10 „NAJ” gali Polsat Boxing Night. Było bardzo dobrze, ale…

Po dwóch pierwszych walkach wczorajszego Polsat Boxing Night mogliśmy powiedzieć niczym nauczyciel w ogólniaku: czwórkę już ta gala ma, teraz walczy o coś więcej.

I mimo trzech nie najciekawszych pojedynków z rzędu, udało się uzyskać ocenę bardzo dobrą. My postanowiliśmy wyszczególnić najlepsze, ale i najsłabsze, punkty gali. 

Najlepsza walka: Tomasz Adamek vs. Joey Abell

Co prawda Amerykanin wygrał raptem jedną z siedmiu rund, ale do ostatnich chwil był groźny, dzięki czemu kibice oglądali pojedynek w dużym napięciu. Szybkość i rozmiary Abella zwłaszcza w początkowych fragmentach walki sprawiały „Góralowi” problemy, lecz z czasem sprawy zaczęły przybierać dla Polaka właściwy obrót. Dobry pojedynek, w którym obaj zawodnicy mieli swoje momenty.

Najsłabsza walka: Robert Parzęczewski – Tim Cronin

Nie był to pokaz boksu. Jeśli ktoś widział Kanadyjczyka we wcześniejszych walkach, nie mógł mieć wygórowanych oczekiwań, bo to po prostu kiepski bokser. Parzęczewski też nie wpłynął pozytywnie na obraz rywalizacji – jego boksem trudno się zachwycić, pełno w nim niedostatków, nawet bardzo oczywistych. Damian Jonak też miał rywala z niskiej półki, ale przynajmniej w kilku momentach można było z przyjemnością popatrzeć na jego boks. Na boks Parzęczewskiego – jakoś nie bardzo.

Największy postęp: Ewa Brodnicka

Choć 90% kibiców Ewy obraziło się na „Kleo” za zbyt pruderyjne podejście do ceremonii ważenia, to pozostałe 10% mogło być mile zaskoczonych jej boksem. Brodnicka, jak na siebie, zawalczyła bardzo przyzwoicie. Nie bała się po akcji zostać w bliskim dystansie, przyjąć kilku ciosów na blok, co było miłą odmianą względem większości jej pojedynków. Ciągle nie jest to boks, podczas którego człowiek by się podrywał z krzesła (chyba że po piwo), ale progres warto odnotować.

Największe rozczarowanie: brak

Nikt nie zawiódł. Kto miał być słaby (Cronin, Marcos Cornejo), to był. Kto miał się postawić Polakom (Denis Graczow, Youri Kalenga, Abell), to się postawił. Miała być dobra, twarda walka o Poznań pomiędzy Damianem Wrzesińśkim i Michałem Chudeckim – i była. Miały być nokdauny w walce Adamka – były. Może Michał Żeromiński nieco obniżył loty względem pierwszego pojedynku z Łukaszem Wierzbickim, ale to raczej zasługa jego rywala, który zaboksował bardzo dobrze.

Największy twardziel: Joey Abell

Amerykanin bardzo chciał, więc jak długo mógł, odmawiał bólowi. Cztery razy był liczony, w trzech różnych rundach, na jego głowę spadła lawina cieżkich ciosów, ale nie zamierzał się poddać, co wcześniej w karierze mu się zdarzało. Zaimponował nawet Andrzejowi Twarowskiemu, który w zapiętych pasach oglądał zdeterminowanego 36-latka.

Najsłabszy werdykt: Michał Chudecki – Damian Wrzesiński

Nie było skandalu, ale minimalnie lepszy w ringu był jednak Chudecki i to powinno zostać wynagrodzone przez sędziów. „Chudy” był zardzewiały, brakowało mu timingu, ale zrobił wystarczająco, by wygrać. Punktacja Krzysztofa Bubaka (77-76 dla Wrzesińśkiego) była mocno niefortunna.

Najcenniejsza wygrana: Mateusz Masternak

Dużo mówi się dziś o wygranej Adamka, ale najważniejsze i najcenniejsze zwycięstwo odniósł kto inny. Zdominowanie i odprawienie przed czasem mocnego Kalengi to największy sukces w karierze Masternaka. Awans na 11. miejsce w rankingu BoxReca nie wziął się z niczego. „Master” jest dziś gotowy, by zostać mistrzem świata.

Największy ciężar z serca: Łukasz Wierzbicki

Polski półśredni po słabym występie w pierwszej walce z Żeromińskim został już przez niektórych skreślony, ale w rewanżu pokazał, że coś w nim jednak jest. Wierzbicki w ringu dominował, oszukiwał na nogach bardziej doświadczonego rywala, nie dawał mu wielu okazji do rozwinięcia skrzydeł. Był szybszy, precyzyjniejszy, mądrzejszy. Ma chłopak papiery na porządny boks.

Największy plus gali: emocje

Były w aż w pięciu walkach. To bardzo dużo jak na polskie gale. Znakomicie oglądąło się krwawe starcie Żeromińskiego z Wierzbickim, rewelacyjnie walkę wieczoru, trzy inne pojedynki też spełniły oczekiwania. Kibice nie zawsze rozumieją boks na tyle, by docenić wysublimowaną technikę zawodników. Zwykle chcą po prostu… bójek. Wczoraj bójki były.

Największy minus gali: nierówne pojedynki

Były dwa tak zwane mismatche. Oczywiście nikt z grona znajomych Laszlo Fekete zaproszenia na galę nie dostał, bumobicia w najprecyzyjniejszej definicji tego słowa nie uświadczyliśmy, ale kiepscy rywale Parzęczewskiego i Jonaka trochę nie licowali z prestiżem gali. Te walki były nudne, na dłuższą chwilę ostudziły emocje. Minus też dla ekspertów Polsatu, którzy oglądali pojedynki w różowych okularach i uprawiali każdą możliwą gimnastykę słowną, byleby tylko niczego nie skrytykować.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem