Atletico ma problem. Gwiazdor odmówił udziału w treningu

Najpierw wszczęto wobec niego wewnątrzklubowe postępowanie dyscyplinarne, następnie on sam odmówił wyjścia na trening, co też będzie miało swoje konsekwencje - wydaje się, że dni Diego Costy w stolicy Hiszpanii znów są policzone...

Wszystko zaczęło się od meczu, który ostatecznie pozbawił Atletico szans na mistrzowski tytuł. W 28. minucie meczu z Barceloną Diego Costa wyleciał z boiska. – Sr*m na twoją pierd*loną matkę – powiedział do arbitra Gila Manzano i zasłużenie obejrzał czerwoną kartkę. Wiele o sytuacji mówi też fakt, że za swoim piłkarzem murem nie stanął też ten, który zwykle balansuje na granicy kontrowersji i dałby się pokroić za swoich podopiecznych. Tym razem przyznał rację arbitrowi tego spotkania: – Jeśli Diego Costa naprawdę tak powiedział to usunięcie go z gry było słuszną decyzją sędziego – powiedział po meczu Diego Simeone.

Napastnik dostał osiem meczów zawieszenia i karę finansową od La Liga. To zrozumiał, natomiast wściekł się o to, że dodatkowo swoje postępowanie wytoczył mu sam klub z Madrytu.

Wewnętrzne rozpatrzenie sprawy z meczu z Barceloną, które było następstwem kary nałożonej na Costę przez komisję dyscyplinarną ligi hiszpańskiej, wydawało się naturalną koleją rzeczy. Napastnik Rojiblancos zdenerwował się jednak na tyle, że na wieść o postępowaniu postanowił odmówić udziału w treningu drużyny. „AS” spekuluje, że to oznacza jego – drugie już pożegnanie Costy z drużyną Simeone, a także rozejrzenie się za ofertami z Chin.

Wiadomo, jak dobrym napastnikiem i jak świetnie pasującym do charakteru drużyny Rojiblancos jest Hiszpan z brazylijskimi korzeniami. Simeone również zdaje sobie z tego sprawę doskonale, inaczej nie ściągałby go ponownie do Atletico.

Pewnych rzeczy jednak tolerować nie można, a jedną z nich z pewnością jest strajk piłkarza. Klub oficjalnie poinformował, że ze zdrowiem Costy jest wszystko w porządku i jego absencja na treningu nie jest wymuszona.

Wystawienie go na listę transferową jest po tych zdarzeniach bardzo prawdopodobne i potwierdza to hiszpański „AS”. Kibice Rojiblancos mogą żałować, bo o ile udało się w znakomity sposób zastąpić Fernando Torresa, Davida Villę, Sergio Aguero, Diego Forlana czy Radamela Falcao, tak odejście Diego Costy do Chelsea zostawiło lukę, którą zapełnił on sam, wracając do Madrytu.

W tym sezonie zagrał 21 razy, zdobył jednak tylko pięć bramek i dołożył do tego trzy asysty. Ma już 30 lat, więc świata raczej nie podbije. Może natomiast powalczyć o jeden z ostatnich, bardzo lukratywnych kontraktów w karierze. Szkoda, bo liczyliśmy na większe fajerwerki po jego powrocie. Niewiele jest rzeczy, które pasują do siebie tak bardzo, jak Diego Costa w drużynie Diego Simeone…