Gdyby wszyscy kibice Wisły Kraków mieli przelać swoje myśli na papier, najczęściej powtarzanymi dwoma słowami byłyby „Głowa” i „wróć”. I to pomimo faktu, że Arkadiusza Głowackiego w pierwszym składzie w rundzie wiosennej zastępuje Zoran Arsenić, który przecież strzelił w meczu z Arką Gdynia dwie, bardzo ważne i dające trzy punkty bramki.

Można narzekać po tym spotkaniu na frekwencję, poziom prezentowany przez niektórych piłkarzy (i bramkarza) czy niską temperaturę, ale na pewno nie można grymasić na poziom emocji. Przy Reymonta szala zwycięstwa przechylała się na obie strony jak piłka ping-pongowa na mistrzostwach Azji w tenisie stołowym. Do ostatniego gwizdka sędziego Szymona Marciniaka nie było wiadomo, kto ostatecznie wyszarpie zwycięstwo. Chociaż trzy punkty zgarnęła Wisła, to Arka przegrała ten mecz sama ze sobą. Konkretnie, z własnym bramkarzem.

Steinbors – Arka 4:2

Raczej to nie jest dzień, w którym można poprosić Steinborsa o potrzymanie wazonu – zażartował na Twitterze Andrzej Twarowski i nie był to jedyny satyryczny komentarz, który pojawił się w ciągu tego spotkania na temat bramkarza gdynian. Gdy ktoś pierwszy raz zobaczył Łotysza w akcji, mógł umieścić jego nazwisko po wiosennych kolejkach na tej samej półce, co Thomasa Dahne, Dariusza Trelę czy Zorana Alomerovicia.

Słowa „Steinbors” i „ręcznik” nie są jednak synonimami. Runda jesienna w wykonaniu 33-letniego golkipera była fenomenalna. Tak pisaliśmy o nim w rankingu „20 najlepszych jesienią piłkarzy Ekstraklasy”, w którym zajął ósme miejsce: „Kozak w bramce Arki Gdynia i najlepszy bramkarz ligi. Chociaż o jedno czyste konto zanotował Arkadiusz Malarz, przed dużo trudniejszym zadaniem stanął doświadczony golkiper żółto-niebieskich. 32-latek w procencie obronionych strzałów, czyli w najważniejszej dla strzegących bramki zawodników, jest na pierwszym miejscu z wynikiem 80% udanych obron. Najlepiej gra także nogami (88% celnych podań), skutecznie na przedpolu. Niesamowita metamorfoza: od ławki na wiosnę i kompromitujących występów, chociażby w półfinale z Wigrami, do miana najlepszego golkipera ligi jesienią mimo ogromnej konkurencji. Życiowa forma Łotysza”.

Dziś był fatalny. Był gorszy niż zwyczajowo przywoływany w takich przypadkach ręcznik, bo on piłkarzom Wisły nie dość, że nie przeszkadzał, to jeszcze asystował. Strzał Jesusa Imaza był silny i celny, ale do wybronienia. Steibors zamiast bezpiecznie i spokojnie wybić piłkę, postanowił odganiać muchy. Przy innej bramce…

Na stadionie przy Reymonta zaistniała ciekawa statystyka: bramkarz drużyny Leszka Ojrzyńskiego zawalił cztery bramki, a Wisła strzeliła trzy. Łotysz nie popisał się nawet przy bramce, która nie została uznana po weryfikacji przez system VAR. Szymon Marciniak anulował po konsultacji z video-asystentami trafienie Carlitosa, który był na minimalnym spalonym. VAR ma to do siebie, że milimetry wygrywają z „promowaniem gry ofensywnej”, ale kibice z Krakowa mogą się cieszyć dzięki temu ze zwycięstwa z czystym sumieniem..

Zwycięzców się nie sądzi?

Jeżeli jednak piłkarze z Białą Gwiazdą na piersi stanęliby przed kibicowskim sądem ostatecznym, na pewno musieliby się tłumaczyć z gry defensywnej. Gdybyśmy mieli zilustrować postawę obrońców gospodarzy jednym obrazkiem, z pewnością byłoby to zachowanie przy bramce Michałą Marcjanika.

Brakowało Arka Głowackiego nie tylko jako piłkarza, ale i jego wpływu na kolegów z formacji obronnej i spokoju, jaki gwarantował w tyłach wiślackiej drużyny. Niewiele można zarzucić ofensywnie, która strzela trzy bramki, a dla wielu: nawet cztery. Choć zdecydowanie brakuje kogoś, kto wspomógłby Carlitosa nie tylko na skrzydłach, na które Hiszpan często schodzi. Szkoda kontuzji Ondraska i Brożka. Napastnik wydaje się naturalną pozycją numer 1 na liście potrzeb transferowych latem. Mitrović rozczarował.

W Arce nie spodobało nam się potraktowanie Grzegorza Piesio, który meczu życia nie rozgrywał, ale nie grał też na tyle źle, by dostać „wędkę” pięć minut przed przerwą. Jego drużyna wygrywała 1:0, a te kilkaset sekund nie zmieniłoby ani obrazu gry, ani sytuacji żółto-niebieskich. Jeśli Ojrzyński zdecydował się na skrzydłowego, powinien do przerwy wytrwać. Nie ma różnicy między zmianą w 5. czy 85. minucie? Tak powiedzieć mogą tylko ci, którzy nigdy nie grali w piłkę. A już na pewno nie ci, którzy zostali zdjęci przed zmianą strona.

Z przyjemnością patrzyło się natomiast na Pola Lloncha. W „Przeglądzie Sportowym” Michał Trela napisał na nim oparł tekst przedmeczowy i trafił w dziesiątkę. „Pirania wróciła”, mogli powiedzieć z ulgą kibice Białej Gwiazdy przy kolejnym odbiorze zawodnika grającego z „siódemką” na plecach. Był jak bulterier, jak wściekły byk, jak Tommy Lee Jones w „Ściganym”. Genialny występ środkowego pomocnika.

Jeśli do skutku dojdzie wypożyczenie Petara Brleka (obserwował spotkanie z Arką na loży VIP w towarzystwie Manuela Junco), a do zdrowia wróci Vullnet Basha – Wisła może być spokojna o środek pola. Zdecydowanie bardziej niż o trzy punkty w sobotnim spotkaniu.

Bartłomiej Stańdo

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem