Balotelli znowu robi cyrk i jest na wylocie z klubu. Czy ktoś mu jeszcze zaufa?

Są piłkarze, którzy nigdy się nie zmieniają. Grzeczni, tacy jak Robert Lewandowski, nie zostaną nagle bad-boyami. Nie wyobrażamy też sobie, by Zlatan Ibrahimović przestał czuć się królem, czy by Cristiano Ronaldo nagle przestał emocjonować się swoimi słabymi strzałami i błędami kolegów.

Do tego niereformowalnego grona należy też oczywiście Mario Balotelli. Sympatyczny Włoch lubi płatać figle, ale przez to, niestety, marnuje też swój gigantyczny potencjał. Nie będziemy wymieniać wszystkich występków piłkarza OGC Nice, bo nie starczyłoby nam czasu.

Wydawało się jednak, że facet się nieco ogarnął. Wyjazd do Ligue 1 pozwolił mu odżyć jako piłkarzowi, ale przede wszystkim poukładać niektóre sprawy. Choć zdarzało się, że o nim słyszeliśmy, to nie działo się to już tak często. Zapewne duża w tym zasługa Luciena Favre’a, który w nagrodę za wyniki osiągane z tym klubem wrócił do Bundesligi i objął Borussię Dortmund.

Nowy trener nie okazał się dobrym kopniakiem motywacyjnym dla Włocha. Nice zostało objęte przez legendę francuskiej piłki, Patricka Vieirę. Pod jego wodzą, Mario znowu zaczął się opuszczać. Nie trenował zbyt regularnie, został też zawieszony, co w kumulacji sprawiło, że w tym sezonie jego dorobek bramkowy wynosi okrągłe 0.

Do niedawna mogły być to tylko medialne plotki – czy Balotelli zostanie w klubie? Dzisiaj możemy się już tylko zastanawiać czy pożegnanie się z Włochem jest dobrym ruchem dla OGC Nice. Prezes klubu przyznał otwarcie, że nie pozwoli na przedłużenie umowy.

Co więcej, w grę może wchodzić nawet sprzedaż jeszcze zimą. Kontrakt Mario wygasa z końcem sezonu, a działacze chcieliby na nim trochę zarobić.

O to nie będzie tak łatwo. Na kupno niesfornego piłkarza chętnych z wysokiej półki może brakować. Ci z nieco niższej mogą nie mieć wystarczająco dużo pieniędzy, by po niego sięgnąć. Taki transfer to jak gra na ruletce – jeśli się uda dobrze trafić to można mnóstwo zarobić. O utopienie fortuny jest jednak wyjątkowo prosto.

Debiutancki sezon w Ligue 1 był bardzo dobry. 28 meczów i siedemnaście bramek to bilans imponujący. Drugi rok okazał się jeszcze lepszy. W 38 spotkaniach, Balo ukąsił rywali aż 26 razy! Świetne wrażenie zostało zatarte dopiero teraz, gdy Mario od początku sezonu nie zdobył nawet jednego gola! Przez ponad 750 minut zaliczył tylko jedno kluczowe podanie.

To tykająca bomba z opóźnionym zapłonem. Na początku paczka wygląda całkiem fajnie, ale jak wybuchnie to nie ma, czego zbierać. Z tego powodu wielu dyrektorów sportowych na pewno już go skreśliło. Balotelli nie jest już pierwszej młodości – w sierpniu będzie miał na karku już 29 lat, ale nic nie wskazuje, by miał dorosnąć.

Czy to oznacza konieczność rozpoczęcia odcinania kuponów i odkładania na emeryturę? Obawiamy się, że ten moment właśnie nastąpił. Mario odwala cyrk kolejny raz i w poważnej lidze już mu raczej nie zaufają. Czas na wyjazd do Chin lub na Bliski Wschód? Możliwe, że najchętniej zobaczylibyśmy w ostatnim bastionie stosunkowo silnych lig, czyli MLS. To chyba jedyne w miarę poważne rozgrywki, w których mogliby dać szansę Balotellemu.