W samo południe z…Tomaszem Ćwiąkałą: „Nigdy nie miałem ambicji, żeby być sportowcem”

ŁączyNasPasja: Ogarniasz o co chodzi z tymi Pokemonami?
Nie ogarniam, ale lekko mnie to przeraża, jak przeczytałem, że dwie dziewczynki zginęły w USA, bo wparowały komuś na chatę poszukując tam pokemonów. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym sobie zainstalować taką appkę. Szkoda czasu.
Jest jeszcze sporo absurdów w obecnych czasach, które Ciebie mocno irytują?
Zastanawiam się, że jeśli dzisiaj tworzone są takie aplikacje jak te z pokemonami, to co będzie powstawało za 5 lat. To mnie trochę przeraża.
Ty wiesz, jakie masz IQ?
Nie mam pojęcia. Natomiast kiedyś miałem robiony test na predyspozycje językowe i wyszło, że generalnie nie jestem uzdolniony w tym kierunku. Później jednak kilku języków się nauczyłem, więc pewne testy nie odzwierciedlają naszej rzeczywistości. Ale IQ nie badałem.
No właśnie, bo jesteś chyba chodzącą reklamą szkół językowych. Miałeś jakieś propozycje reklamowe?
Nie, ale też nie byłbym dobrą reklamą dla szkół językowych, ponieważ jestem przeciwko nim. Nie jestem zwolennikiem takiego akademickiego nauczania języków obcych, czyli robienie na przykład 30 ćwiczeń z jakichś tam czasów. Ja zawsze wolałem bazować na intuicji i wyczuciu niż na bezsensownym wykuwaniu regułek.
Twoim zdaniem, nie ma szans, żeby zostać dobrym dziennikarzem sportowym, jeśli się nie zna języków obcych?
Są szanse, bo większość tak naprawdę nie zna tych języków obcych. Nie chcę wskazywać konkretnie, ale wielu dziennikarzy mówi, że znają na przykład angielski, a nie potrafiłoby zapytać o drogę. Chodzi mi zwłaszcza o starsze pokolenie. Natomiast jeśli chodzi o młodszych dziennikarzy, to dla nich znajomość różnych języków, to spore ułatwienie. Ja sam nie wyobrażam sobie, że miałbym nie uczyć się kolejnych, a co dopiero poprzestać na angielskim, jak to wielu ma w zwyczaju.
Czy twój zawód zmusza Ciebie do częstych przekleństw? (śmiech)
Zmusza mnie wręcz do tego, żeby się hamować, bo ja w życiu prywatnym często przeklinam, natomiast na antenie na szczęście mi się nie zdarzyło, a w tekstach staram się za bardzo z tego nie korzystać, żeby nie potrzebnie nie narazić się na śmieszność. Mój zawód mnie wręcz hamuje w przeklinaniu, a nie zmusza do tego (śmiech).
Ile czasu pracujesz normalnie w ciągu doby?
Dużo. Poniżej 10 godzin raczej nie schodzę. Teraz miałem tydzień wolnego po Euro, ale to i tak nie było wolne. A to spotkałem się z kimś z branży, a to poszedłem na mecz Legii i tak dalej. Ja tego nie traktuję do końca jak pracę, tylko pasję. Nawet jak byłem kilka razy na wakacjach za granicą, to często w ich trakcie decydowałem się, żeby przeprowadzić z kimś wywiad czy pójść w tym czasie na mecz. Są plusy i minusy tego, ale mnie się akurat to podoba, że praca zaciera mi się z życiem prywatnym.
Masz jakąś określoną rutynę w pracy?
Każdy dzień jest inny. Dzisiaj akurat pracuję z domu, jutro mam wyjazd do Płocka, potem znowu Warszawa i mecze do skomentowania. Zawsze z początkiem nowego tygodnia staram się wszystko dobrze poplanować, żeby wiedzieć ile czasu muszę poświęcić na określone rzeczy. U mnie sprawdza się reguła, że im więcej obowiązków, tym więcej rzeczy można zrealizować. To tylko kwestia dobrego planowania.

