All-Star Game 2018. Zmiany z dobrym skutkiem

Przed All-Star Weekendem nie mieliśmy wielkich oczekiwań, pamiętając ostatnie kilka lat. Jedyne, co mogło ekscytować, to nowy format rozgrywania Meczu Gwiazd, który miał wnieść nową jakość. I to się właśnie stało. Było trochę obrony i przede wszystkim zacięta końcówka, po której zwycięscy okazali się gracze wybrani przez LeBrona Jamesa. Sam kapitan został MVP nowego All-Star Game, który może być początkiem czegoś lepszego, jeśli chodzi o Weekendy Gwiazd.

Danie główne było bowiem wreszcie rzeczywiście daniem głównym. Drużyna LeBrona dała zdobyć drużynie Stephena tylko 145 punktów – o 3 więcej stracili Cleveland Cavaliers w stosunkowo niedawnym spotkaniu przeciwko Oklahomie City Thunder. To pokazuje, że jak na warunki All-Star Game, mieliśmy wyjątkowo dużo gry w defensywie (presja na całym boisku w końcówce pierwszej połowy w wykonaniu Team LeBron była majstersztykiem). Po raz pierwszy od 2013 roku w meczu zdobyto mniej niż 300 punktów, a przecież gra od tamtego czasu zdecydowanie przyspieszyła.

Ciekawe, jak dużym i realnym czynnikiem była sama zmiana formatu rozgrywania Meczu Gwiazd, a na ile wpłynęło “dogadanie” się LeBrona Jamesa i Stephena Curry’ego, że w tym roku zagrają “mocniej”. Na pewno liczył się też fakt, że nie były to drużyny anonimowe, a sygnowane imionami jednego i drugiego zawodnika, przez co każdy chciał wygrać. Świadczą o tym chociażby popisy Curry’ego w końcówce trzeciej kwarty i przede wszystkim Jamesa na finiszu spotkania.

Tak czy inaczej – chapeau bas dla Adama Silvera. Podjął bardzo ryzykowny i dość kontrowersyjny krok, by wycofać się z oryginalnego formatu, używanego nieprzerwanie od 1951 roku. Jak na razie wygląda na to, że – jak prawie we wszystkim do tej pory – miał rację.

Nie śpieszmy się za bardzo z zachwytami, bo może się okazać, że był to wypadek przy pracy, ale Silver podjął kolejną decyzję, która powinna pomóc utrzymać poziom intensywności All-Star Game w przyszłości – draft do kolejnych Meczów Gwiazd ma być pokazywany w telewizji.

Mecz Gwiazd wreszcie mógł przede wszystkim zaciekawić i po prostu dobrze się go oglądało. Był najlepszym punktem tegorocznego Meczu Gwiazd, czyli dokładnie tak, jak powinno być. Szczerze mówiąc, nietrudno było przebić piątkowe i sobotnie wydarzenia, bo były one w najlepszym przypadku przeciętne.

Konkurs wsadów co prawda nie był aż tak słaby jak rok temu (tu również trudno byłoby powtórzyć ten beznadziejny poziom z poprzedniego roku), ale też nie powalił na kolana. Donovan Mitchell wygrał swoją powtarzalnością i trafianiem wsadów w pierwszych próbach, ale dwa najciekawsze dunki wykonali jego przeciwnicy – Dennis Smith Jr. oraz Larry Nance Jr. Pierwszy z nich zrobił świetny wsad z pełnym obrotem i przełożeniem piłki między nogami (Smith mierzy zaledwie 190 centymetry wzrostu), a drugi dwukrotnie odbił piłkę o tablicę przed wsadem – drugi raz już po wyskoku.

Poza tym fajerwerków na pewno nie było. Poziom konkursu rzutów za 3 punkty był – poza rekordowym występem Devina Bookera i świetną pogonią Klaya Thompsona – po prostu denny. Tylko 4 graczy osiągnęło granicę 17 punktów (na 34 do zdobycia – fatalny wynik, jak na 3-Point Contest), a reszta po prostu zawiodła na całej linii. Trudno też traktować poważnie Skills Challenge, który jest po prostu niechcianym, młodszym bratem konkursów za 3 punkty i wsadów. Wygrał go Specner Dinwiddie z Brooklyn Nets.

Czy będzie to początek czegoś nowego w All-Star Weekendzie? Na pewno będzie to ciekawe, zobaczyć jak kapitanowie za rok będą wybierali składy na żywo. Wówczas możemy być świadkami jeszcze większej i bardziej zaciętej rywalizacji.

Paweł Mocek, NBA LABS

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem