Andrea Anastasi: Polska i Francja mają duże szanse

Doprawdy niewielu jest szkoleniowców, którzy lepiej potrafiliby się wczuć w aktualną sytuację trenera Ferdinando De Giorgi niż jego rodak, Andrea Anastasi. 56-letni Włoch prowadził polską reprezentację narodową w latach 2011-2013. Zdobył z nią Ligę Światową, wystartował w Igrzyskach Olimpijskich w Londynie, a współpracę zakończył…nieudanym występem w Mistrzostwach Europy. Od trzech lat prowadzi zespół Lotosu Trefla Gdańsk, a w Polsce czuje się świetnie. Z Andreą rozmawialiśmy o presji związanej z prowadzeniem naszej kadry narodowej, nadchodzącym turnieju Eurovolley 2017 oraz nie zawsze zrozumiałych decyzjach światowej federacji siatkarskiej. Zapraszamy!

 

Chciałem z trenerem porozmawiać głównie o Mistrzostwach Europy, ale z kurtuazji spytam się także o przygotowania do nowego sezonu, które Lotos Trefl Gdańsk rozpoczął w zeszłym tygodniu.

Andrea Anastasi: Po zakończeniu poprzedniego sezonu każdy zawodnik dostał indywidualny program treningowy, zrobiliśmy także testy, które powtórzyliśmy także teraz. Wyszły dobrze. Oczywiście są gracze, tacy jak Mateusz Mika powracający po operacji,  który ma swój własny plan zajęć, ale jeśli mam być szczery, jestem bardzo zadowolony.

Nasza liga przeszła kolejną reformę. To dobrze?

AA: Tak! Nawet nie chodzi o mniejszą ilość spotkań, ale o fazę play off z udziałem 6 drużyn. W poprzednim sezonie było bardzo ciężko walczyć o play off, nie tylko dla nas, ale i wielu innych zespołów. To fajnie, że będziemy mieli o co walczyć. Jaki sens ma walka o 7 czy 9 miejsce? Jaki jest w tym interes klubu? Teraz będzie walka o tą szóstkę, a jest 8, może 10 zespołów, które będą tym zainteresowane. Dzięki temu będzie rywalizacja, tym bardziej, że dwie drużyny będą spadać. A ostatnio? Po co graliśmy z Radomiem o 7 miejsce? Po co? Co za różnica? W takim meczu nie ma emocji. Emocje będą w walce o czołową szóstkę. Jeśli się nie uda, to będzie sportowa złość i chęć rewanżu. Taka jest moja opinia i cieszę się, że władze PlusLigi podjęły decyzję o zmianie. Poza tym drużyn było za dużo, a dochodziły jeszcze kluby grające w pucharach, część zawodników występowała w reprezentacjach swoich krajów. Dlatego zespoły rezygnowały z udziału w Challenge Cup albo Pucharze CEV. Kiedy jest za dużo spotkań, kibice też nie przyjdą za każdym razem na mecz. Będą wybierać.

Wcześniej wspomniał trener o Mateuszu Mice. Zawodnik podjął trudną decyzję o rezygnacji z sezonu reprezentacyjnego w tym roku, ale to chyba była jedyna słuszna decyzja.

AA: Gdyby wybrał reprezentację, jego problem pozostałby nierozwiązany. Zresztą on sam przyznawał, że pod koniec sezonu prezentował się słabiej, bo nie mógł skakać, nie mógł trenować. Mówiłem mu wiele razy: do ciebie należy decyzja co chcesz zrobić z dalszą częścią swojej kariery. Mógłby dalej grać w reprezentacji, potem odpocząć i zagrać w turnieju, ale to strata czasu, bo problem zostałby nierozwiązany.

Tym czasem skończył trenować w kwietniu, następnie przeszedł operacje i rehabilitację. Od tego momentu cały czas intensywnie pracuje z naszym fizjoterapeutą. Teraz trenuje z nami, chociaż jeszcze nie skacze. Wolimy poczekać jeszcze kilkanaście dni, nie chcemy niczego przyspieszać. Na razie wszystko jest na dobrej drodze.

