Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Balonik pękł z hukiem. Stoch czwarty, Hula piąty w wietrznej loterii olimpijskiej

Niestety, nie ma medalu dla Polski po pierwszym olimpijskim konkursie skoków narciarskich na skoczni średniej. Polacy podczas bardzo loteryjnego konkursu przegrali z wiatrem, warunkami atmosferycznymi oraz ogromnymi oczekiwaniami. Szkoda tym bardziej, że po pierwszej serii dwóch Biało-czerwonych otwierało stawkę.

Z tym pierwszym konkursem olimpijskim, na średniej skoczni, zawsze jest dziwna historia. Jeśli by szukać analogii do innych dyscyplin sportu, porównalibyśmy to z lekkoatletycznym sprintem. Zawodnik biega cały sezon na 100 metrów (skocznie duże) i od czasu do czasu na 200 metrów (obiekty mamucie), natomiast podczas najważniejszego startu cyklu czteroletniego musi ścigać się na dystansie 60 metrów. Tam liczy się przede wszystkim świetny start (wyjście z progu), ponieważ na dystansie trudno już odrobić ewentualne błędy i straty. Tutaj liczy się dynamit w nogach i nienaganny styl. Tak się przynajmniej wydawało, bo dziś okazało się, że trzeba mieć masę szczęścia…

Oczywiście wszyscy zdawali sobie sprawę, jak wielkie nadzieje ze startami Kamila Stocha i jego kolegów wiązali wszyscy kibice w Polsce. A presja tylko rosła wraz z kolejnymi oddawanymi próbami, ponieważ Biało-czerwoni skakali z wysokimi numerami.

Początkowo na skoczni nie działo się nic interesującego, a granicę 100 metrów jako pierwszy przekroczył dopiero piętnasty na liście startowej Bułgar Zograwski, który osiągnął 101,5 metra. Jako pierwszy punkt konstrukcyjny skoczni, czyli równe 109 metrów zaliczył skaczący w środku stawki Amerykanin Kelvin Bickner. Szyki organizatorom i zawodnikom raz po raz krzyżował silny wiatr. Konkurs od samego początku był bardzo nerwowy i rwany.

Jako pierwszy z Polaków, a 34. w konkursie skakał Maciej Kot. 99 metrów z obniżonej po pierwszych 30 skokach belki dało mu co prawda miejsce w drugiej serii, ale bez nadziei na nic więcej. Kapitalnie za to spisał się Stefan Hula, który w trudnych warunkach wylądował na 111 metrze i objął prowadzenie w konkursie. Jury nieco przestraszyło się tej świetnej próby i skróciło rozbieg. Niestety fatalnie spisał się skaczący chwilę później Dawid Kubacki. Nasz reprezentant, który po treningach i kwalifikacjach zdawał się pretendować nawet do medalu, nie zdołał nawet zakwalifikować się do drugiej serii… Próby kolejnych skoczków również przynosiły głównie większe lub mniejsze rozczarowania, chociaż nieźle spisali się faworyci: Forfang, Wellinger, Freitag i Kraft. W końcu przyszła kolej na Kamila Stocha. Druga lokata, ex aequo z Norwegiem. Dwóch Polaków na czele loteryjnego konkursu olimpijskiego w Pjongczang – właśnie takiego początku Igrzysk wszyscy w Polsce oczekiwaliśmy.

Bądźmy szczerzy – w Polsce nikogo nie interesowała pierwsza dziesiątka zawodników startujących w serii finałowej. Wszyscy czekali na próbę Macieja Kota, ale przede wszystkim na ścisłą czołówkę i bezpośrednią walkę o medale. Nie można było jednak nie odnotować kapitalnego, najdłuższego na ten moment w konkursie skoku Petera Prevca. Przeskoczył tym samym kilkunastu skoczków, w tym naszego Macieja Kota, który uzyskał 102 metry. Wyprzedził go dopiero Daniel Andre Tande, który po pierwszej serii był dwunasty.

Im dłużej trwał konkurs, tym bardziej przeszkadzał w jego prowadzeniu porywisty wiatr. Podmuchy dochodzące nawet do 5 metrów na sekundę bardzo przeciągały w czasie kolejne próby.

Chyba pięciokrotnie na belkę wchodził i z niej schodził czterokrotny mistrz olimpijski Simon Ammann. Po kilkunastu minutach w końcu oddał przyzwoity skok, a po nim świetnie, aż 113.5 metra zaliczył Robert Johansson, który wyrównał rekord skoczni i wskoczył na pozycję lidera. Czterech kolejnych skoczków nie dało rady wyprzedzić Norwega, udało się to dopiero Andreasowi Wellingerowi, który uzyskał tą samą odległość. Richard Freitag? Słabiej. Forfang? Tuż za Niemcem. Stoch? Niestety również gorzej. 105.5 metra nie dało medalu mistrzowi olimpijskiemu z Soczi. Hula chwilę później skoczył idealnie tyle samo co swój przyjaciel, z którym przegrał o półpunktu. Polacy tuż za podium: Kamil Stoch czwarty, Stefan Hula zakończył zawody na piątym miejscu. Podium? Złoto – Wellinger, srebro – Forfang, brąz – Johansson.

Kubeł zimnej wody na rozgrzane głowy polskich skoczków i kibiców po pierwszym z trzech konkursów podczas Igrzysk Olimpijskich. Wszyscy liczyli na więcej, chociaż biorąc pod uwagę warunki na skoczni oraz wszystko to, co działo się podczas TRWAJĄCEGO 3 GODZINY konkursu, trzeba przyznać, że Biało-czerwonym zabrakło po prostu odrobinę szczęścia.

Odbijemy sobie na dużej skoczni – zakończył swoją wypowiedź przed ekranami telewizyjnymi Stefan Hula. 

I tego się trzymajmy – kolejne emocje związane ze skokami na Igrzyskach Olimpijskich w przyszły weekend.