13-letnie Audi, pan magister, praca na gospodarstwie – przyszły mistrz UFC

Wpadłem przed niespełna rokiem na pomysł, by zrobić wywiad z Marcinem Tyburą. Po pierwsze nie widziałem wcześniej ani jednej ciekawej rozmowy z tym akurat zawodnikiem, po drugie oglądając jego dwie wcześniejsze walki w UFC odniosłem wrażenie, że to gość z olbrzymim potencjałem. 

Skontaktowałem się z Marcinem przez… Facebook’a. Odpisał po kilku godzinach, widocznie był przy komputerze lub po prostu używa komunikatora do interrakcji z kibicami, których w zastraszającym tempie cały czas przybywa. W kwietniu 2017 roku było ich około 28 tysięcy. Kilka tygodni temu jego fan page przekroczył 50 koła polubień.

Na wywiad umówiliśmy się od razu, praktycznie bez żadnego problemu. Kwestia dogrania miejsca i godziny, bo wszystko było uzależnione od treningów i wizyty kontrolnej u lekarza. Już na starcie miałem wrażenie, że to w porządku gość, mimo że po wywiadach, które wcześniej z nim oglądałem, sądziłem, że może być trochę bezpłciowy, mało ciekawy jako rozmówca. Sztampowe odpowiedzi, delikatny uśmiech, wyważone słowa – tak opisałbym Marcina, gdybym z wiedzą, z którą szedłem na wywiad, został. Gdyby rozmowa została przełożona lub odwołana.

– Udzieliłeś kiedyś ciekawego wywiadu? Same nudy w tych twoich wypowiedziach – serce do walki i realizowanie marzeń wychodząc do klatki – to słyszałem już w życiu milion razy – wypaliłem na samym początku, bo stwierdziłem, że rozmowa o banałach nie ma najmniejszego sensu.

Marcin się lekko zdziwił, zaczął się zastanawiać i powiedział, że… jest rolnikiem. Nigdy o tym nie gadał, a wydaje mu się, że to ciekawa historia. Mieszka na wsi, konkretnie w Uniejowie, stamtąd pochodzi i między walkami wraca do domu, by raz na jakiś czas pomóc przy rodzinnym biznesie. Zaznaczył, że nie wie, czy to ciekawe, ale jest to temat, o którym jeszcze nie dyskutował z dziennikarzem.

Więc wywiad był o rolnictwie. W dużej mierze, może nawet w większości. O pomocy ojcu przy gospodarstwie, elastyczności grafiku przez to, że pracuje się na swoim, wydanych pieniądzach na wyposażenie salki treningowej, by nie musieć na każde zajęcia jeździć do klubu, a żeby czasami móc niektóre zajęcia wykonać w domowym zaciszu. Było o tym, że nie wstydzi się swojego pochodzenia, został dobrze wychowany, ojciec uczył go szanowania forsy i że miłość do rodziny jest najważniejsza. Jako że Marcin ma pięcioro rodzeństwa, to wpojone ma od małego, że dobro brata lub jednej z czterech sióstr stanowi dla niego priorytet. Między pracą na polu a treningami Tybura poszedł na studia, które musiał jednak rzucić, gdyż nie miał wtedy na nie czasu. Do tematu wrócił i wykształcenie koniec końców zdobył. W międzyczasie był był w Anglii w pracy, chciał się usamodzielić i spróbować czego innego w swoim życiu.

Czy Tybura jest rozrzutny? Możliwe, ale za kawę wypitą podczas wywiadu chciał zapłacić, ale nie odebrałem tego źle, tylko po prostu – chce płacić za siebie, dobrze się nie znamy. Czy jeździ szybkim samochodem? Niekoniecznie – w kwietniu 2017 roku był w posiadaniu 12-letniego Audi. Może coś się od tamtego czasu zmieniło, ale… wątpię w to. Spanie po hotelach? Chyba nie, bo pomimo treningów w Warszawie, regularnie wracał do rodzinnego Uniejowa i tam mieszkał na co dzień. A przecież zawodnik UFC dużo zarabia i mógłby wynająć sobie 70-metrowe mieszkanie na Mokotowie i na zajęcia jeździć taksówką.

Do czego zmierzam?

Najlepszy polski zawodnik w kategorii ciężkiej, jeden z najbardziej perspektywicznych Polaków, którzy reprezentują barwy największej światowej organizacji. Gość, który walczył w ciągu ostatniego roku w Las Vegas, Singapurze, Sydney, a teraz szykuje się do pojedynku na Teksasie. Który sprzedaje podczas gal gadżety sygnowane swoim nazwiskiem i podpisuje plakaty podczas tygodnia medialnego jako jeden z bohaterów największych wydarzeń w mieszanych sztukach walki na ziemi. Teoretycznie – gwiazda z innego świata, a – kto wie – być może i przyszły mistrz najbardziej prestiżowej kategorii wagowej. W rzeczywistości – normalny facet, który twardo stąpa po ziemi i po ostatniej przegranej walce, za którą był przez wszystkich chwalony, był bardzo surowy względem siebie, mimo że rozmawialiśmy kilka tygodni po pojedynku. Zawodnik, który podczas gal organizowanych w Polsce odpowiada grzecznie na pytania dziennikarzy, nie wywyższa się, a z tymi, z którymi zna się lepiej, zawsze znajdzie chwilę, by porozmawiać i zapytać, co słychać. Gość, który odbiera telefony, zapisuje numery, by wiedzieć, z kim rozmawia i zawsze odpowie na SMS-a, gdy pisze się do niego w sprawie typu na dany pojedynek. W skrócie: normalny facet, którego nic nie jest w stanie popsuć. Któremu wiele osób wieszczy świetlaną przyszłość, a teraźniejszość uważa tylko za prolog i etap przejściowy w drodze na szczyt.

Marcin Tybura wystąpi w co-main evencie gali UFC, która odbędzie się w Austin. Jego rywal, Derrick Lewis, to 6. zawodnik rankingu w kategorii ciężkiej. Polak – zdaniem bukmacherów – jest faworytem w tym starciu.

19 luty 2018 rok | Marcin Tybura – Derrick Lewis

Wygrana Tybury: 1,63

Wygrana Lewisa: 2,16

Pełna oferta kursowa na galę UFC po kliknięciu w baner

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem