Żużel: Twardziel Kildemand wygrywa pierwsze Grand Prix

    Wczoraj w słoweńskim Krsku odbył się pierwszy z turniejów tegorocznego cyklu Grand Prix na żużlu. Ten kameralny obiekt wypełnił się po brzegi, a kibice byli świadkami porywających zawodów. Wygrał Peter Kildemand, który kilka dni temu jeszcze ledwo oddychał z powodu obitych płuc i żeber. Duńczyk pomimo tego, że cały czas odczuwał skutki kontuzji, odniósł zwycięstwo. Jego menager powiedział po zawodach, że ciało Skandynawa przypominało jeden wielki siniak. Jak się okazało, los wynagrodził mu jego poświęcenie. I bardzo dobrze, bo to twardy sport, dla prawdziwych twardzieli. Na starcie zobaczyliśmy trójkę naszych reprezentantów. Najlepszy z nich Maciej Janowski zajął 5 miejsce.

    Nie oglądałem zawodów Grand Prix od jakiejś dekady. Kiedyś starałem się śledzić każdy  turniej. Nie będę ściemniał, że planowałem obejrzeć też to, co wczoraj wydarzyło się w Krsku. To, że akurat przełączyłem kanał to był przypadek. Dlaczego obejrzałem całość? Po pierwsze dlatego, że na starcie słoweńskich zawodów było trzech Polaków. Nikogo nie znałem. Oglądam pierwszą serię startów, a tam „nasi” wygrywają wszystkie wyścigi. Wtedy pomyślałem sobie, że może warto znowu zainteresować się „czarnym sportem”. Potem już nie było tak dobrze, jeśli chodzi o naszych zawodników, co nie zmienia faktu, że oglądało się świetnie. Czasami jest tak, że tor nie pozwala na wyprzedzanie się na dystansie. Tutaj walka trwała przez cztery pełne okrążenia. Zawodnicy ze sporą częstotliwością zmieniali się na swoich pozycjach. Stawka żużlowców w tym roku jest bardzo wyrównana. Eksperci podkreślają, że w tym sezonie nie będzie nikogo, kto powinien dominować. Każdy może wygrać z każdym, a o zwycięstwie w poszczególnych zawodach będzie decydować forma dnia. Tak też było wczoraj. Do ostatniego biegu nie było wiadomo, kto awansuje do półfinałów.

    Jeśli chodzi o ocenę występu Polaków to, jak już wcześniej wspomniałem piątą pozycję zajął Maciej Jankowski. Pomimo tego, że wygrał fazę zasadniczą i w półfinale pojechał słabo to jego występ trzeba ocenić pozytywnie. Podobnie zresztą jak jazdę naszych dwóch debiutantów: Bartosza Zmarzlika oraz Piotra Pawlickiego. Ten drugi miał pecha, bo został wykluczony z jednego z wyścigów za najechanie taśmy startowej. Gdyby nie to, to pewnie zobaczylibyśmy go w półfinałach. Jeśli chodzi o Zmarzlika, to jeden punkt więcej też dałby mu awans. Widać w jeździe naszych żużlowców to, że są młodzi. Mają sporo fantazji i polotu, ale brakuje jeszcze regularności. Raz wygrają wyścig, potem przyjadą ostatni. Jest ten ich potencjał jednak widoczny okiem nawet takiego laika jak ja. Chłopaki powinni traktować ten sezon jako naukę poważnego żużla. Jestem jakoś dziwnie spokojny o to, że w kilku turniejach zobaczymy ich na podium. Dzięki ich postawie i całym zawodom, które stały na bardzo wysokim poziomie wróciła mi chęć na oglądanie speedwaya.

    Już 14 maja na Stadionie Narodowym odbędzie się Grand Prix Europy. Rok temu była kompromitacja organizatorów, tym razem powinno być zdecydowanie lepiej. Oprócz całej otoczki (miejmy nadzieje na 50 tysięcy kibiców na Narodowym) jest też duża szansa na powrót Jarosława Hampela. Polak walczy z czasem, aby po ciężkiej kontuzji wrócić do formy. Jak sam zapowiedział, robi co może żeby wrócić na te zawody. Miejmy nadzieję, że to się uda, turniej będzie nie gorszy jak ten w Krsku, a plama organizacyjna z zeszłego roku zostanie zmazana. Nie wiem jak wy, ale ja już nie mogę doczekać się emocji, jakie zafundują nam najlepsi żużlowcy świata w Warszawie.

    Komentarze