Balski: “Mistrzostwo świata? To dalej niż z Kalisza do Szczecina z buta.”

Adam Balski to pięściarz, o którym dopiero niedawno zrobiło się głośno. Po efektownym zwycięstwie w Ełku w ostatni weekend, Andrzej Kostyra przyznał, iż ma przeczucie, że to przyszły mistrz świata. Sam do pochwał na swój temat podchodzi póki co z wielkim dystansem. Zdaje sobie sprawę, że dużo musi wody w rzece upłynąć, zanim wskoczy na najwyższy poziom. Mimo że nie był nigdy na dużej gali bokserskiej, to w Gdańsku zawalczy podczas czerwcowego Polsat Boxing Night. Mimo że chodzi normalnie do pracy, to trenuje dwa razy dziennie, bo – jak sam przyznał – ma ambicje, by coś w życiu osiągnąć. Nie chciało mu się już po prostu dłużej siedzieć pod sklepem i pić piwo z kolegami. Pierwszy wywiad z Adamem Balskim, zapraszamy!

 

Jesteś chyba jedynym w Polsce sportowcem, który ma więcej znajomych na Facebooku niż fanów na swoim fan page’u. 

Adam Balski: Tak? A nawet nie wiem, nie sprawdzałem. Nie przykładałem się nigdy specjalnie do swojego profilu.

Znajomych jednak musiałeś przyjmować. Dziś masz ich już 5 tysięcy.

AB: Tak, to prawda. Nie znam wszystkich osób, które mam w znajomych. Bardzo często zapraszają mnie ludzie po walkach, składają gratulacje.

Jak ty się odnajdujesz przy coraz większej popularności? Służy ci to, że interesują się tobą dziennikarze, coraz więcej osób chce sobie zrobić z tobą zdjęcie?

AB: Na samym początku, kiedy ktoś do mnie podchodził i prosił o wspólne zdjęcie, to byłem w szoku. Zdjęcie ze mną? Kim ja jestem, żeby robić sobie ze mnie zdjęcie? Dopiero później trener mi mówił, że muszę się do tego przyzwyczajać. Że jak będę miał coraz więcej dobrych i – co najważniejsze – wygranych walk, to znajdą się osoby, które będa chciały uwiecznić spotkanie ze mną. Wcześniej nie myślałem o tym. Wiedziałem, że dobrzy sportowcy i znane osoby rozdają autografy, ale nie przypuszczałem, że to ja mogę być jedną z tych osób. Póki co nie przeszkadza mi to, bo to tylko incydenty, które zdarzają się rzadko. Głównie podczas gal czy konferencji prasowych. Najważniejsze jednak, żeby w głowie było poukładane jak należy i uwaga była skierowana głównie na boks. Na te wszystkie poboczne tematy dopiero w drugiej kolejności.

Chyba że rozdasz tych autografów trochę więcej, spodoba ci się ta popularność i odlecisz.

AB: Nie, nie ma mowy. Absolutnie nie biorę do głowy takiej możliwości. Miałem w swoim życiu już pewne zawirowania, nie wszystko zawsze układało się jak należy i zawsze wychodziłem na prostą. Sam sobie nie pozwolę zboczyć z drogi, którą obrałem. Czy ktoś będzie mnie obrażał, czy chwalił pod niebiosa, to moje nastawienie na pewno się nie zmieni. Z wszystkim dam sobie radę.

Chyba że dostaniesz pierwszy raz mocno w głowę. Póki co, jeszcze od nikogo nie oberwałeś.

AB: Póki co jeszcze nie (śmiech). Wtedy wyjdzie, czy jestem coś wart. Czy potrafię walczyć w ringu, czy tylko tak mi się wydaje.

Co ty teraz robisz? Odpoczywasz czy już szykujesz się do kolejnej walki?

AB: Dopiero we wtorek wróciłem do rodzinnego Kalisza. Wcześniej byłem w Dzierżeniowie. Nie, póki co nie trenuję. Kilka dni muszą odpocząć od boksu, pewnie pójdę na basen, poruszam się. Na pewno nie będę leżał na kanapie. Na początku tygodnia byłem w pracy, musiałem sobie trochę dorobić.

Szybko pracę znalazłeś. Jeszcze w sobotę mówiłeś po zwycięstwie, że rzuciłeś robotę dwa tygodnie przed walką, by móc się do niej przygotować.

AB: Tak, to prawda, ale teraz to była tylko praca dodatkowa – pomagałem. Nic na stałe.

Właśnie – kiedy aspirujący do największych sukcesów w zawodowym boksie chłopak, będzie mógł skupić się tylko na sporcie?

AB: Trudne pytanie. Mam nadzieję, że jak najszybciej. Realia w boksie są jakie są. U mnie niestety póki co wygląda to tak, że treningi muszę łączyć z pracą. Z samego boksu nie wyżyję. Mam nadzieję, że po takiej gali, jaką jest Polsat Boxing Night, to się zmieni. Że po zwycięstwie w Gdańsku będę mógł już tylko trenować. W wakacje odpocznę sobie, a potem wrócę na salę i pomiędzy treningami nie będę chodził do pracy.

Ewa Brodnicka mówiła mi kiedyś, że dopiero jeden czy dwa dobre występy na większych galach spowodowały, że mogła rzucić pracę i postawić tylko na sport.

AB: Zdaję sobie z tego sprawę i mam nadzieję, że tak też będzie w moim wypadku. Dlatego też bardzo cieszę się, że dostane swoją szansę na Polsat Boxing Night. Dzięki ewentualnemu zwycięstwu będę mógł pokazać się szerszej publiczności, w tym potencjalnym sponsorom.

Pewnego poziomu nie przeskoczysz, jeżeli będziesz łączył pracę z treningami.

AB: Wiem, doskonale o tym wiem. Na razie muszę obie rzeczy łączyć, choć przed samym PBN na pewno nie będę pracował. Muszę się dobrze przygotować do tego pojedynku.

Kto wpadł w ogóle na pomysł, żebyś zaboksował w Gdańsku? Wcześniej walczyłeś raczej na małych galach. W ogóle masz dopiero 9 zawodowych pojedynków na koncie. Teraz wskakujesz na głęboką wodę. 

AB: Nie wiem czyj to był pomysł. Wiem, że pojawiła się taka propozycja, mój promotor coś mi wspominał, ale na początku nie było żadnych konkretów na ten temat. To wyszło niedawno – kilka dni przed konferencją prasową, która odbyła się w Mariocie.

Po walce w Dzierżeniowie (4.03) był plan, żebyś w ciągu niespełna czterech miesięcy zawalczył dwukrotnie?

AB: Po Dzierżeniowie była cisza. Odpoczywałem po walce i nie było wiadomo, kiedy będę miał następny pojedynek. Potem pojawił się temat Ełku i chwilę później Polsat Boxing Night. Zanim jednak stoczyłem pierwszy pojedynek, to już pojawiłem się w karcie na Gdańsk.

Po Dzierżeniowie pojawiły się już pochwały pod twoim adresem?

AB: Pochwały się pojawiły, ale ja sam nie byłem zadowolony ze swojej postawy. Wygrałem, ale dałem się kilka razy sprowokować, nie potrafiłem utrzymać nerwów na wodzy, zagotowałem się. Zwycięstwo to zwycięstwo, ale na pewno nie byłem z siebie dumny. Bardziej dało mi to do myślenia i pokazało, jak długa droga jeszcze przede mną.

Co musiałoby się wydarzyć, żebyś ty był zadowolony ze swojej postawy?

AB: Bardzo chciałbym walczyć spokojnie. Mądrze. Chciałbym unikać “podpalania się”. Boksować na luzie, realizować swój plan, a nie szarpać się i wdawać w bójkę. Teraz, mimo że kilka razy przyjąłem mocny cios, nie wybuchłem. Było już lepiej.

Podpalasz się, czyli w tych decydujących momentach wychodzi “ulica”. Wielu pięściarzy tak miało.

AB: Tak, to prawda. Ulica pomaga, ale niezwykle ważny jest też spokój. Jego momentami brakuje. Nad tym muszę pracować.

Patrzysz na chłopaków, czy to na Główkę, czy Diablo i zazdrościsz im tego, że oni potrafią utrzymać nerwy na wodzy?

AB: Lubię patrzeć na Główkę czy Artura Szpilkę, bo oni potrafią w takich sytuacjach umiejętnie unikać ciosów, schodzić, dobrze pracują na nogach. Nie gorączkują się. Patrzyłem na pojedynek Krzyśka z Huckiem i widziałem, że cały czas był uważny, obserwował, myślał w ringu, przewidywał jego ruchy. Nie szedł na aferę, tylko wszystko starał się robić bardzo umiejętnie. Podobała mi się tamta walka oraz jego postawa.

Główka powiedział mi kiedyś, że u niego ulica wyszła wtedy, gdy dostał cios od Hucka, zgasło światło i padł na deski. Wtedy wyszła dusza wojownika.

AB: Mi jest się ciężko na ten temat wypowiadać, bo ja w takiej sytuacji jeszcze nigdy nie byłem. Ale to prawda – serce do walki wychodzi, gdy pojawia się problem i trzeba reagować instynktownie. Główka spisał się wtedy znakomicie, wstał z desek i od razu zaatakował. Przełamał Hucka i wygrał przed czasem. Zrobił to podręcznikowo.

Ile ty ważysz między walkami?

AB: 90 – 91 kilogramów.

Czyli nie musisz nic zrzucać do walki.

AB: Dokładnie. Tyle ważę naturalnie.

Wiesz, w kategorii cruiser będziesz miał bardzo ciężko, żeby być najlepszym w Polsce, nie mówiąc już dalej. Może warto byłoby pomyśleć o przejściu do wagi półciężkiej i pójść drogą, którą wybrał Tomasz Adamek.

AB: Póki co w ogóle o tym nie myślę. Nie widzę się ani w niższej, ani w wyższej wadze. Moja waga do 90 kilogramów i póki co na pewno w niej będę toczył kolejne pojedynki.

12

Komentarze