Nieobecność Mateusza w kadrze będzie ogromną stratą dla reprezentacji Polski podczas Mistrzostw Europy. Czego się spodziewasz po tym turnieju?

AA: Co do Mateusza, to moim zdaniem jest jednym z najlepszych zawodników na świecie na swojej pozycji, o ile jest zdrowy oczywiście. Brakuje też Piotra Nowakowskiego. Nie wiem prawdę mówiąc, jaka jest aktualnie sytuacja w waszej kadrze, bo tego za bardzo nie śledzę. Pewnie więcej dowiemy się po memoriale Huberta Wagnera. Szkoda, że prawdopodobnie nie zobaczę go na żywo, tylko na powtórkach. Ciekawe, jaki jest pomysł Ferdinando de Giorgi na tę drużynę. Uważam, że to wciąż bardzo mocny zespół, ale nie jest obecnie na europejskim szczycie. Ostatnią wielką imprezę, czyli Ligę Światową wygrała Francja, która jest w świetnej formie. Jest dużo świetnych drużyn. Polska już na otwarcie mistrzostw, na Stadionie Narodowym w Warszawie zmierzy się z Serbią i nikt nie wie, co się stanie. Serbia przyjedzie odmieniona, po słabej grze w Lidze Światowej, Nikola Grbić z pewnością był zły za taką grę. Oczywiście do tego wszystkiego dojdzie presja…

Miałem cię o to spytać później, ale skoro już wspomniałeś… Mało kto wie tyle o presji, jaka ciąży na trenerze reprezentacji Polski podczas turnieju w Polsce co trener. 4 lata temu, po przegranym meczu barażowym z Bułgarią 2:3 trener siedział w tej samej sali konferencyjnej Ergo Areny w której znajdujemy się teraz. Był trener wówczas bardzo zawiedziony.

AA: Najbardziej obawiam się o zawodników. Codziennie czytają gazety, artykuły w internecie, oglądają programy w Polsacie i słuchają opinii, które tam padają. Niekiedy z ust ludzi, którzy się nie znają na siatkówce. To wszystko wywiera presję na zawodnikach. Często trener osiąga dobry rezultat, ale potem ta presja zjada zawodników.

Tak było w moim przypadku, ta samo miał Stephene Antiga, który po mistrzostwie świata w 2014 nie zdobył już niczego. Teraz czas na Ferdinando, początki są trudne, ale wierzę, że Polska może dobrze zagrać na Mistrzostwach Europy. Nie będzie jednak łatwo, bo zawodnicy są pod ogromną presją. Robią się nerwowi. Tak jest w Polsce, Włoszech i Brazylii – w tym trzech krajach jest bardzo podobnie. To co dzieje się teraz we Włoszech z Zaytsevem jest śmieszne. Presja rośnie. U nas też nic nie wiadomo.

Czy wyniki Ligi Światowej będą się liczyły? Wiadomo, że część drużyn szykowała się specjalnie na Mistrzostwa Europy. Czy Francja będzie w stanie znów zagrać tak dobrze? Na drugim biegunie znajdują się Polska i Włochy. Wasza drużyna to przecież wicemistrzowie olimpijscy – nie zapomnieli przez rok jak się gra w siatkówkę.

AA: To trochę dwa sezony w jednym: Liga Światowa i Mistrzostwa Europy. Ta druga impreza jest ważniejsza, ale ciężko jest zbudować dwa szczyty formy w ciągu 2-3 miesięcy. Czasem się to udaje, ale nie jest łatwo wygrać dwa turnieje w jednym roku. To bardzo trudne.

Brak dobrych wyników Polski czy Włochów w Lidze Światowej nie jest więc istotny, chociaż w tej chwili to Polakom dawałbym więcej szans, skoro u nas nie ma Zaytseva i kilku innych, kluczowych zawodników. Polacy przebywają w Spale, trenują, odpoczywają, grali sparingi ze Słowenią. Nie dochodzi stamtąd zbyt wiele informacji, a to dobrze. Ciężko pracują z Ferdinando i jestem pewny, że stać ich na dobry wynik podczas turnieju.

12

Komentarze