Arsenal wyciąga gwiazdę z chińskiego niebytu. Podbije Premier League?

Zawsze szkoda, gdy młody i bardzo uzdolniony piłkarz w najważniejszym momencie swojej kariery nie wybiera ścieżki rozwoju piłkarskiego, a mogące zawrócić w głowie sumy pieniężne. Zawsze cieszy, gdy z raju finansowego, ale niekoniecznie piłkarskiego "wraca do żywych". Tak, jak prawdopodobnie Yannick Carrasco, który jest bardzo blisko Arsenalu. 

Dziwnych ruchów transferowych w piłce nożnej nie brakowało nigdy. Kierunek chiński wybierało wielu piłkarzy. Taki Paulinho: nie przebił się w Tottenhamie, wyjechał do Chin, skąd trafił… do Barcelony. To wzbudziło kontrowersje, tak jak fakt, że się sprawdził, zagrał dobry mundial i… znów trafił do Chin! W obu przypadkach za kilkadziesiąt milionów euro.

Brazylijczyka można było jednak zrozumieć. Miał swoje lata, a jeśli zaczynałeś na Litwie czy w Ekstraklasie – nic dziwnego, że na koniec chcesz wycisnąć karierę jak cytrynę. Ale Carrasco?

W wieku 22 lat zadebiutował w silnej reprezentacji Belgii i stał się jej ważną postacią. Wcześniej poprowadził Monaco (jako 19-latek!) do awansu do Ligue 1, w której zagrał dwa niezłe sezony. Był rozchwytywany na rynku transferowym, bardzo chciał mieć go u siebie choćby Diego Siemone, który szykował się na ponowny podbój Europy.

Cel zrealizował za niemal 25 milionów euro. Młodego skrzydłowego wprowadzał do drużyny umiejętnie, ale i z dużą wiarą w jego rozwój. Nieprzypadkowo Belg przejął „dziesiątkę” po Ardzie Turanie, a odwdzięczył się choćby bramką na 1:1 w finale Ligi Mistrzów z Realem Madryt, który to finał Rojiblancos przegrali dopiero po serii rzutów karnych.

Carrasco rósł jednak z sezonu na sezon, a w tym drugim spędzonym w Madrycie ustrzelił nawet dwucyfrową liczbę bramek. Początek trzeciego miał niezły (trzy bramki i dwie asysty w sześciu kolejkach), ale później kontuzja kolana nieco wyhamowała jego minuty na placu gry. Wartość rynkowa reprezentanta Belgii wciąż jednak rosła. Transfermarkt wyceniał 23-latka na 40 milionów euro.

Wtedy podjął jednak dość irracjonalną decyzję: tuż przed wkroczeniem w najlepszy dla piłkarza wiek  postanowił przenieść się do Chin. Raczej nie dla kultury, klimatu czy kuchni…

To żaden wstyd. Każdy musi zarobić. Nie tylko na chleb, ale także na rozrywki nocne czy kurs tajskiego boksu. Życie futbolisty jest krótkie, a podczas tych kilku lat trzeba się ustawić na kilkadziesiąt następnych. Mieć środki na inwestycje po zakończeniu kariery, ewentualnie: mieć co przejeść. Normalne. Jego życie, jego kariera, jego decyzje – jego sprawa.

Nie można się jednak oprzeć wrażeniu, że dziś byłby lepszym piłkarzem, gdyby wybrał rozgrywki na ciut większym poziomie. Jasne, w Chinach grają lub grali Oscar, Bakambu, Hulk, Alex Teixeira, Ramires, Gaitan, Obi Mikel, Lavezzi, Mascherano czy Hernanes, ale to nie jest poziom adekwatny do potencjału, jaki miał Carrasco.

I wciąż ma, bo wciąż jest piłkarzem młodym, któremu 1,5 roku w Chinach nie zabrało umiejętności gry w piłkę. Raczej nie pomogło w rozwoju, prędzej zaszkodziło – ale 25-latkowi daleko do emerytury, a blisko do szczytu formy.

Być może uda się go osiągnąć w barwach Arsenalu?

„Kanonierzy” chcą go wyciągnąć z Chin za około 25 milionów funtów. Wygląda to na dobrą okazję – kto wie, czy Carrasco nie wystarczy tylko nieco odkurzyć, dać popracować na najwyższych obrotach i cieszyć się z przeceny świetnego piłkarza.