zdobywał punkt za punktem, to biało-czerwoni radzili sobie dobrze. Gdy jednak celownik naszego atakującego był rozregulowany, to pojawiały się spore problemy. Podczas turnieju w Czechach w naszych szeregach było kilku zawodników, którzy brali ciężar gry na swoje barki. Gdy jeden zawodził, to w jego miejsce wchodził drugi i spisywał się równie dobrze. Jeszcze przed finałem uwagę na to zwracał Pawlik, który w wyrównanej kadrze dostrzegał klucz do sukcesów naszych juniorów: – W każdym z dotychczasowych meczów mieliśmy zawodnika, który ciągnął grę zespołu. Jeśli jeden miał słabszy dzień, to inny stawał się liderem i brał ciężar gry na siebie.

    As w rękawie, który czekał na swoją kolej

    Wiadomo – wielkie drużyny muszą mieć do zaoferowania coś ekstra. Podczas spotkania finałowego z Kubą rozbiliśmy naszych rywali w drugim secie aż 25:10. Powiedzieć, że wychodziło nam wszystko, to jak nic nie powiedzieć. Przy stanie 10:5 dla naszych reprezentantów w tej odsłonie mogło wydarzyć się tak naprawdę wszystko. Siatkówka zna takie przypadki, gdy dwa, trzy błędy własne plus dwie, trzy składne akcje z rzędu rywali zmieniają momentalnie obraz całego seta. Wtedy jednak na zagrywkę poszedł Jakub Kochanowski, który zdobył trzy punkty bezpośrednio z zagrywki. Pierwsza piłka wylądowała za linią trzeciego metra, druga poszybowała między libero, a przyjmującego, a trzecia wpadła w pomarańczowe pole po taśmie. Nagle z 10:5 zrobiło się 13:5, a chwilę później biało-czerwoni dopisali do swojego dorobku zwycięskiego drugiego seta. Jeśli miałbym wskazać moment przełomowy w tym meczu, to były to właśnie asy serwisowe Kochańskiego. Kubańczykom po tym odechciało się już grać w siatkówkę – wiedzieli, że nie są tego dnia nic wskórać.

    Spokój popłaca

    Sytuacja w naszej juniorskiej reprezentacji Polski jest od dłuższego czasu niezmienna – ten sam trener, ci sami zawodnicy, do których sporadycznie dołączają nowe ogniwa. Zupełnie inaczej to wygląda niż w przypadku piłki nożnej na krajowym podwórku, gdzie trenerów zmienia się jak rękawiczki. Zdarzają się sytuacje, że jeden zespół w przeciągu 37 kolejek ligowych prowadzi trzech trenerów. Tu harmonia, ład i pełna przewidywalność. Pawlik podkreślał wielokrotnie, że to jest fundament do osiągania kolejnych sukcesów. Atmosfera i wzajemne zrozumienie wzmacnia relacje, które potem pomagają w kolejnych triumfach. – Znam doskonale tych chłopaków, oni też mnie znają. Wiem, jak z nimi rozmawiać, potrafię do nich dotrzeć. Drużyna nie ma przede mną tajemnic.

    Z kim zagramy? Obojętnie!

    Na zasadzie: “To oni się boją, a nie my”. Polska reprezentacja nie boi się nikogo i bez różnicy, czy w finałowym starciu naprzeciwko nich wyjdzie reprezentacja Kuby, Rosji czy Brazylii. Pawlik jest zdania, że przy optymalnym zrealizowaniu swoich wszystkich założeń reprezentacja będzie wygrywała mecz za meczem. – Dla nas obojętnie z kim zagramy, będzie to nie lada wyzwanie. Ale trzeba sobie wysoko stawiać poprzeczkę. Na pewno w tym meczu powalczymy. Wszyscy chcieliśmy tego, żeby dojść jak najwyżej. Bez względu na rywala, zaangażowanie i emocje będzie takie same. Trochę to przypomina wyrachowanego pięściarza, który czeka na kolejnego przeciwnika i nie robi mu różnicy, kim on będzie. “Dajcie rywala, a ja mu pokaże, jak się walczy.

    48 meczów wygranych z rzędu

    Historia sportu zna wiele rekordów, których przez długie lata nie udało się nikomu pobić. Nasi reprezentanci nie przegrali meczu o punkty…od 2013 roku. 48 kolejnych meczów wygranych musi działać na wyobraźnię. Obecnie to biało-czerwoni są na szczycie i rozdają karty na światowych parkietach. Zadanie z czasem będzie coraz trudniejsze, bo każdy będzie chciał się dobrać do skóry ekipie, która od tak długiego czasu nie zaznała porażki. Co ciekawe, obsesja wygrywania naszych chłopaków jest tak ogromna, że nawet podczas meczu pozbawionego stawki, liczy się dla nich tylko zwycięstwo. – Ja myślę, że to nie przeszkadza, a w spotkaniu z Iranem to nawet pomogło, bo awans mieliśmy zapewniony i nie chcieliśmy przegrać tego meczu. Była wśród chłopaków duża determinacja, by ta seria wygranych spotkań była jeszcze większa – powiedział Pawlik, który tylko potwierdza moją obserwację.

    Nie każdy dobry junior jest później dobrym seniorem

    Jasne jak słońce, ale niedługo dla tych chłopaków przyjdzie bardzo trudny moment. Trzeba będzie zderzyć się z seniorską siatkówką, w której z pewnością nie będzie taryfy ulgowej. W każdym sporcie moment przejścia z wieku juniora do seniora jest bardzo trudny. Inne realia, większe wymagania i konkurencja w postaci bardzo doświadczonych zawodników z pewnością dla wielu będą sporym problemem. Niedawno rozmawiałem z Markiem Kowalskim, czyli czołowym polskim długodystansowcem, który przyznał, że ten “okres przejściowy” również jemu sprawił sporo problemów: – Gdy kończy biegać z juniorami i przechodzi do seniorów. De facto młodzieżowiec jest już jednak seniorem, bo na świecie nie ma takiej kategorii wiekowej. No właśnie, wtedy nie jest lekko. Wytrzymałość u biegacza przychodzi z wiekiem, a tu nagle trzeba mierzyć się z rywalami, którzy mają po 25, 28, 30 lat, czyli są już w tym najodpowiedniejszym wieku do osiągania sukcesów.

    Pytanie, jak nasi siatkarze zareagują na to, że początkowo będą pewnie odgrywali mniejszą rolę w seniorskich drużynach i komu wystarczy pokory, by godzić się z drugoplanową funkcją w zespole.

    MŚ U-21 – trzecie złoto w ciągu 20 lat!

    Rosja, Brazylia i Polska – to drużyny, które w ciągu ostatnich 20 lat wygrywały światowy czempionat juniorów. Pięć triumfów Sbornej, trzy Canarinhos oraz trzy naszych orłów.

    Oto skład naszych złotych medalistów z 1997 roku z turnieju w Bahrajnie:

    Paweł Zagumny 
    Grzegorz Szymański 
    Paweł Papke 
    Robert Szczerbaniuk 
    Marcin Prus 
    Radosław Wnuk 
    Piotr Gruszka 
    Dawid Murek 
    Sebastian Świderski 
    Michał Chadała 
    Krzysztof Ignaczak 
    
    A oto skład naszych złotych medalistów z 2003 roku z turnieju w Iranie:
    
    Michał Kaczmarek
    Marcin Możdżonek
    Michał Ruciak
    Michał Winiarski
    Mariusz Wlazły
    Marcel Gromadowski
    Artur Augustyn
    Bartłoiej Neroj
    Paweł Woicki
    Marcin Kryś
    Dariusz Szulik
    Arkadiusz Olejniczak

    Jak widać – spora grupa z tych siatkarzy odnosiła również spektakularne sukcesy w dorosłej reprezentacji. Miejmy nadzieję, że nie inaczej będzie w przypadku obecnych juniorów.

    Sport sportem, ale nauka również jest ważna

    Wielu sportowców zapomina o nauce. Żyje chwilą, nie myśli o tym, co się będzie działo z ich życiem, gdy noga się powinie i kariera skończy się szybciej, niż planowano. Tymczasem nasi siatkarze to osoby, którzy potrafią posiedzieć nad książką. Jakub Ziobrowski dla przykładu w szkole średniej był jednym z najlepszych uczniów Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Spale. Trener naszej kadry, Sebastian Pawlik, podkreślał od zawsze, że nie pozwoli, aby jego podopieczni postawili wszystko na jedną kartę i odsunęli szkołę na boczny tor: – Kuba jest przykładem ucznia, który doskonale radzi sobie na dwóch płaszczyznach: nauki i sportu. To najlepszy uczeń w szkole, typowany do stypendium Prezesa Rady Ministrów, a równocześnie bardzo dobry zawodnik.

     

    A teraz kilka wpisów na Twitterze na temat wczorajszego sukcesu naszych reprezentantów. Nie ma się czemu dziwić – triumf w Czechach jest zwiastunem sukcesów za kilka lat naszej pierwszej drużyny. Kadry, która przyzwyczaiła nas do tego, że z wielkich imprez wraca do domu z medalami.

     

     

    Jakub Borowicz

    Komentarze