To nie jest sezon Legii Warszawa, ale wbrew wszystkim negatywnym opiniom, które na przestrzeni ostatnich miesięcy zostały wypowiedziane na temat jej gry, wciąż jeszcze może do niej należeć. Podwójna korona wciąż jest w zasięgu ekipy ze stolicy. W pierwszych dwóch kolejkach zmagań w grupie mistrzowskiej Wojskowi grali jako ostatni z czołowej trójki, dwa dni po Lechu i dzień po Jagiellonii. W 33 serii spotkań ta kolejność się odwróci, a aktualny mistrz Polski będzie miał okazję wskoczyć na fotel lidera. Przynajmniej do soboty.

Zastanawialiśmy się już na naszych łamach czy na tytuł stać Jagiellonię i co musi zrobić Lech, żeby po niego sięgnąć. A jakie czynniki muszą się zgrać, żeby to Legia po raz kolejny wygrała Ekstraklasę i dołożyła do tego jeszcze Puchar Polski? Pomyślmy.

Przygotowanie fizyczne

Wiosną legioniści człapali w większości spotkań w jednostajnym tempie. Nie było tego widać w meczach z drużynami jeszcze gorzej przygotowanymi kondycyjnie (np. 3:1 z Lechią w Gdańsku), ale gdy trafili na rywala agresywnego i wybieganego, wyglądali tragicznie ( np. 0:2 z Jagiellonią, 0:1  Arką). Coś zostało ewidentnie zawalone podczas zimowych przygotowań, z dwóch złego: przetrenowanie lub niedotrenowanie stawiamy na to drugie. Tego typu błędy mają jednak to do siebie, że dysponując wynikami badań zmęczeniowych można je na przestrzeni czasu może nie w pełni skorygować, ale przynajmniej zniwelować ich negatywne skutki. Nie spodziewamy się więc, że Koronę i całą resztę rywali z grupy mistrzowskiej piłkarze stołecznej ekipy zabiegają na śmierć. Widzieliśmy, z jaką „determinacją” legioniści wracali do obrony przy akcji bramkowej Zagłębia dwa tygodnie temu. Ale być może to, co zostało w przerwie zimowej tak spektakularnie spieprzone, na finiszu sezonu okaże się małym handicapem? Może Legia odzyska świeżość w końcówce rozgrywek, gdy mecze odbywać się będą na w cyklu trzydniowym? Sami w to za bardzo nie wierzymy, ale niech będzie.

Jarosław Niezgoda

Jarek dopiero co przedłużył kontrakt z Legią. Pisaliśmy o tym już jakiś czas temu, ale napastnik jest pierwszym od ponad dekady w miarę młodym Polakiem, który wywalczył sobie miejsce na szpicy wojskowego klubu (artykuł TUTAJ). Niezgoda zdobywa dla Legii bramki ważne, zazwyczaj otwierające wynik spotkań, przeważnie przesądzające o zdobywanych punktach.

Żeby Legia zdobyła mistrzostwo, Jarosław Niezgoda musi strzelać bramki / fot. Cyfrasport

Żeby wygrać Ekstraklasę, Legia potrzebuje goli, a to właśnie polski snajper zdobył ich w tym sezonie najwięcej. 12 bramek to nie żaden powalający na kolana dorobek, w lidze mamy siedmiu piłkarzy, którzy zdobyli ich więcej. Można też powiedzieć, że w zeszłym roku Wojskowi sięgnęli po tytuł grając praktycznie bez napastnika, ale wówczas akcenty w ataku były rozłożone inaczej. Stołeczny zespół potrzebuje trafień Niezgody jak tlenu – bez nich może chyba zapomnieć o mistrzostwie.

Dean Klafurić

Trudno powiedzieć, czy pod koniec kadencji Romeo Jozaka piłkarze grali przeciwko swojemu trenerowi, czy po prostu pod jego wodzą byli aż tak beznadziejni, bezradni i zagubieni, a Chorwat nie potrafił im pomóc. Jego asystent, a aktualnie czasowy następca ma już za sobą dwa niełatwe, ale wygrane mecze. Wytrzymał ciśnienie, gdy Legia przegrywała z Górnikiem w Pucharze Polski, dobrze ustawił drużynę w prestiżowym meczu z Wisłą w Krakowie. Wywalił ze składu fatalnego Eduardo, posadził na ławkę mającego ewidentne zaległości treningowe Cafu, wstrząsnął Williamem Remy. Jak na razie trafił ze swoimi wyborami personalnymi. Jeśli do końca sezonu nie zacznie się nagle mylić, jak to notorycznie czynił jego poprzednik, może okazać się dla Legii kluczową postacią końcówki sezonu.

