Siódmiak: “14 sekund to dużo czasu. Wiedzieliśmy, że oni grają bez bramkarza”

Marcin Lijewski powiedział kiedyś, że nie pamięta finału mistrzostw świata z 2007 roku przeciwko Niemcom. Też tak masz?
Może nie, że nie pamiętam, ale sam finał minął bardzo szybko, wszystko działo się w zawrotnym tempie. Marcinowi pewnie też dosłownie nie chodziło o to, że nie może odtworzyć sobie w pamięci wydarzeń boiskowych, tylko cała ta otoczka, presja, oczekiwania i adrenalina spowodowały, że coś co rozgrywa się w głowie przez jakiś czas, w tamtym momencie trwało 10 razy krócej.
W samym finale mogłeś w ogóle nie zagrać.
Nie wyobrażałem sobie, że mógłbym w finale nie zagrać, choć podczas półfinału miałem 40 stopni gorączki i mimo szczerych chęci mój organizm odmówił posłuszeństwa. Finał to finał – w takich spotkaniach gra się nawet bez nogi. Musiałem zagrać z Niemcami.
Ale problemy zdrowotne w drużynie miałeś nie tylko Ty. Mówię o grypie żołądkowej.
To prawda, problemy żołądkowe miała połowa drużyna. To oczywiście nie jest żadne tłumaczenie i powód dla którego przegraliśmy finał, ale panował jakiś wirus wśród chłopaków i nie każdy trenował normalnie przed meczem z Niemcami. Nikt o tym nie mówił, bo nasi rywale nie mogli mieć takich informacji.
Sam finał nie był złym spotkaniem w waszym wykonaniu.
Złym spotkaniem nie był, ale nie był też dobrym. Moim zdaniem nie byliśmy gorsi od Niemców w tamtym spotkaniu. Graliśmy przeciwko gospodarzom, ale też przeciwko ekipie, którą byliśmy w stanie pokonać w fazie grupowej. Zmarnowaliśmy kilka szans gdy wynik był bardzo ciasny i w końcowym rozrachunku to zdecydowało, że nie zostaliśmy mistrzami świata. 19 tysięcy ludzi w hali, ogromny tumult na trybunach. Atmosfera, która robiła na nas ogromne wrażenie. Gdy stałem koło Lijka i coś do mnie mówił, to kompletnie nic nie słyszałem. Gwizdy, hałas, żywiołowo reagujący fani. Pojechaliśmy do jaskini lwa walcząc o mistrzostwo świata. Trudno gra się w takich warunkach. To pomagało Niemcom, ale nam już niekoniecznie. Na boisku gorsi nie byliśmy, mimo że to oni wygrali.

