Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Atmosfery sportowego święta nie da się kupić

Zimowe Igrzyska Olimpijskie nie należą do najbardziej medialnych wydarzeń sportowych świata. Więcej kibiców przed telewizorami, według różnych źródeł, gromadzi między innymi Mundial, letnie Igrzyska, Puchar Świata w rugby czy kolarski Tour de France. To wciąż jednak ścisła czołówka i dla kraju-gospodarza organizacja tej imprezy powinna być prawdziwym świętem. Jak widzimy po trybunach niektórych konkurencji rozgrywanych w Pjongczang – nie jest.

Wszyscy znamy idee, które przyświecały baronowi de Coubertin, kiedy do życia, na przełomie XIX i XX wieku powoływał nowożytne Igrzyska Olimpijskie. Idea rywalizacji w duchu fair play, porozumienie ponad podziałami za pomocą sportu, krzewienie szeroko rozumianej kultury fizycznej. Popularyzacja sportu, zarażanie nim coraz szerszej rzeszy ludzi. Wiadomo. Tym czasem podczas imprezy w Pjongczang trybuny często świecą pustkami. Dlaczego?

Tradycja

Podczas wyboru krajów – gospodarzy Igrzysk Olimpijskich trzeba brać pod uwagę kilka czynników. Oczywiście w przypadku Igrzysk zimowych, zdecydowanie bardziej specyficznych,ważne są przede wszystkim  uwarunkowania klimatyczne, ale i tradycje danego państwa jeśli chodzi o zimowo-lodową rywalizację. Przyjrzyjmy się gospodarzom ostatnich imprez: Rosja – jako spadkobierca ZSRR – drugie miejsce w tabeli medalowej wszechczasów, Kanada – miejsce piąte, Włochy – miejsce dziesiąte, Alpy, narty i te sprawy – wiadomo, USA – miejsce czwarte, Japonia – troszkę niżej, Francja, Norwegia – znów ścisła czołówka. Jak na tym tle wygląda aktualny gospodarz, Korea Południowa? Otóż naprawdę korzystnie, a to za sprawą zawodników uprawiających short-track. Praktycznie wszystkie krążki, dające Korei 13 miejsce w klasyfikacji medalowej ZIO dali tej nacji łyżwiarze szybcy na torze krótkim. Narciarzy jest tutaj natomiast jak na lekarstwo. I to zdaje się tłumaczyć puste krzesełka na trybunach w niektórych konkurencjach.

Ceremonia medalowa, a z tyłu puste trybuny – takich obrazków w Pjongczang mamy dużo. Za dużo. /fot.  PressFocus

Kultura kibicowania

Polacy najwyraźniej odczuli to podczas konkursu skoków na obiekcie średnim. Dla gospodarzy te zawody skończyły się właściwie wraz z…pierwszym skokiem zawodów, oddanym przez reprezentanta Korei, Seou Choia. Gdy jasnym się stało, że miejscowy skoczek nie zakwalifikuje się do serii finałowej, lokalni kibice tłumnie zaczęli opuszczać arenę zmagań. Prawda, że konkurs ciągnął się w nieskończoność, że było już po północy, że było strasznie zimno. Ale wyobrażacie sobie konkurs w Zakopanem, podczas którego z pod Wielkiej Krokwi znikają polscy kibice, gdy odpada Kamil Stoch? Co prawda trudno wyobrazić sobie sytuację, w której wszyscy nasi reprezentanci kończą zawody po pierwszej serii, ale wciąż wydaje mi się, że ogrom fanów skoków pozostałaby i dopingował pozostałych zawodnikom. Może się mylę, ale chyba naprawdę, jako nacja, potrafimy docenić sportowy wyczyn. Tak było cztery lata temu w Soczi, a wcześniej w Salt Like City, Lillehammer, Vancouver, Turynie czy Nagano. Tym czasem w Pjongczang, podobnie jak pod skocznią olimpijską, było także na trybunach podczas biegów narciarskich, zjazdów i jeszcze kilku innych arenach zmagań. Szkoda.

Rozwój cywilizacji

Każda impreza sportowa na żywo wygląda lepiej, niż w telewizji. Nawet kiedy pozbawieni jesteśmy powtórek, fachowego komentarza, obrazu z kilkunastu kamer  i wszelkich dobrodziejstw płynących wraz z transmisją, unikalna atmosfera wynikająca z obcowania ze sportem, cała otoczka wydarzenia, możliwość użycia wszystkich zmysłów zawsze będzie w moim odczuciu bardziej wartościowa. Ale nie każdy tak uważa. Zauważyłem, że coraz częściej, mając okazję obejrzeć dane wydarzenie na żywo, bo ktoś akurat może „załatwić bilety”, ludzie i tak wybierają telewizję. Bo nie trzeba jechać. Bo ciepło. Bo można się napić piwa. Bo nie ma tłumów. Bo łatwiej.

Znowu ten sam obrazek: radość na pierwszym planie, na drugim – puste krzesełka / fot. PressFocus

Korea Południowa należy do krajów daleko rozwiniętych, nieporównywalnie bardziej niż na przykład Polska. Pjongczang to z kolei mała miejscowość, licząca sobie niespełna 45 tysięcy mieszkańców, bez rozbudowanej bazy hotelowej. Z Seulu jedzie się tam około dwóch godzin. Być może Koreańczykom się po prostu…nie chce. Skoro „nasi” nie startują, to lepiej zostać w domu, zaoszczędzić czas na dojazd i kilka wonów (koreańska waluta), a wszystko obejrzeć z pozycji wygodnego, domowego fotela?

Pamiętam, jak Jacek Bąk, który grał kiedyś w piłkarskiej lidze Kataru, opowiadał, że tamtejsi kibice nie chodzą na mecze, bo za gorąco. A jak na spotkanie w krajowym pucharze przyjechał ważny szejk, trzeba było ludzi ściągać na trybuny…płacąc im za przyjście kilkaset dolarów. I losując samochody. Pewnie myślicie, że stadiony wypełniały się wówczas do ostatniego miejsca? Gdzie tam… Może mamy tu podobny przypadek?

Nie wszędzie jest dramat

Oczywiście nie wszystkie areny olimpijskie świecą pustkami. Koreańczycy dopingują swoim między innymi podczas zawodów short-tracku, ponieważ tam mają reprezentantów, którzy liczę się w walce o medale. W sobotę po złoto sięgnął Hyojun Lim, a do rozdania zostało jeszcze kilka kompletów krążków w tej konkurencji. Ciekawe, jak będzie w przypadku startującej w turnieju hokeja reprezentacji gospodarzy, która dziś o 13.10 czasu Polskiego rozpocznie rywalizację meczem z Czechami? Czy szybko się zniechęcą? Póki co furorę na trybunach robią koreańskie cheerleaderki, wspierające zawodników na niektórych arenach. Jednak zastęp wyselekcjonowanych dziewczyn został tu sprowadzony specjalnie z…Korei Północnej. To oczko w głowie Kim Dzong Una…

Kraków? Zakopane?

Co kilka lat do rywalizacji o organizację Zimowych Igrzysk stają Polacy. To Kraków, to Zakopane. Wiadomo, nie mamy infrastruktury, tradycje i osiągnięcia co najwyżej średnie, aktualny poziom sportowy także nie ten, co trzeba. Zakopianka zakorkowana przez ponad dwa tygodnie imprezy oraz kilka miesięcy przed jej rozpoczęciem i po jej zakończeniu. I tak dalej. Tak to widzę. Jednocześnie wydaje mi się, że mimo tych ułomności, z naszą słynną gościnnością, z naszym zamiłowaniem do sportu, z naszym organizatorskim drygiem, bylibyśmy w stanie zrobić lepsze Igrzyska niż Koreańczycy. A na pewno nie gorsze…

Jedno jest pewne. Za cztery lata Zimowe Igrzyska Olimpijskie zorganizują Chińczycy, a impreza odbędzie się w Pekinie. Znając tamtejsze podejście do sprawy, o pustych trybunach i braku dopingu mowy nie będzie. Tak jak w 2008 roku wszystko, także kwestia kibicowania, będzie dopięte na ostatni guzik…

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.