Czy asystent Jozaka zdoła opanować bałagan, jaki zrobił jego rodak?/ fot. PressFocus

Wygrane w kluczowych meczach

Jak wiadomo, Legia zakończyła sezon zasadniczy rozgrywek Ekstraklasy na trzecim miejscu, co z kolei oznacza, że dwa najważniejsze mecze rundy finałowej: z Jagiellonią i Lechem zagra na wyjeździe. Jak wiemy, w bieżących rozgrywkach przegrała już i w Białymstoku (0:1) i w Poznaniu (0:3), co więcej, z Jagą przerżnęła także u siebie (0:2), a z Lechem co prawda wygrała w rewanżu przy Łazienkowskiej 2:1, ale wcale nie była lepszym zespołem. W poprzednich latach zwykło się mówić, że siła klubu ze stolicy polega na tym, że co prawda zdarzają mu się wpadki, ale w najważniejszych spotkaniach, gdy ważą się losy tytułów, gdy naprzeciwko staje najgroźniejszy rywal, Legia potrafi się zmobilizować i wygrać. Umie udowodnić wyższość w bezpośredniej konfrontacji. W sezonie 2017/2018 na razie tego nie widzimy. I jeśli w tych dwóch meczach znowu nie zobaczymy – z kolejnego tytułu nici!

Niespodziewana zwyżka formy któregoś z piłkarzy

Ktoś musi dołożyć coś ekstra, zagrać na wyższym poziomie, niż na przestrzeni całego sezonu. Być może któryś z piłkarzy skorzysta ze zmiany trenera i efektu nowej miotły. W poprzednim sezonie takim piłkarzem, który odpalił w końcówce rozgrywek był chociażby Dominik Nagy, który na finiszu zmagań o mistrzostwo Polski osiągnął szczyt formy. Może kimś takim będzie teraz Pasquato? To właśnie Włoch zrobił różnicę w ostatnim kwadransie meczu Pucharu Polski z Górnikiem Zabrze, to on strzelił zwycięską bramkę w spotkaniu z Wisłą w Krakowie.

Czy ktoś trafi z formą na końcówkę sezonu? Może Pasquato? /fot.  PressFocus

Można podejrzewać, że także dziś, przeciwko Koronie wybiegnie w podstawowym składzie Legii na newralgicznej w przekroju całego sezonu pozycji ofensywnego pomocnika. W bieżących rozgrywkach występował tam co prawda młody Sebastian Szymański, który rzeczywiście jest bardzo młody i utalentowany, ale póki co nie ma to wielkiego przełożenia na suche liczby (16 spotkań, 2 gole, 1 asysta). Poza nim jeszcze Kasper Hamalainen, który mimo wszystko wydaje się bardziej pożyteczny, gdy ustawiony jest bliżej którejś z bocznych linii boiska. Więc może to właśnie włoski rozgrywający okaże się asem z rękawa Deana Klafuricia?

Póki co, trzeba wygrać z niespecjalnie mającą jeszcze o co walczyć Koroną Kielce. Niby zadanie nie należy do najtrudniejszych, niby złocisto-krwiści są już myślami na złocistych plażach tropikalnych wysp, ale tak samo dwa tygodnie temu myśleli najprawdopodobniej piłkarze Lecha, po czym przegrali u siebie 0:1. I tego, że dziś będzie podobnie, a całe nasze powyższe rozważania szlag trafi, absolutnie nie można wykluczyć…

*

Stawki LV BET na piątkowe mecze Ekstraklasy

Arka Gdynia – Piast Gliwice | Piątek, 27.04.2018| 18:00
Wygra Arka: 2.9
Remis: 3.1
Wygra Piast: 2.45

Legia Warszawa – Korona Kielce | Piątek, 27.04.2018| 20:30
Wygra Legia: 1.51
Remis: 4
Wygra Korona: 6.4

Pełna oferta LV BET na mecze Ekstraklasy po kliknięciu w baner

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem