Absurdalny powód, przez który Piątek nie wykonał cieszynki. Świat stoi na głowie

Poprawność polityczna weszła z buciorami w świat piłki nożnej i nie chcę z niego wyjść. Przez nią dochodzi do absurdalnych sytuacji - między innymi takich jak w meczu Polski z Izraelem, w której Krzysztof Piątek nie zaprezentował swojej cieszynki będącej jego znakiem rozpoznawalnym, czyli strzelających rewolwerów.

Krzysztof Piątek nie tylko używa jej po każdej bramce czy stosuje ją w kontraktach marketingowych (reklama Netflixa), ale też ma dzięki niej swoją przyśpiewkę od kibiców Milanu. Świetną, bo jest w niej fantastyczny rytm, odpowiednie dla stadionowego śpiewu tony i oczywiście genialne wykorzystanie elementu charakterystycznego dla naszego snajpera, czyli wystrzału z pistoletu.

Markowej cieszynki El Pistolero nie widzieliśmy jednak w meczu z Izraelem. Dlaczego? Pojawiło się wiele teorii, a najpopularniejszą była ta, że cenzurę na celebrację bramki Piątka zastosował realizator bądź Telewizja Polska. Szef TVP Sport udowodnił na Twitterze, że to bzdura:

https://twitter.com/mszkolnikowski/status/1138181908620369920

Piątek nie wykonał bowiem jej w ogóle – uznał, że w tym meczu nie wypada. Wstrzymał się po raz pierwszy w historii, bo przecież brak celebracji w swoim stylu gola z Macedonią spowodowany był tym, że… nie wiedział nawet, że jest autorem gola. Dlaczego nie odpalił rewolwerów? To coś dziwnego? Niestety, w czasach politycznej poprawności – niekoniecznie, bo graliśmy akurat w meczu z Izraelem. Spotkaniu z historycznym tłem, politycznym kontekstem, rzucanymi na lewo i prawo oskarżeniami o antysemityzm.

Czy to przesada? Oczywiście, że tak. Doszliśmy jednak do granicy absurdu, która już niejednokrotnie została przekroczona przez ludzi, którzy inteligencją nie grzeszą. Nawet w meczu, w którym cieszynki Piątka zabrakło, niczym hieny czekały na każdy ruch, każdy gest, każde słowo… I trudno w to uwierzyć, ale i tak znaleźli sobie pożywkę. A to przyczepili się słowa „pogrom”…

… a to numeru na koszulce jednego z dziennikarzy urodzonych w 1988 roku…

Jak chcesz uderzyć psa – to kij się zawsze znajdzie. Ten ma imię „poprawności politycznej”, z którą rozprawił się swego czasu na naszych łamach Łukasz „Juras” Jurkowski. Fragment: – Coś, co jeszcze kilka lat temu było absolutnie normalne, nie powodujące jakichkolwiek nadinterpretacji czy skandalów, dziś jest kwestią delikatną jak mówienie o czułości Trynkiewicza. Wszyscy wiedzą, że jest inaczej, ale niektórych tematów lepiej nie dotykać. Dlaczego? Bo nie są poprawne politycznie! (…) Na każdym kroku trzeba uważać, co się mówi, okazuje, robi. Dla mnie to właśnie jest największa hipokryzja wszystkich piewców politycznej poprawności. Dajcie żyć ludziom tak jak chcą, a nie tak jak obecnie „wypada”.

Co dalej? Nie będzie można strzelać (bramek)? A może zlikwidujmy zasadę spalonego w meczach z udziałem Izraela?

Właśnie przez takie chore reakcje żałuję najbardziej, że Piątek nie miał tej całej otoczki głęboko w nosie i nie zrobił swojego, wyraźnie oddzielając politykę od sportu. Napastnik Milanu intencje miał dobre: chciał zrobić ukłon w stronę narodu, który wiele wycierpiał na naszych ziemiach kilkadziesiąt lat temu. Na naszych ziemiach – ale nie przez nas!

Teraz wygląda to tak, jakbyśmy się przyznali, że mamy coś za paznokciami. Nie tylko te hieny potraktują to niczym przyznanie się do win („Nie użył pistoletów, widocznie coś jest na rzeczy!”), choć przecież Polska również była ofiarą II Wojny Światowej. Można byłoby zrozumieć, gdyby to reprezentant Niemiec zrezygnował z podobnej cieszynki w geście szacunku. Dlaczego jednak miał to zrobić Piątek?