cwiakala1-wsamopoludnie-laczy-nas-pasja

Często spotykasz się z sytuacjami, że piłkarze odmawiają udzielenia wywiadów?
Zdarzało się. Wielu piłkarzom dopiero po zakończeniu kariery zaczyna brakować tych kontaktów z mediami. Miałem teraz możliwość spędzenia sporej ilości czasu z Sebastianem Milą, który pojechał na Euro jako ekspert „Przeglądu Sportowego”. Jak Sebastian zobaczył, jak dużo pracy trzeba poświęcić, aby wszystko zaplanować, nagrać, pojechać, spisać, a później śledzić komentarze, czy nie ma jakichś błędów, to odwrócił mu się kompletnie światopogląd. Mam wrażenie, że nikomu już nie odmówi wywiadu, a jak w szatni Lechii Gdańsk ktoś obrazi się na dziennikarza, to on sam go doprowadzi do pionu. 
Jeżeli pracujesz tak dużo, to masz w ogóle czas na życie prywatne?
Mam. Tak jak już wcześniej wspomniałem, jeśli nie radzisz sobie z wykonaniem 4 zadań, to dołóż sobie jeszcze jedno. U mnie tak to mniej więcej funkcjonuje. Ja już poza Weszło i Eleven nie robię nic więcej. Odmawiam wielu pobocznych zleceń, w stylu napisania książki czy tłumaczenia. Nie wyobrażam sobie trzeciego miejsca pracy. Tej roboty jest teraz dużo, ale jeszcze jestem w stanie zagospodarować czas, że pójść pobiegać, na siłownię albo do kina.
Są dziennikarze sportowi w Polsce, którzy wywołują u Ciebie zażenowanie?
Są, ale nie chce wymieniać z nazwiska. W starszym pokoleniu jest sporo osób, które zostały w zawodzie przez zasiedzenie, przez to, że piły wódę z którymś selekcjonerem przez pięć lat czy przed kimś klękały, a tak naprawdę nie znają żadnego języka i mówiąc szczerze, to średnio się nawet znają na samej piłce nożnej. Pozostało im tylko doświadczenie.
Jeśli chce się coś osiągnąć w dziennikarstwie sportowym, to trzeba zamieszkać w Warszawie?
Zdecydowanie. W Warszawie się dzieje najwięcej. Krzysiek Stanowski powiedział kiedyś, że dziennikarstwo polega na tym, że ludzie odbierają od ciebie telefon. Jeśli nie będą ciebie znali, to nie napiszesz newsa czy nie przeprowadzisz fajnego wywiadu. Ja w ciągu pierwszego miesiąca, po przeprowadzce do Warszawy, poznałem ze środowiska piłki nożnej więcej osób niż przez kilka lat pobytu w Krakowie.
Niektórzy ludzie postrzegają Tomka Ćwiąkałę jako ulubieńca Bońka. Często prezes PZPN chwali Ciebie, na przykład na twitterze. Jak ty odbierasz takie zarzuty, że jesteś pupilem prezesa?
Ostatnio robiłem ze Zbigniewem Bońkiem wywiad i naprawdę zastanawiałem się, jakie trudne pytanie mu zadać. Jeśli są osoby, którym jego praca się nie podoba, to niech o tym napiszą. Ja osobiście nie mam większych zastrzeżeń. To nie jest tak, że my się kolegujemy i dzwonimy do siebie. Nie zaprzeczam, że lubię prezesa, ale nie czuję jakbym był traktowany inaczej niż koledzy pod fachu. Nasze relacje są typowo zawodowe.
Czyli nie możesz go za nic skrytykować?
Ja myślę, że sam prezes Boniek bardzo odetchnął po Euro. On sam tego nie przyzna, ale dzięki temu, że kadra zdobyła serca kibiców, to i jemu nie ma co za bardzo zarzucić. Wielu dziennikarzy też buduje swoją pozycję tylko na krytykowaniu Bońka. Ostatnio jakoś zamilkli i to też może dawać do myślenia. Ja osobiście nie mam za co krytykować prezesa, jeśli ktoś ma jakieś zarzuty, to niech poda je do publicznej wiadomości i ja się chętnie do czegoś przyczepię, jeśli rzeczywiście będzie o co.
Wróćmy do samych początków. Jak byłeś dzieciakiem i chodziłeś do podstawówki, to miałeś jakieś marzenia związane z przyszłym zawodem?
Szczerze, to jak miałem już z osiem lat, to wiedziałem, że chcę zostać dziennikarzem sportowym. Nigdy nie miałem ambicji, żeby być sportowcem. Zawsze ciągnęło mnie w stronę dziennikarstwa i robiłem wszystko w tym kierunku. Jako, że w Krośnie generalnie wiało nudą, to i zdarzały mi się rozmowy z ludźmi z innych dziedzin życia, na przykład z aktorami takimi jak: Marian Opania czy Wiktor Zborowski. Pamiętam, że mój pierwszy wywiad przeprowadziłem z duetem DJ-ów: Kalwi & Remi (śmiech). To było na takiej zasadzie, że w mieście absolutnie nic się nie działo, więc jak pojawiała się jakaś choćby nawet minimalnie znana osoba, to wraz z grupą znajomych chcieliśmy to wykorzystać i przeprowadzić z tym kimś wywiad.

cwiakala2-wsamopoludnie-laczy-nas-pasja

No dobra, ale coś poza sportem? Jakieś subkultury, muzyka, filmy?
Zawsze była piłka. No, ale wiadomo, że miałem też inne zainteresowania. W dzieciństwie słuchałem dużo hip – hopu, bo akurat wtedy było to bardzo popularne. Byłem swego czasu zajarany tą subkulturą na maksa.
Chodziłeś w szerokich spodniach?
Tak, starałem się ubierać zgodnie z tym, jak robią to hip – hopowcy, co pewnie wyglądało komicznie. To było w gimnazjum. No, ale jak podkreślam zawsze piłka była na pierwszym miejscu.
Czyli pasja praktycznie od urodzenia?
Dokładnie tak. Kiedyś nawet miałem przewalone u wychowawczyni, bo nie poszedłem na lekcję, ponieważ do Krosna przyjechały „Orły Górskiego”. Zrobienie sobie zdjęcia z Grzegorzem Lato było wystarczającym powodem. Poza tym, chodziłem też na mecze Karpat Krosno. Podkarpacie, to jest jednak koniec świata, jeśli chodzi o piłkę. Ciekawe jest to, że w praktycznie każdej redakcji sportowej, są ludzie z Podkarpacia. To chyba bierze się właśnie z tak wielkiej chęci obcowania z poważniejszą piłką. W tamtym regionie kraju, jest to możliwe tylko przed ekranem telewizora.
Jak to się stało, że po okresie pisania dla mniejszych redakcji trafiłeś do Weszło?
Krzysiek Stanowski prowadził kiedyś „Magazyn Futbol”. To była gazeta wychodząca co miesiąc. Bardzo podobało mi się to, co można była tam przeczytać, i jak jeszcze pracowałem w futbolnet.pl, to postanowiłem, że co jakiś czas będę tam coś podsyłał, a zwłaszcza wywiady z jakimiś latynoskimi piłkarzami. Gdy Krzysiek przestał już z nimi współpracować, to napisałem mu smsa, że dziękuję za współpracę i mam nadzieję, że kiedyś będziemy jeszcze razem pracować. Nie minął miesiąc, może dwa i dostałem zapytanie, czy nie chciałbym publikować na Weszło. To zbiegło się akurat z transferem Marcelo z Wisły Kraków do PSV Eindhoven i pomyślałem sobie, że polecę tam prywatnie i napiszę o tym reportaż. To był mój pierwszy tekst na Weszło. Z czasem udało mi się Krzyśka do siebie przekonać.
Sporo różniła się Twoja praca w Krakowie dla Weszło, od tej jaką wykonujesz z Warszawy?
Jak mieszkałem w Krakowie, to już sporo pracowałem. Różnica była taka, że musiałem się ograniczać do Wisły i Cracovii. Jak przyjeżdżały inne drużyny, to najczęściej dzień przed meczem starałem się umówić z kimś na rozmowę. Robiłem wszystko by wykorzystać tamten czas, najlepiej jak się dało. Natomiast zdawałem sobie wówczas sprawę, że wyjazd do Warszawy, to tylko kwestia czasu.
Jak wspominasz Euro 2016?
Mnie te mistrzostwa organizacyjnie się w ogóle nie podobały. Z tymi Francuzami, to były wieczne problemy, jeśli chodzi o dojazd, restauracje czy hotele. Dzień w dzień mieliśmy różne sytuacje, w których traktowano nas z góry. Miejscowi z wielką łaską podchodzili do obcokrajowców, nie wiem z czego to wynikało, może mają zbyt wielkie ego. Chociaż nie wiem dlaczego, bo tam prawie nikt nie mówi po angielsku. Mam wrażenie, że my Polacy jesteśmy cywilizacyjnie trzy półki wyżej od Francuzów.
W Brazylii było lepiej?
Tak. Mam wrażenie, że ci ludzie pomimo tego, że nie znali języków, to swoją życzliwością potrafili to wszystko nadrobić. Byli gotowi stanąć na głowie, żeby ci pomóc, a we Francji było dokładnie odwrotnie. Dlatego jest to dla mnie negatywne zaskoczenie.

cwiakala3-wsamopoludnie-laczy-nas-pasja

Pomijając sprawy organizacyjne, to jest to dla Ciebie spora różnica czy komentujesz mecz ze studia, czy bezpośrednio ze stadionu?
Różnica polega na tym, że czasem na stadionie masz takie sytuacje, jakie mieliśmy podczas derbów Madrytu, kiedy słońce świeciło nam prosto w twarz, był niesamowity wiatr przy tym na stadionie i widzieliśmy niewiele na monitorze. Głównie musieliśmy więc bazować na tym, co zobaczyliśmy za pierwszym razem. Ja się bałem, czy nie zaliczyliśmy jakiejś gafy po drodze, na szczęście wszystko się udało. Są plusy i minusy komentowania zarówno ze stadionu jak i studia, ale ja preferuję jednak stadion. Chyba jak każdy.
Jak ty postrzegasz przyszłość tego zawodu, jakim jest dziennikarstwo sportowe?
Koledzy z „Przeglądu Sportowego” czy to innych redakcji opowiadają mi czasem, że jak przychodzi jakaś młoda osoba do redakcji postawić swoje pierwsze kroki w tym zawodzie, to często bywa tak, że ktoś im mówi, żeby zrobili wywiad na przykład z piłkarzem Legii, a oni wolą w tym czasie przepisać tekst z „Guardiana”. Taką osobę można albo ukierunkować we właściwą stronę, albo od razu skreślić. A co do przyszłości, to uważam, że ludzie nie będą śledzili konkretnych portali, tylko osoby na przykład na twitterze. Można takich ludzi łatwo wyselekcjonować pod kątem naszych zainteresowań. Jeśli interesujesz się historią USA, to znajdziesz sobie dwóch specjalistów od tej dziedziny i będziesz ich śledził, jeśli fascynujesz się piłką włoską, to wyselekcjonujesz sobie dziennikarzy, którzy akurat są w tym najlepsi. Moim zdaniem wszystko bardziej zmierza w stronę indywidualizacji, niż konkretnych redakcji.
Dzięki wielkie za rozmowę.
Dziękuję bardzo.

Rozmawiał

Krzysztof Kwaśny

Komentarze