Obrońcy trofeum Ligi Mistrzów nie dostali najłatwiejszego rywala na starcie następnej edycji. Mimo to monachijczycy po raz kolejny potwierdzili swoją klasę i siłę, pokonując Atletico Madryt aż 4:0. Niestety, tym razem na listę strzelców nie wpisał się polski napastnik, Robert Lewandowski.

W ubiegłej edycji Robert Lewandowski strzelał w każdym swoim meczu, z wyjątkiem finałowego. Po spotkaniu z Atletico, otwierającego dla obrońcy tytułu nowy sezon Ligi Mistrzów, można napisać bardziej żartem, niż serio: Polak przeżywa już passę meczów bez gola w Champions League. Seria wynosząca dwa spotkania to na standardy Lewandowskiego i tak duża liczba, co tylko świadczy o strzeleckim geniuszu napastnika Bayernu. To on mógł rozpocząć strzelanie na Allianz Arena, kiedy to w 6. minucie dośrodkowywał z lewego skrzydła Coman, a RL9 uderzył wewnętrzną częścią stopy górną piłkę, wcześniej do niej wyskakując. Niestety, tuż obok słupka. Kilkanaście minut później Lewego obsłużyć mógł Tolisso, ale dorśrodkował zbyt głęboko.

Obaj wymienieni piłkarze Bayernu, w przeciwieństwie do Polaka, strzelali swoje bramki.

Pierwszą zdobył francuski skrzydłowy, ale choć doceniamy piękne wyjście na pozycję za plecy, przyjęcie i wykończenie – to czapki z głów zdejmujemy przed Kimmichem. Niemiec wślizgiem wyłuskał piłkę Felixowi i posłał fenomenalny, cięty przerzut do Comana.

Francuz odwdzięczył się asystą przy bramce na 2:0 rodakowi Kimmicha, Leonowi Goretzce. Środowy pomocnik mocno i precyzyjnie umieścił piłkę w siatce – choć nie tak pięknie, jak Tolisso przy strzale na 3:0, już w drugiej połowie. Lepiej tej odbitej piłki przed polem karnym uderzyć się nie dało. Wynik ustalił Coman, którego na wolne pole wypuścił Muller. Mógł podawać Lewandowskiemu, ale zamiast tego wkręcił w ziemię Felipe i do asysty dołożył dublet.

W końcówce tempo po stronie Bayernu mocno siadło, co próbowało wykorzystać dążące przynajmniej do honorowej bramki Atletico, a na co wpływ miał wynik i mnogość zmian. Jedną z nich była ta Roberta Lewandowskiego, około 10 minut przed końcem. Opuszczał boisko niezadowolony, bo dziś do siatki nie trafił, ale pracował na boisku wiele. Swoją szansę miał, ale właściwie – tylko jedną. Często podnosił ręce, sygnalizował dobrą pozycję, ale koledzy z drużyny wybierali inne opcje. O złości Polaka jednak raczej mowy być nie może. Nie, gdy drużyna wygrywa aż 4:0 z najtrudniejszym rywalem w grupie.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem