Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Arabia Saudyjska jak San Marino. Skąd oni się tam wzięli?

Czekaliśmy na ten mecz. Odliczaliśmy dni, potem godziny, pomimo tego, że nie mieliśmy prawa oczekiwać widowiska na poziomie finału Ligi Mistrzów. Rozum podpowiadał, że wygra Rosja, ale serce dawało pole manewru do wiary w dzielnych Saudyjczyków. Tym razem jednak rozum wysadził serce w powietrze. Oglądaliśmy drużynę, która sprawiała wrażenie, jakby na mistrzostwa świata dostała się nie przez umiejętności, a jakiś dziwny układ.

Pierwsze minuty były zabawne. Goście ruszyli odważnie do przodu, ale wyglądali śmiesznie i nieporadnie. Sprawiali wrażenie, jakby do tej pory kopali piłkę na orlikach. Jakby byli podpięci pod 500V, kompletnie sparaliżowani. Niedokładne podania, nonszalancja, rozstrzepanie. Ochłoną, rozkręcą się – pomyśleliśmy. I wtedy padła pierwsza bramka, która okazała się ciosem nokautującym.

Organizacja gry, panowanie nad piłką, ustawianie się. Piłkarzom z Arabii Saudyjskiej nie wychodziło dziś absolutnie nic, chociaż „nie wychodziło” brzmi trochę jak niezasłużony komplement. To nie była seria wpadek. To nie były też indywidualne błędy. Oni po prostu nie dorośli do poziomu mundialu. Rosjanie wygrali pewnie, pięć do zera, ale przeciwnicy zostawiali im tyle miejsca, że gospodarze spokojnie mogliby wylądować tam Boeingiem.

Nikt po Arabii Saudyjskiej nie spodziewał się pięknych akcji czy technicznych fajerwerków, ale serca, woli walki już na pewno tak. Zabrakło i tego. Gdyby przeciwko Rosji zagrała dziś reprezentacja San Marino – wynik byłby podobny. W sumie w pewnym momencie można było się zastanawiać czy piłkarze z małego państewka aby trochę się nie opalili i nie przebrali w zielone koszulki. Poziom? Bardzo podobny i nie ma w tym wielkiej przesady.

Można cieszyć się bramkami. Cieszyć się okazałym wynikiem na dzień dobry, ale z drugiej strony czujemy jakiś dziwny niesmak, że drużyna tego pokroju w ogóle znalazła się na finałach mistrzostw świata. Już po pół godziny wniosek był jeden – na 90 procent wrócą do domu już po fazie grupowej z zerem punktów. Dziś możemy postawić wszystkie pieniądze na to, że dwa kolejne spotkania również przegrają.

Znamienici eksperci miesiącami tłukli nam do głów, że na mundialu nie ma słabych drużyn. Mylili się – przynajmniej jedna z nich już zdążyła się odmeldować. A Rosjanie mogą się cieszyć, bo gorszej ekipy na początek nie mogli sobie wymarzyć.