Żużel: Krajobraz po zdobyciu drużynowego mistrzostwa świata

Jak już wiadomo, od sobotniego wieczora polscy żużlowcy są drużynowymi mistrzami świata na żużlu. Przede wszystkim należy zacząć od tego, że całej drużynie należą się ogromne gratulacje. Jeżeli się zostaje najlepszym w danej dyscyplinie na całym świecie, to jest to wydarzenie bez precedensu.

Warto podkreślić, że Polacy mają najmłodszą reprezentację narodową na żużlu. W innych drużynach występuje wielu doświadczonych zawodników, a u nas najstarszym był powołany w ostatniej chwili, w miejsce Macieja Janowskiego – Krzysztof Kasprzak (32 lata).

Poza siłą, wigorem i chęcią zwycięstwa bardzo ważną rolę odgrywało przygotowanie sprzętowe. Tak sukces Polaków analizuje brązowy medalista ze Szwecji – Andreas Jonsson: „Droga do wygranej na żużlu, zwłaszcza na najwyższym światowym poziomie, prowadzi przez umiejętny dobór przełożeń. W pewnym stopniu musiały one zapracować na sukces Polaków w sobotnim finale DPŚ. – Dobre przełożenie to takie, które działa i na starcie, i na dystansie.

Wydaje mi się, że przez pierwsze dwa biegi było z tym w porządku. W połowie turnieju zgubiliśmy jednak to coś i już się nie udało tego odnaleźć. Osobiście nie czułem się w żadnym momencie tak szybki, jakbym chciał. Co mieli takiego Polacy w drugiej części turnieju? Nie mam pojęcia” – powiedział żużlowiec ROW Rybnik.

polska2-zuzel-laczy-nas-pasja

Bardzo ważną rolę w tej całej układance, która przyniosła upragiony sukces jest bez wątpienia trener Marek Cieślak. To przecież on wybierał skład na finał, to on ustalał taktykę i strategię oraz dbał o każdy detal.

Póki co nie wiadomo, czy szkoleniowiec pozostanie na swoim stanowisku. Podobno ostateczne rozmowy mają odbyć się dopiero po sezonie. Nieoficjalnie wiadomo, że piłka jest po stronie Marka Cieślaka i jeśli będzie chciał zostać przy pracy z kadrą, to tak się stanie.

Trzeba jednak zadać sobie pytanie, co z całą dyscypliną? Oczywiście, ktoś powie, żebyśmy nie patrzyli na innych, tylko zajmowali się sobą. Zgoda. To jednak nie znaczy, że nie mamy dostrzegać niepokojących zdarzeń w innych krajach.

Duńczycy i Szwedzi mają reprezentacje, które są już bardzo zaawansowane wiekowo. Amerykanie te zawody potraktowali z przymrużeniem oka, a generalnie nie widać w tym kraju następców Grega Hancocka. Australijczycy „ośmieszyli” się wystawieniem do składu takiego zawodnika, jak Josh Grajczonek. U nas nie miałby on szans nawet czyścić motocykli.

grajczonek-zuzel-laczy-nas-pasja

Polacy organizacyjnie odskoczyli reszcie świata. I bardzo dobrze. Wolelibyśmy jednak, żeby świat podążał naszą drogą, a nie trwał w próżni. Żużel to szalenie piękna i widowiskowa dyscyplina sportu i bardzo leży nam na sercu, aby rozwijała się dalej…podążając za Polakami.

 

 

 

 

Komentarze