Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

All-Star Games: trwa głosowanie. Gortat? Bez szans

Od teraz to, kogo zobaczymy w Meczu Gwiazd będzie zależeć od głosów kibiców (50%), zawodników (25%) oraz mediów (25%). Dwóch graczy - po jednym z każdej konferencji - z największą liczbą głosów od fanów zostanie kapitanami drużyn. Kapitanowie będą mogli wybrać pozostałych zawodników do swojego teamu bez względu na to, w jakiej konferencji grają

Szanse na to, że zobaczymy Marcina Gortata podczas Weekendu Gwiazd, który odbędzie się już 16 lutego w Los Angeles, są niestety prawie zerowe. Formuła głosowania zmieniła się w stosunku do tej, którą znamy z ubiegłych lat, dlatego niezależnie od mobilizacji polskich kibiców nie doczekamy się Polaka w All-Star Game. Od teraz to, kogo zobaczymy w Meczu Gwiazd będzie zależeć od głosów kibiców (50%), zawodników (25%) oraz mediów (25%). Dwóch graczy – po jednym z każdej konferencji – z największą liczbą głosów od fanów zostanie kapitanami drużyn. Kapitanowie będą mogli wybrać pozostałych zawodników do swojego teamu bez względu na to, w jakiej konferencji grają. Dzięki temu mamy szansę zobaczyć w jednej drużynie, np. LeBrona Jamesa i Kevina Duranta.

Czy to są zmiany na lepsze? Trudno teraz to stwierdzić. Pierwsze takie ASG przed nami, dlatego z oceną wstrzymam się do momentu rozegrania pierwszego meczu. To na pewno daje powiew świeżości, a zmiany były potrzebne. Od jakiegoś czasu spotkania Weekendu Gwiazd były bez jakiegokolwiek polotu i rywalizacji.

Oczywiście to tylko zabawa, bo wynik, czy nawet nagroda MVP, pojedynku nie ma żadnego przełożenia na to, co dzieje się później w NBA. I tak jednak przydałoby się jakieś minimum iskry w tym wydarzeniu. Nie chcę uprawiać typowej retoryki, że „kiedyś to było” i za czasów Jordana nawet podczas ASG gracze się niemal zabijali na parkiecie. Nie. Poziom mimo wszystko był nieco wyższy i po prostu przyjemniej oglądało się takie spotkania. Pozostaje nam mieć nadzieję, że nowy format będzie lepszy i ciekawszy niż ten znany nam do tej pory.

Klasyfikacja Wschód

NBA opublikowała już drugie zestawienie głosów fanów z całego świata. Pierwsze było o tyle zaskakujące, że prowadzenie wśród graczy Konferencji wschodniej objął Giannis Antetokounmpo, wyprzedzając LeBrona Jamesa.

Sytuacja na obecną chwilę pokazuje, że to Król z Cleveland zostanie kapitanem swojej drużyny i wybierze do niej pozostałych zawodników. Za nim plasuje się kolejny kandydat do statuetki MVP, Greek Freak, który to objął prowadzenie po pierwszym zestawieniu głosów. Antetokounmpo gra rewelacyjnie i co roku robi znaczący postęp. W pierwszej trójce frontcourtu nie mogło zabraknąć także jednego z topowych centrów, Joela Embiida. Zupełnie nie dziwi mnie to, że znalazł się wyżej od Porzingisa, czy Kevina Love’a. JoJo to nie tylko elitarny środkowy, ale i jedna z najbarwniejszych postaci NBA w social mediach. Zauważcie, że wśród dziesięciu zawodników z największą ilością głosów gra (lub może grać) aż siedmiu na pozycji środkowego. I kto powiedział, że centrzy są na wymarciu?

Na Wschodzie w kategorii obrońców prowadzi Kyrie Irving, który od tego sezonu odłączył się od LeBrona Jamesa i w wyniki wymiany trafił do największego konkurenta Cavaliers, Boston Celtics. Prawie 800 tysięcy głosów mniej ma drugi zawodnik na liście – DeMar DeRozan. Gracz Toronto w końcu udowadnia, że jest liderem, na jakiego Raptors czekali od dawna, dlatego jego wysoka pozycja w głosowaniu zupełnie nie jest zaskoczeniem. Mała przepaść jest pomiędzy Benem Simmonsem, Victorem Oladipo, Dwyanem Wadem i Johnem Wallem. W następnym zestawieniu może okazać się, że miejsca 3-6 będą wyglądać zupełnie inaczej.

Klasyfikaja Zachód

Bezkonkurencyjnym liderem w głosowaniu na graczy frontcourtu z zachodniej konferencji jest Kevin Durant, który wyprzedza Anthony’ego Davisa i swojego kolegę z Warriors – Draymonda Greena – o prawie 700 tysięcy głosów. Pozostałe miejsca w zestawieniu są dość przewidywalne (Cousins, Leonard, Aldridge), ale wyłamuje się jedynie Kyle Kuzma. To tylko potwierdza jak silny fanbase mają Los Angeles Lakers i jak – zaryzykuję stwierdzenie – desperacko szukają nowego, po Bryancie, bohatera w Mieście Aniołów.

Wśród obrońców Zachodu bezsprzecznie króluje Steph Curry wyprzedzając Jamesa Hardena prawie 400 tysiącami głosów. Russell Westbrook zajmuje trzecie miejsce, a zaraz za nim mamy drugiego członka Splash Brothers, Klaya Thompsona. Niewiele brakuje do niego Manu Ginobiliemu, dla którego byłby to drugi występ podczas Meczu Gwiazd. Gdyby dane nam było go zobaczyć w tym spotkaniu, byłoby to piękne uhonorowanie 15-letniej kariery 40-letniego Argentyńczyka, który nadal pozostaje ważną częścią układanki Popovicha.

Warto też zwrócić uwagę na to, że w pierwszej dziesiątce znajduje się pierwszoroczniak Lonzo Ball, który jest jednym z najbardziej polaryzujących graczy NBA po tym, jak niesamowity hype nakręcił jego ojciec, LaVar Ball.

Po wstępnych wynikach wygląda na to, że duże szanse na bycie kapitanem Wschodu ma LeBron James i zagrozić mogą mu jedynie Giannis Antetokounmpo i Kyrie Irving. Na Zachodzie to Steph Curry może być liderem drużyny, ale Kevin Durant ma do niego tylko około 50 tysięcy głosów straty. Do All-Star Game jeszcze miesiąc.

Paweł Mocek, NBA Labs