Bayern brutalnie kończy erę Barcelony!

Monachijczycy byli uważani za faworyta meczu z FC Barceloną, ale nikt nie spodziewał się, że to spotkanie zakończy się aż tak wysokim zwycięstwem Roberta Lewandowskiego i spółki. FC Barcelona przegrała dotkliwie, co paradoksalnie może wyjść jej na... dobre. Zmiany w klubie z Katalonii są nieuniknione, a piłkarze Hansiego Flicka tylko obnażyli wszystkie słabości klubu z Camp Nou, które toczyły Blaugranę już od dawna.

Bayern strzela osiem bramek, a Robert Lewandowski tylko jedną? Wszystkim, którzy pomyśleli w ten sposób o ćwierćfinałowym meczu między Bayernem Monachium i FC Barceloną polecamy obejrzeć to spotkanie jeszcze raz. Polski napastnik nie stanowił bowiem zaledwie jednej ósmej siły ofensywnej drużyny Hansiego Flicka. Dał drużynie znacznie, znacznie więcej – choć na pierwszy rzut oka można było tego nie dostrzec.

To na Lewandowskim bowiem skupiła się cała uwaga defensorów katalońskiego klubu, dzięki czemu więcej miejsca mieli pozostali piłkarze Bayernu. I skrzętnie z tego skorzystali.

Maszyna Hansiego Flicka się nie zatrzymuje – wygrała właśnie 20 mecz z rzędu we wszystkich rozgrywkach, dobitnie pokazując również na Starym Kontynencie swoją klasę. Bundesligę Bawarczycy wygrali ósmy raz z rzędu, Puchar Niemiec nie może być dla nikogo zaskoczeniem, ale zwycięstwa w Champions League w Monachium nie świętowali już ładnych parę lat. Robert Lewandowski wciąż czeka na triumf w tych rozgrywkach. Wielki triumf z Barceloną z pewnością doda Bayernowi mnóstwo pewności siebie, ale główny cel wciąż czeka na realizację. Monachijczycy po zdeklasowaniu Barcelony są głównym faworytem rozgrywek, choć jeszcze ich nie wygrali. W półfinale czekać będzie na nich prawdopodobnie Manchester City prowadzony przez Pepa Guardiolę, o ile rzecz jasna w sobotni wieczór rozprawi się z Lyonem.

Barcelona natomiast mecz z Bayernem może potraktować nie tyle w kategorii porażki, co swego rodzaju katharsis. Oczyszczenia. Czasem trzeba zrobić krok w tył, by później wykonać dwa do przodu. Ten krok bywa bolesny, czasem przybiera postać kompromitacji, ale w dłuższej perspektywie bywa zbawienna. Gdyby Bayern minimalnie ograł drużynę z Camp Nou, ta dalej trwałaby w letargu. Grzebałaby się w marazmie i bylejakości, zamiast poważnie rozważyć głębokie zmiany w klubie. Szczególnie, że Leo Messi nie będzie grał wiecznie. Niewykluczone, że porażka z Bayernem przysłuży się do rozpoczęcia pierwszego rozdziału ery „post-Messi”.

W meczu z Bayernem drużyna Setiena była niczym dzieci we mgle. Nie przypominała drużyny, która dotychczas przez lata stanowiła wzór do naśladowania, a dla najmłodszych kibiców była grupą ludzi stanowiących idoli godnych powieszenia nad łóżkiem. Dziś Barcelona to nie zespół, który może walczyć o najwyższe cele i serca młodych fanów. Obrona nie tworzy całości z linią pomocy, wielu piłkarzy – włącznie z Sergio Busquetsem – mentalnie wydaje się być bliżej amerykańskiej MLS aniżeli walce o największe laury w Europie. Ofensywa oparta na indywidualnościach, brakuje schematów, waleczność Vidala okazuje się niewystarczająca… Barca to zespół, który potrzebuje solidnej przebudowy, bo dziś oparty jest głównie na jednym ogniwie. Leo Messim. Argentyńczyk nie może w dzisiejszym futbolu dźwigać całego zespołu na swoich barkach. Nie na takim poziomie.

W reklamie Biedronki z Adamiakową Franciszek Smuda mówił do Kuby Błaszczykowskiego, że „sam meczu nie wygra”. Dziś mógłby to powtórzyć w kierunku kapitana Barcelony.

Choć sam Messi nie dwoił się i nie troił, by wyciągnąć drużynę z tarapatów – ta również nie może się zachowywać tak, jakby miała być skazana na dobrą dyspozycję swojego lidera. Messi jest geniuszem, ale nie cudotwórcą. Choć wiele jego zagrań można odtwarzać w nieskończoność, można go uważać za nadpiłkarza i nadczłowieka – koniec końców futbol okazuje się sportem zespołowym. Dobrze zorganizowana drużyna zawsze będzie górować nad indywidualnością. A Barcelona nie sprawiała wrażenia, jakby w swoim repertuarze miała do zaprezentowania coś więcej, aniżeli tylko indywidualne umiejętności.

Te dziś zaprezentował Thomas Mueller, Alphonso Davies, Ivan Perisić, Leon Goretzka, Joshua Kimmich, Serge Gnarby czy wreszcie Robert Lewandowski. Nie pokazaliby jednak ich, gdyby nie pomoc kolegów z zespołu. Wielkość każdego z nich była uzależniona od dyspozycji pozostałych. Można wybrać Muellera zawodnikiem meczu, ale ten sam Mueller wyjęty z maszyny Flicka byłby tylko dobrą, choć niemal bezużyteczną częścią. W całym zespole zaś stanowi fenomenalną część jeszcze genialniejszej całości.

Lewandowski strzelił dziś jedną bramkę. Podwoił tym samym swój osobisty dorobek przeciwko Barcelonie, a jednocześnie – zdaniem niektórych – wciąż nie odegrał znaczącej roli w kluczowym spotkaniu. Jesteśmy jednak dziwnie przekonani, że Hansi Flick tę efektowną wiktorię zawdzięczać będzie głównie polskiemu napastnikowi. Gdyby nie tak wielka uwaga skupiona na jego osobie, swoich skrzydeł nie mogliby rozwinąć inni. Chwała im, że potrafili to zrobić. Chwała Lewandowskiemu, że gdy już mógł zaprezentować swoją klasę – potwierdził ją bezsprzecznie. Wraz z zespołem zasłużenie zameldował się więc w półfinale, w którym czekać prawdopodobnie będzie jego niedawny trener. Pep Guardiola będzie nieźle się głowić, jak powstrzymać maszynę z Monachium, skoro nie potrafił tego zrobić nawet zespół z Leo Messim w składzie…

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem