1 Liga – Widzew 7:1. Zderzenie łodzian z nowymi rozgrywkami

Miała być rehabilitacja za porażkę 1:4 w Pruszkowie z Radomiakiem Radom i poprawa nastrojów przed derbami, były kolejne błędy Wojciecha Pawłowskiego i koniec końców kolejna przegrana. Tym razem lepszy od Widzewa Łódź okazał się Chrobry Głogów, który wygrał 3:0.

Niełatwo jest być kibicem Widzewa w 2020 roku. Zaczął się on niezbyt dobrze, bo od dwóch słabych meczów z Olimpią Elbląg i Górnikiem Łęczna, ale przynajmniej szczęśliwie i poprawnie, jeśli chodzi o rezultat. Remis i zwycięstwo przed pandemią nieco uśpiły jednak czerwono-biało-czerwonych, którzy w trakcie zawieszenia rozgrywek myślami byli w 1. Lidze. I choć koniec końców do niej trafili, to zarówno okoliczności niedawnego awansu, jak i przywitanie się z zapleczem Ekstraklasy jest dość brutalne.

W ostatnich czterech meczach ligowych Widzew nie zdobył ani jednego punktu. Strzelił tylko jedną bramkę, stracił aż dziewięć.

I mówmy tu o dwóch meczach na poziomie 2. Ligi, które przecież były bardzo ważne w kontekście tabeli. Tylko dzięki potknięciom GKS-u Katowice udało się przy Piłsudskiego 138 uniknąć baraży, ale fani dali wyraźnie znać po ostatnim meczu sezonu ze Zniczem Pruszków (0:1), że taki styl gry i awansu ich nie zadowala. I nie mówimy tu o grupie osób, która wbiegła na murawę, bo była ona niewielkim ułamkiem wszystkich obecnych na trybunach. Niezadowolonych, rozgoryczonych – jakby świadomych tego, że w 1. Lidze z taką grą może być bardzo trudno.

Tak też się okazało. Najpierw Radomiak, a teraz Chrobry Głogów dość mocno utemperowały najbardziej optymistycznie nastawionych fanów z Łodzi. Nie chodzi nawet o rozmiar porażki w Głogowie, który – zdaniem Enkeleida Dobiego – był za wysoki, nie odzwierciedlał przebiegu gry. Choć nawet jeśli Widzew zasłużył na gola, gdyż miał ku jego zdobyciu kilka sytuacji, to w całym meczu na zwycięstwo już nie zapracował. W elementach czysto piłkarskich, jak kreowanie gry, utrzymywanie się przy piłce, doskok do rywala, umiejętność przesuwania się w defensywie – to wszystko było po stronie Chrobrego. Piłkarze Ivana Djurdjevicia być może nie górowali w tych elementach indywidualnościami, ale drużynowo – jak najbardziej.

Widzew otrzymał więc kolejny zimny prysznic, który – taką przynajmniej nadzieję mają kibice – obudzi czerwono-biało-czerwonych przed zbliżającymi się wielkimi krokami Derbami Łodzi.

Optymizmu kibice Widzewa mogą szukać przede wszystkim w zawodnikach, którzy pojawili się w drugiej połowie spotkania. Merveille Fundambu i Karol Czubak nieco rozruszali grę łodzian w ofensywie, a ich gra w pierwszym składzie obok Marcina Robaka może dać nadzieje na pokonanie bramkarza Łódzkiego Klubu Sportowego. Największe dziury do załatania są w obronie. Nie zaszył ich Patryk Stępiński, sprowadzony do Łodzi już po inauguracji. Wracający do Widzewa prawy obrońca zastąpił na lewej stronie defensywy Petara Mikulicia, który zerwał więzadła krzyżowe, ale nie uchronił siebie przed błędami, a drużyny – przed straconymi golami.

O ich utratę można też winić Wojciecha Pawłowskiego, który największy udział zdał się mieć przy pierwszej bramce Chrobrego. Nie jest to łatwy czas dla golkipera Widzewa. Od czerwonej kartki z Resovią, po absencję ze Zniczem, przez trzy fatalne błędy z Radomiakiem i starcie z Chrobrym, w którym puścił piłkę lecącą: a) wprost niego; b) w krótki róg; c) z ostrego kąta. Choć popisał się też genialną interwencją, przynajmniej raz mógł rzadziej wyciągać piłkę z siatki. Siedem takich schyleń w dwóch pierwszych meczach, przy tylko jednej strzelonej bramce, to zdecydowanie za duża częstotliwość…

Marcin Bułka z fatalnym błędem. PSG przegrywa…

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem