Balotelli vs Immobile, Everton z Lyonem o wyjście z kryzysu…

Mario Balotelli w ostatnich 7 meczach Nice, w których wystąpił, strzelił 5 bramek. Obejrzał przy tym tyle samo…żółtych kartek, co jak na napastnika jest wynikiem „imponującym”. Czy wychowanek Interu trafi dziś przeciwko będącemu na fali Lazio, w którym szaleje Ciro Immobile? Po drugiej stronie kanału La Manche ostatnią chyba szansę dostanie w Evertonie Ronald Koeman. Zespół z granatowej części Liverpoolu po dwóch kolejkach Ligi Europejskiej ma na koncie zaledwie…jedno oczko.

Mario Balotelli w ostatnich 7 meczach Nice, w których wystąpił, strzelił 5 bramek. Obejrzał przy tym tyle samo…żółtych kartek, co jak na napastnika jest wynikiem „imponującym”. Czy wychowanek Interu trafi dziś przeciwko będącemu na fali Lazio, w którym szaleje Ciro Immobile? Po drugiej stronie kanału La Manche ostatnią chyba szansę dostanie w Evertonie Ronald Koeman. Zespół z granatowej części Liverpoolu po dwóch kolejkach Ligi Europejskiej ma na koncie zaledwie…jedno oczko.

 

Krnąbrny Włoch, znany w równiej mierze z talentu do piłki nożnej i niemądrych pomysłów, odżył w Nicei. W poprzednim sezonie Super Mario zaliczył 15 ligowych trafień, czym pobił swój własny rekord, pochodzący jeszcze z czasów gry w AC Milan. W klubie z południa Francji jest gwiazdą, koledzy grają na niego, a że towarzystwo ma w zespole nie byle jakie, rozgrywki 2018/17 w Ligue 1 zakończyli na miejscu premiowanym grą w eliminacjach do Ligi Mistrzów. I mimo, że tam ulegli Napoli, w Europa League na pewno uważani są za faworytów – może nie do zgarnięcia pełnej puli, ale na awans do ćwierćfinałów stać ich na pewno. Żeby tak się jednak stało, potrzebne są bramki Balotellego. A on, od momentu powrotu do gry po kontuzji, czyli już od ponad miesiąca, strzela je z przyzwoitą regularnością. A wyniki Nicei zmieniły się na lepsze, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Balotelli w formie to klucz do zwycięstw zespołu z Nicei.

Dziś jednak naprzeciwko Mario i spółki stanie rzymskie Lazio, które dopiero co pokonało w hicie Serie A sam Juventus Turyn, i to na wyjeździe. Ogólnie drużyna z błękitnej części Rzymu, oprócz wysokiej porażki z Napoli oraz nieoczekiwanego remisu ze Spal, w tym sezonie tylko i wyłącznie wygrywa, a do kolejnych zwycięstw prowadzi ją będący w strasznym gazie Ciro Immobile. To jego w głównej mierze będą musieli dziś zatrzymać obrońcy Nice. O ile na dziś dzień rywalizacja o scudetto we Włoszech zapowiada się najbardziej interesująco od lat, także dzięki Lazio właśnie, o tyle klub ze stolicy na pewno powalczy także o wygraną w Lidze Europejskiej. Ostatnie wyniki oraz swoisty patent na Juventus świadczy o tym, że podopiecznych Simone Inzaghiego stać na równie wiele, jak w czasach, kiedy sam jeszcze biegał po boisku.

Na ziemi francuskiej zapowiada się na ciekawy pojedynek dwóch włoskich snajperów. Co ciekawe, obaj są w tym samym wieku, natomiast w reprezentacji kraju występuje na dziś dzień tylko Immobile. Kolejni selekcjonerzy Squadra Azzura mają już chyba dość wiecznych problemów wychowawczych z Super Mario i korzystając swego czasu z jego słabszej formy, w 2014 roku zaprzestali powoływania go do kadry. Balotelli strzelać bramki jednak potrafi, a dziś będzie miał świetną okazję ku temu, żeby przypomnieć się szerszej publiczności we własnym kraju.

Kiedyś razem w reprezentacji Włoch, dziś po przeciwnych stronach barykady. Pojedynek Balotelli – Immobile zapowiada się ekscytująco!

Źle się dzieje w Evertonie. Ekipa Ronalda Koemana regularnie zawodzi i zamiast na stałe dołączyć do czołówki stawki bijącej się o podium Premiership, aktualnie zajmuje miejsce zaledwie dwa punkty nad strefą spadkowa. Tak, The Toffees stracili najlepszego strzelca, Romelu Lukaku, ale nie można wszystkiego tłumaczyć nieobecnością belgijskiego snajpera, który wybrał Manchester United. W przeciwnym kierunku, za darmo!, przeniósł się przecież Wayne Rooney, a pieniądze uzyskane z transakcji Lukaku i innych zawodników, plus własne środki, zainwestowano z nawiązką w innych piłkarzy prawie 150 milionów euro! Na razie większość z tych ruchów należy uznać za chybione, Holender nie potrafi tego wszystkiego poukładać, a klub z niebieskiej części Liverpoolu męczy się okrutnie, gdy tylko wychodzi na murawę. I to nie tylko na wyspach, ale i w rozgrywkach europejskich, gdzie mierzy się, zdawałoby się, z mniej wymagającymi rywalami. I nawet gdy po serii czterech porażek z rzędu, bez strzelonego gola, pojawiło się światełko w tunelu, w postaci wygranej w Pucharze Ligi oraz w lidze z Bournemouth, od trzech spotkań podopieczni Ronalda Koemana znów nie potrafią wygrać. A remis na Goodison Park z cypryjskim Apollonem uznano wręcz za kompromitację. A że w pierwszej kolejce Ligi Europejskiej Everton przegrał 0:3 z Atalantą, jego sytuacja w tabeli grupy E jest obecnie nieciekawa. Dziś po prostu trzeba wygrać z Lyonem!

Czarne chmury wiszą nad Roneldem Koemanem, managerem Evertonu…

Szczęście liverpoolczyków polega na tym, że w ich grupie mniej prestiżowego z europejskich pucharów padły jak dotychczas aż trzy remisy w czterech meczach, więc różnice punktowe są bardzo niewielkie. Poza tym dzisiejszy rywal The Toffees, czyli Olympique, także gra w kratkę i raczej rozczarowuje swoich kibiców, zamiast dawać im powody do radości. Co prawda w ostatniej kolejce ligowej najbardziej utytułowany klub francuski pierwszej dekady XXI wieku pokonał aktualnego mistrza kraju, Monaco 3:2, ale wcześniej, przez miesiąc nie odniósł ani jednego zwycięstwa w pięciu spotkaniach! Co prawda w większości z nich dzielił się punktami z rywalami, ale nie zmienia to faktu, że Lyon jest pod formą. Jeśli podopieczni Bruno Genesio chcą pokazać, że nie tylko stać ich na zbudowanie passy zwycięstw, ale są zainteresowani także czymś więcej niż wyjściem z grupy w Lidze Europejskiej, pokonanie znajdującego się w kryzysie Evertonu byłoby ku temu najlepszą okazją. Dziś jeden z tych zespołów przełamie się. Porażka lub podział punktów będzie oznaczał dalsze tkwienie uznanych firm w marazmie.