rzut-siodmiak-laczy-nas-pasja

Ściany pomagają gospodarzom.
Dokładnie. Nikt z nas w żadnej wypowiedzi nie narzekał na pracę sędziów i ja teraz też tego nie zrobię, ale zdawaliśmy sobie sprawę, że na pewno nikt nam nic nie da za darmo. Musielibyśmy prowadzić kilkoma bramkami, by ten mecz wygrać. Gdyby wynik był bliski remisu, to istnieje spora szansa, że prowadzenie mogłoby się nam wymknać z rąk.
Jak chcesz pokonać mistrza, to musisz go znokautować – tak mówi się w boksie.
Dokładnie tak samo było wtedy w finale. Choć skoro Niemcy wygrali, to na to zasłużyli – to nie podlega dyskusji.
Bardziej żałowałeś, że nie zdobyłeś złota, czy cieszyłeś się, że wywalczyłeś srebro?
Cieszyłem się, że dograłem cały turniej. Byliśmy szczęśliwi, że zaszliśmy bardzo daleko w turnieju, w którym mało kto na nas liczył. Przyjechaliśmy do Niemiec z prostym planem – chcemy wygrać każdy kolejny mecz. Obojętnie kto stanął na naszej drodze, my musieliśmy go pokonać. Nie mieliśmy kompleksów, byliśmy silni i pewni swego. I tak z meczu na mecz coraz więcej osób zaczęło nas poważnie traktować. Dostrzegać nasze umiejętności i hart ducha. Euforię po każdym kolejnym wygranym spotkaniu, która dodawała nam siły.
A to nie jest tak, że zadowoliliście się srebrem i lekko zdekoncentorwani podeszliście do meczu z Niemcami?
Nie, to nie tak. My się Niemców nie baliśmy. Cieszyliśmy się z wielkiego finału i przynajmniej srebrnego medalu, ale nie spoczęliśmy wtedy na laurach. Mieliśmy większe ambicje, które sięgały mistrzostwa.
Świat zwariował po tych mistrzostwach? Mówię o popularności, sławie, świętowaniu.
Nie, absolutnie. To fakt – byłem lekko w szoku, jak wielkim echem odbił się nasz sukces. Jak dużo osób nagle zaczęło interesować się szczypiorniakiem. My oczywiście świętowaliśmy i było dużo radości – nie będę Cię kłamał, że było inaczej. Ale wszystko było kontrolowane, bez przegięcia. Każdy wrócił do swojego klubu i dalej trenował. Każdy musiał wrócić do swoich obowiązków i dokończyć sezon. Nikt jednak nie odfrunął i nie zaczął gwiazdorzyć. Z resztą, pamiętasz tych chłopaków, pamiętasz tę ekipę. To nie w naszym stylu.
I jadąc na kolejne imprezy zaczęła się presja, z którą wcześniej nie mieliście styczności. Mówię tu choćby o igrzyskach olimpijskich.
Ludzie zaczęli się nami interesować, dziennikarzy ciekawiła kadra piłkarzy ręcznych. Na igrzyska jechaliśmy po medal. Z jakim nastawieniem na olimpiadę mają jechać wicemistrzowie świata? Pewnie, że po medal! Mentalnie byliśmy gotowi na wielkie sukcesy. Zawsze byliśmy przygotowani na wszystko. Nasza mocna psychika i mentlaność zwycięzców była naszą najmocniejszą stroną. Możesz mi nie uwierzyć, ale tworzyliśmy grupę, która z każdym mogła grać. Współpracowaliśmy z psychologiem, który odpowiednio nas przygotowywał do każdego wielkiego turnieju. Skoro zajęliśmy drugie miejsce w Niemczech, to ten wynik musimy powtórzyć w Pekinie – taki był plan, taki był cel.

kadra-siodmiak-laczy-nas-pasja

Jeden za wszsytkich…
Wszyscy za jednego, bez wyjątku. Na boisku i poza nim. Gdyby trzeba było “dogrywać” mecz pod szatnią czy koło autokaru, to każdy poszedłby za każdym w ogień.
No dobra, ale w Pekinie nie wyszło.
Widzisz, zacząłeś o igrzyskach i znowu o tym wszystkim myślę. Pamiętam to jak dziś – naszym rywalem była Islandia, czyli solidna, dobra ekipa, ale to była drużyna, z którą wielokrotnie przed igrzyskami graliśmy i nikt nie spodziewał się, że oni mogą nas pokonać. Zamiast podium jednak musieliśmy zadowolić się z piątego miejsca, które w końcowym rozrachunku nie jest złe, ale nas to absolutnie nie zadowalało. Wracając to Islandii, to na pewno nie można powiedzieć, że była to ekipa anonimowa. Przeszli nas i doszli aż do wielkiego finału, w którym okazali się gorsi dopiero od Francuzów. Tych wspomnień związanych z igrzyskami jest w dalszym ciągu sporo, ale we mnie to rozgoryczenie tkwiło jeszcze przez dwa miesiące po igrzyskach. Uciekło mi coś najbardziej cennego, co tak naprawdę było na wyciągnięcie ręki.

12

Komentarze