W samo południe z…Tomaszem Kiełbowiczem: „Jak trafiłem do Legii, to spełniłem swoje marzenie”

ŁączyNasPasja: Jakie masz wspomnienia z dzieciństwa w Hrubieszowie?
Ja swoje dzieciństwo wspominam z wielką nostalgią. Dla mnie to był piękny okres. Hrubieszów to jest małe miasteczko, blisko 20 – tysięczne. Ja się wychowałem na podwórku przed blokiem. W wieku 12 – stu lat rozpocząłem treningi w miejscowej Unii. Brat mnie zaprowadził na zajęcia, bo sam grał w tym klubie. Między nami była różnica sześciu lat (na korzyść brata), dlatego on mnie ukierunkował w tym aspekcie. Tamten okres wspominam w samych superlatywach. Beztroski czas.
Byłeś grzecznym dzieckiem, czy sprawiałeś kłopoty wychowawcze?
Raczej grzecznym, chociaż niesfornym. Dla mnie przede wszystkim liczyła się piłka nożna. Wiadomo, że kiedyś nie było tylu rozrywek, jakie są dzisiaj i czas spędzało się bardzo aktywnie na boisku i w gronie rówieśników. A w grupie młodych chłopaków tworzą się różne pomysły, nie do końca zbyt mądre.
Czy bliskość do granicy z Ukrainą, w ostatnich niespokojnych dla tego kraju czasach, miało jakiś wpływ na to, co się dzieje w Hrubieszowie?
W jakiś stopniu na pewno jest to odczuwalne. Ja powiem szczerze, że rzadko bywam ostatnimi czasy w Hrubieszowie. Odwiedzam rodzinne strony raz na rok, może trochę rzadziej. Widać, że jest bardzo dużo osób z Ukrainy. Oni starają się w jakiś sposób zarabiać na życie, ponieważ w ich kraju jest teraz bardzo trudny czas. Najczęściej przywożą jakieś dobra z Ukrainy na handel i starają się je sprzedawać.
Przeglądając listę najsłynniejszych mieszkańców Hrubieszowa, to rzuciły mi się w oczy dwie osoby: Bolesław Prus i Tomasz Kiełbowicz. Czujesz dumę?
Czuję, oczywiście (śmiech). Nigdy nie spodziewałem się, że trafię do takiego klubu, jakim jest Legia. Jeszcze będąc młodym chłopakiem, zdaje się trzynastoletnim, to mój brat jeździł na mecze „Wojskowych” w Lidze Mistrzów. Ja sobie zakładałem, że chciałbym kiedyś zagrać na wyższym poziomie, ale szczerze mówiąc, to myślałem bardziej o II lidze. Pamiętam, wtedy Hetman Zamość z mojego regionu grał na tym poziomie rozgrywkowym i wydawało mi się to czymś niesamowicie spektakularnym. Cieszę się, że w jakimś stopniu swoje marzenia spełniłem. Grałem w Legii 12 lat, pracuję dalej w klubie i jestem z tego dumny.
Pamiętasz uczucia, jakie towarzyszyły Tobie podczas pierwszego treningu w życiu?
Doskonale to pamiętam. Tak jak powiedziałem, było to w wieku 12 lat. Trening prowadził nieżyjący już Mirosław Szuper. To był świetny pedagog. Wprowadził mnie wtedy do drużyny trampkarzy. Ja byłem wtedy młodszy od reszty chłopaków o 3 lata. Trener zobaczył gdzieś ten mój potencjał i dał mi szansę. Grałem w pierwszym składzie i to głównie ten szkoleniowiec przygotowywał mnie na to, że w tej piłce coś mogę osiągnąć.
Wszędzie można przeczytać o Tobie informacje, że byłeś wzorem profesjonalisty. Rzeczywiście nie masz sobie nic do zarzucenia?
Teraz z perspektywy czasu jakieś rzeczy bym zmienił. Wiadomo, że ta świadomość piłkarzy obecnie bardzo się zmieniła. Jest dostęp do wielu informacji, które mogą być bardzo pomocne. Mam tu na myśli kwestię żywienia, psychologa, podejścia do zawodu piłkarza. Ja starałem się podchodzić profesjonalnie na tyle, na ile mogłem to zrobić. Robiłem wszystko, żeby jak najlepiej przygotować się do każdego treningu i meczu. Wychodziłem z założenia, że im mocniej trenuję, tym łatwiej gra mi się w oficjalnych spotkaniach. Nawet w okresie zimowym, kiedy mieliśmy 3 tygodnie wolnego, to starałem się ten czas spędzić aktywnie. Chciałem być już w formie na pierwszym treningu po przerwie.

tomasz-kielbowicz-w-samo-poludnie-laczy-nas-pasja

Czyli nie pogadamy o aferach, skandalach, alkoholu i tym podobnych?
Raczej będzie trudno (śmiech). Alkohol można wypić od czasu do czasu. Trzeba tylko wiedzieć ile, kiedy i z kim. Wiadomo, że jest czas pracy i zabawy, ale w sezonie starałem się być zawsze maksymalnie przygotowany.
Pytam o to, bo czytając liczne publikacje i książki zawodników, którzy grali w naszej lidze, w tym samym czasie co Ty, to można wysnuć wniosek, że alkohol był jedną z ulubionych rozrywek.
Świadomość podejścia do zawodu piłkarza bardzo się zmieniła. Teraz piłkarze podchodzą bardziej profesjonalnie do tego, co robią. Kiedyś różnie z tym bywało. Jednak im dłużej grałem w piłkę, to zrozumienie tego, jak powinien prowadzić się wyczynowy sportowiec rosło. Wtedy też była zupełnie inna otoczka wokół futbolu. Dzisiaj media są wszędzie. Wszystko co zrobi piłkarz jest od razu publikowane i każdy może się o tym dowiedzieć. Dlatego tym łatwiej było się zawodnikom przystosować do bardziej profesjonalnego podejścia do zawodu i bardzo się z tego cieszę.
W Rakowie Częstochowa wygrałeś rywalizację o miejsce w składzie z Jackiem Krzynówkiem. Czy już wtedy było widać w nim ten potencjał na miarę kariery jaką zrobił?
Z Jackiem spotkaliśmy się w Częstochowie, grając w jednej drużynie przez pół roku. Ćwiczyliśmy nawet razem w parze na treningach. Tak naprawdę, to od samego początku widać było ten jego potencjał. Można było zauważyć, że jest on świadomy tego, co chce osiągnąć. Już w tamtym czasie był profesjonalistą w pełnym tego słowa znaczeniu. Miał świetnie uderzenie i bardzo dobrze ułożoną lewą nogę. Kwestią czasu było, kiedy ten jego talent „eksploduje”. Jacek odszedł po pół roku do Bełchatowa, potem było FC Nurnberg w drugiej Bundeslidze, a następne koleje losu, to już chyba wszyscy znają.

12

Komentarze